Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

co „słychać” w nocniku?

Wiem, wiem, niektórzy z was liczą na to, że pojawią się na blogu jakieś „gorące” wakacyjne opowieści… prędzej czy później się pojawią, ale zanim do tego dojdzie, muszę podzielić się z Wami szybką anegdotką, która rozbawiła mnie setnie.

 

Świat dla dorosłych jest prosty i zrozumiały (mam na myśli naszą codzienną rzeczywistość). Wszystkie trybiki jasne, a jak czegoś nie kumamy, jest internet- szybko można zerknąć, i już po sprawie. Nic nas nie dziwi, nic nas nie ekscytuje.

A u dzieci? Rzeczy, które my bierzemy za pewnik są jeszcze do odkrycia, fascynujące i zadziwiające.

I tak to wczoraj mało się nie przewróciłam ze śmiechu przy okazji HISTORII NOCNIKOWEJ.

Zdarza mi się wysadzać Tosię na nocnik (o samym odpieluchowywaniu będę pisać innym razem). Z tej okazji siedzi sobie wczoraj Tosinka na nocniku, bawi się swoim kolorowym zającem, i nagle słychać: PRRRRRRRRRT (tudzież PURT, dokładnie nie zapamiętałam, ale czaicie, o co chodzi). Spoglądam porozumiewawczo na Żuczka, bo nie raz taki bąk jest dla nas powodem wesołego dialogu; czekam na zwrotkę porozumiewawczego spojrzenia, a tym czasem…

Żuczek wkłada swoją łapkę między nogami do nocnika i gmera zapalczywie. Po chwili bezowocnych poszukiwań podnosi swoje cztery litery, i zagląda do środka. Patrzy na mnie zdziwionymi oczętami, rozkłada ręce w geście: „nie ma”! i wraca do gmerania i przeszukiwania, bo może coś jej umknęło.

Zajęło mi jakieś trzy sekundy zrozumienie całej akcji:

TOSIA ZROBIŁA BĄKA DO NOCNIKA, W ZWIĄZKU Z CZYM SPODZIEWAŁA SIĘ GO TAM ZNALEŹĆ!

Czasami świetnie jest spojrzeć na świat oczyma dziecka, wszystko jest takie ciekawe, niezbadane, pełne niespodzianek.

No bo, pomyślcie, gdzie podział się ten bąk?

Ściski! 😉

 

 

Taka sytuacja…

W tej chwili sytuacja przedstawia się następująco:

Ćśśśś… na paluszkach. Tosia mnie wypuściła z ramion, i zgarnęła Tateła pospacerowego z powrotem w objęcia Morfeusza.

Jest sennie, śpi się długo, nawet pies, po tym jak obudził Małżona na szybki poranny sik, zasnął znowu…

Pieseł leżeł

Pieseł-leżeł

W związku z powyższym, sprawy dla mnie stoją tak:

DSC_0533 (1) Poranna herba na tarasie, czyli w dzikie wino zaplątana.

DSC_0534 (1)

Niebo jest tu taaakie niebieściutkie

I w tym miejscu posyłam wam słoneczne pozdrowienia z Langwedocji!

Tak jak wspominałam, miałam nadzieję na czas na pisanie, ale dni są tu intensywne/leniwe (zależy od nastroju), więc jakoś do tej pory nie wyszło. Parę razy przymierzałam się do wpisu wstępnego, czyli opisu naszej podróży, ale jakoś nie dało rady… słońce świeci w monitor, cykady uroczo zagłuszają myśli, zapach lawendy, którą drugiego wieczoru przyniósł mi Małżon ze spaceru z psem, a którą ja następnie upchnęłam w poszewkę poduszki, odurza…

Cóż ja wam mogę powiedzieć, no nie zbiorę się chyba, i tyle!

W KOŃCU WOLNO MI, WAKACJE MAM!

Ściskam was!

K

PS. Oho, mam towarzystwo!

Napoleon na paluszkach

Napoleon na paluszkach

PS2. Zanim zdążyłam nacisnąć „opublikuj”, ktoś jeszcze do mnie przyszedł!  Miłego dnia!

Tosia, Mama i piżama ;)

Tosia, Mama i piżama ;)