Miesięczne archiwum: Listopad 2015

Tata Pomyślunkiem Wymiata, czyli lekcja tańca

Hej hej!

Dzisiaj trafiło mi się wolne popołudnie, ponad dwie godzinki; akurat tyle czasu by: ugotować zupkę na jutro, zapełnić stojak drewnem (moje plecyyy!), zataszczyć do kur 25-cio kilowy worek paszy (OJJJ!!! MOJE PLEEECYYYY!) i oporządzić pierzaste dziewuchy, sprzątnąć chałupę z grubsza i odkurzyć. Normalnie „hajlajf”.

A skąd tyle „wolnego” czasu na te wszystkie przyjemności, pytacie?

Ano TATEŁ ZABRAŁ TOSIĘ NA DANSING.

Kolega z pracy Małżona, ojciec chłopca starszego o pół roku od Kokosa, zapodał temat zajęć tanecznych dla małych Bąków. Tateł coś tam o tym opowiadał od jakiegoś czasu, ale to dziś wreszcie się zebrał w sobie, i wyciągnął Tosię na tańce. Byłam ciekawa, co z tego wyjdzie, Czytaj dalej

Dziecko-lustro, czyli scenka z Klubu Malucha

Nie odkryję chyba przed nikim Ameryki gdy napiszę, że dzieci są zwierciadłami rodziców (tudzież innych opiekunów, z którymi spędzają najwięcej czasu). Jestem ciekawa, co można powiedzieć o nas patrząc na Tosię! Ale nie o Tosi chciałam dziś pisać.

Taka sytuacja:

Chłopczyk, nazwijmy go przysłowiowym Jasiem, zazwyczaj z grubsza grzeczny i przytulaśny, najwyraźniej miał gorszy dzień, bo dziś postanowił zabierać wszystkim dzieciom zabawki i broić ile wlezie. Wielokrotnie upominany przez cierpliwą „Ciocię”- każdorazowo prezentował charakterystyczną minę typu FOCH: Burmuszył się, ściągał brwi, pochylał całą twarz ku podłodze, by groźnie patrzeć „spod byka”, i obejmował się przy tym ramionami. Czytaj dalej

Jak nam jest bez piersiowania

My już odstawione.

Nie, że jakoś tam ładnie ubrane, czy coś, ale odstawione od piersi.

Miałam w planie pisać wam dzień po dniu, jak sobie radzimy, i nawet opisałam większość pierwszego dnia, ale było to tak ciężkie przejście, i tak nieprzyjemne, że mi się zwyczajnie odechciało.

Odstawianie było konsekwentne, czyli od pierwszego dnia klamka zapadła: rano 11 listopada zakomunikowaliśmy Tosi, że już koniec, i twardo się tego trzymaliśmy. Było ciężko- i Tosi, i mnie. Małżon chyba też nie miał lekko obserwując nas, ale nie sądzę, by sobie do końca zdawał sprawę jaki to hardkor. Czytaj dalej

Pożegnanie

No i stało się.

A raczej stanie, w ciągu najbliższych dni.

Tosia ostatnio jest bardzo „cyckowa”, wisi mniej więcej tyle, co noworodek, jeśli nie więcej (noworodek jednak śpi cośtam po drodze, a Żuk tylko by wisiał…w tym i przez sen). Nie wiem, czy to przez infekcje, czy zmiany życiowe, czy niewyspanie (wynikające z dwóch wcześniej wspomnianych faktów) czy po prostu wszystko do kupy. Odmowę CICI znosi gorzej niż kiedykolwiek, a raczej nie znosi w ogóle.

Dzisiaj dawałam jej poszaleć na maxa, nie odmawiałam jej ani razu (chociaż zaliczyłyśmy jedną mega-histerię, jak uparłam się, że dostanie Cici dopiero jak ja skończę jeść), tuliłam ją do tych wymęczonych piersi ile się dało. Niech ma dziewczynka kochana.

Wieczorem, jeszcze przed kąpielą, Tosia zawisła sobie standardowo, więc stwierdziłam, że to będzie dobry pomysł, żeby ją uświadomić. Zajęło mi milion lat wymyślenie, jak się za to zabrać, ale i tak poszłam na żywioł.

-Tosiu, skarbie, jutro pożegnasz się z cycusiami. Czytaj dalej

osiołkowi w ŻŁOBY dano

bentley

 

 

Żeby nie było za lekko być mamą z tym całym niedosypianiem i innymi przyjemnościami, do całego tego cyrku dochodzą jeszcze DECYZJE.

Już kiedyś psioczyłam na to, że trzeba dokonywać trudnych wyborów, ale dochodzimy do momentu, kiedy żadna decyzja nie jest dobra.

Bo oto nasz Żuczek kochany nie wytrzymał w Klubie Malucha ani tygodnia…

Czytaj dalej

W klubie malucha- day 1

Hej ho!

Opowiem wam moje pierwsze wrażenia z klubu malucha.
Są mocno mieszane. Wstrząśniete. i Zmieszane.

W niedzielę, przed „pierwszym razem” w klubie malucha obijałam się o ściany w domu; biegałam jak nakręcona. W duchu chichrałam się z samej siebie, bo przeżywałam to co najmniej jak pierwszy dzień w pierwszej w życiu pracy! Obłęd! Wyczytałam wszystkie regulaminy, żeby dotrzeć do tego, co może być mi potrzebne, plecak Tosi (prezent urodzinowy!) pakowałam chyba ze trzy razy, nie mogąc się zdecydować, czy włożyć do niego tylko zabawki, czy picie też, a może do niego włożyć też pieluchy (nie będę ryzykować posikań w emocjach, stąd pieluchy)? Do tego dwa zestawy ubrań, dwie różne czapki i szaliki (opcja bardzo zimna i lekko zimna), woda w butelce, kubek- żabę, marker (bo nie wiem, czy kubek nie musi być podpisany), a rano dopakowałam pokrojone jabłko w pudełeczku i KSIĄŻKĘ DLA MNIE. Czytaj dalej

Nigdy nie lekceważ dwulatka- czyli hardkorowy piątek

Zaczynam bać się daty 29.09.

Nie pamiętam, co działo się tego dnia rok temu, ale doskonale pamiętam dwa lata wstecz: poszłam na rutynową kontrolę do Pani Ginekolog, i wyszłam z informacją, że łożysko zdycha, dziecko nie przybiera na wadze (czyli jest niedożywione przez owo niegrzeczne łożysko) oraz ze skierowaniem do szpitala. Nie był to najlepszy dzień mojego życia…

Jednak statystycznie rzecz biorąc- jeden taki dzień na całe życie by mnie nie zestresował, ale to, co się wydarzyło w zeszły piątek, 29.09.2015, powoli zaczyna napawać mnie zabobonnym lękiem i zmieniać mi tą datę w mój prywatny piątek-trzynastego. Czytaj dalej

Wielkie zmiany i decyzje

Hop hop!

Tyle się ostatnio działo, że nie wiem, co mam dziś wieczorem wziąć na tapetę…

Chyba zacznę od największej zmiany, jaka nas czeka, a raczej jaka już się DZIEJE.

Ale od początku…

Myślałam jakiś czas temu, żeby Tosię zacząć jakoś socjalizować- w końcu obie żyłyśmy jak odludki, tylko we dwie… no, i z Tatełem, po godzinach pracy, ma się rozumieć, oraz w nieczęstym towarzystwie okazjonalnych gości z wąskiego grona. Widziałam, że Tosia garnie się do innych dzieci, ale jako typ obserwatora- nie wie, jak ma to ugryźć, żeby nawiązać znajomość. Moje próby pomocy, np. próby „sterowania” Żuczkiem w stronę innych dzieciaków na placu zabaw przynosiły mizerne efekty, myślałam więc ostatnio o bardziej bezpośredniej akcji. Zastanawiałam się nad różnymi zajęciami grupowymi (w tym jeden temat podsunęła mi Mama Ewa), ale nie umiałam podjąć decyzji, i temat poszedł siedzieć w poczekalni.

Całe szczęście zawsze można liczyć na… plotkatorskie babcie! Czytaj dalej