Miesięczne archiwum: Luty 2016

wolny dzień i dzieciowa paranoja

Hej mamy, tatusiowie, i inni!

Wiecie, jaki miałam dzisiaj super dzień laby?!

Rano (koło siódmej) zawieźliśmy z Małżonem dzieciątko do Babci na trening bycia bez mamy 😉 a na wieczór- czyli na teraz- Tateł zabierał Tosię na randkę taneczną. ŻYĆ, NIE UMIERAĆ!

Po odwiezieniu Żuczka Małżon, w drodze do pracy, zawiózł mnie do pobliskiego CITY, gdzie miałam pewną sprawę do załatwienia, a potem… WOLNOŚĆ! Robiłam fajne rzeczy: na początek, by podkreślić fakt, że nigdzie mi się nie spieszy, wzięłam wycieczkowy autobus do domu (jadący baaardzo długą trasą, za to zatrzymujący się zaraz obok domu). Potem cały dzień się byczyłam! Grzebałam w internecie, czytałam książki, spacerowałam z psem, dzwoniłam do kosmetyczki, planując w wyobraźni cudowne metamorfozy (czemu nie ma pogotowia kosmetycznego „robienie na bóstwo last -minute?), i inne takie przyjemności.

Potem zaliczyłam kilka obowiązków: skoczyłam na duże zakupy spożywcze, umówiłam parę zaległych spotkań (kurna, brzmię jak jaka byznesłómen!), przeniosłam pińcet kilo drewna kominkowego, obrałam ziemniaki, wymyśliłam obiad na jutro (najtrudniejsze i najbardziej niewdzięczne zajęcie świata :/)i rekreacyjnie- niemal z nudy- umyłam podłogi.

Teraz siedzę w necie, i piszę wam o mojej dziecio-paranoi. Fajny dzień.

W przyszły czwartek wracam do pracy. BARDZO SIĘ CIESZĘ, że wreszcie wracam do pracy (i równie bardzo dziwi mnie ta radość :D). Bardzo bym nie chciała, żeby coś pokrzyżowało mi plany.

ale… Czytaj dalej

Na temat rozwoju mowy- po miesiącach.

Pamiętacie, jak pisałam o tym, że martwię się, że Tosia nie mówi (o TU)?

Od tamtej pory WIELE się zmieniło.

Tosia nawija :)

Fakt faktem- jeszcze po dzidziusiowemu, czasem nie wyraźnie, ale zawsze da się z nią dogadać. Przy tym teksty, jakie sypie, nie raz doprowadzają nas do łez ze śmiechu: ostatnio na przykład znienacka wykrzyknęła: KOCIE! LADACO! czym nas zupełnie rozwaliła- a przecież to nic innego, jak hasło z jednego z wielu wierszyków czytanych wieczorem („pies warknął: Kocie- Ladaco! Ty zająć masz się tą pracą!”). Często też snuje opowieści: „Tosia małym dzidziusiem była, pieluszki nosiła! Teraz- majty!”.

Jej zabawy- jeśli już skusi się na zabawę samej, co przez ostatnie tygodnie zdarzało się nieczęsto- polegają na odgrywaniu scenek zabawkami, często wymieniamy z Małżonem uchachane spojrzenia, słuchając : „Pani Jajoś mamusiom jest! Memuś dzidziusiem! Skaczą! Hahaaa! Bawić, bawić się! Basen. Choć! PLUM PLUM! Rysować! Choć! Bam. Buuuuu! (Memuś płacze).” Czytaj dalej

Dziecko jest kosmitą.

Hej hej!

Nie odzywanie się na blogu nie zwolniło mnie od myślenia w tym czasie, więc miałam kilka refleksji odnośnie czasu, w którym dziecko uczy się asertywności.

Oczywiście będę powielać to, co już zostało wielokrotnie na ten temat powiedziane/napisane, czyli że trzeba być z dzieckiem blisko w czasie „buntu”, okazywać miłość i cierpliwość, tłumaczyć raczej niż karać, itepe itede. Podaruję sobie więc tego typu oczywiste oczywistości, i raczej napiszę o moim wielkim olśnieniu.

Pewnego dnia Tosia jak zawsze stawiała się jeśli chodzi o nocnik (drażliwy temat, Tosia bardzo walczy na tym polu o niezależność, jak już PISAŁAM). „Nie- bo nie”. Sęk w tym, że tym razem sytuacja miała miejsce poza domem, nie byłam uczestnikiem rozmowy, nie byłam u siebie i ryzyko nie dotyczyło mojej podłogi; a i pytanie o nocnik padło wielokrotnie, raz za razem.

-Tosiu, chcesz siusiu?
-Nie.
-A może jednak? Dawno już nie robiłaś…
-Nie!!
-Choć, może jednak zrobisz, nie chciała byś chyba zrobić w majtki…
-NIEEEEE!!! (ryk)

Reakcją osób prowadzących z nią dialog była gadka o tym, jak to niegrzecznie, że płacze. Stanęłam natychmiast w obronie mojego dziecka, bo moim zdaniem PŁACZ SAM W SOBIE NIE JEST NIEGRZECZNY. Czytaj dalej

Buntownik z wyboru- nasz Czas Wielkich Przemian

Szumnie zatytułowany wpis, co? Może dlatego, że nie chciałam być obcesowa. A może dlatego, że nie cierpię określenia „Bunt Dwulatka„; choć strasznie często go używam- wbrew sobie; tak jest krócej- rzucam hasło, i wszystko jasne. A przecież na ten dziwny Czas Przemian składa się tak wiele czynników…

Ja wiem, że to normalny etap w życiu dziecka, że trzeba wykazać się cierpliwością, przeprowadzić dziecko za rękę przez te wyboje… ja wiem, że jej też jest trudno, że czuje się zagubiona (to akurat widać gołym okiem!) ale i tak chcę wam ponarzekać.

Krótki Kokosowy rys, gwoli wstępu:

Antosia: Delikatny, kruchy, słodki Elf. Ostrożny. Pojętny. Wiele da sobie wytłumaczyć. Obserwator raczej niż prowodyr. Słucha, obserwuje, rozumie, kataloguje. Raczej z książeczką niż z piłką. Powolny w ruchach. Swoje drugie, diabelskie oblicze pokazuje tylko na Łosiu na biegunach (gdyby Ikea widziała Tosię w akcji, wycofali by tę zabawkę z obiegu ze względów bezpieczeństwa)…a przynajmniej do grudnia tak było… Czytaj dalej

Ciemna, długa zima

Cześć i czołem.

Całkiem odwykłam od pisania, i mimo tego, że przez ostatnie miesiące doznawałam rozdwojenia jaźni pisząc w głowie bloga, nie za bardzo wiem, jak się za to teraz zabrać. Mam nadzieję, że jakoś samo pójdzie.

Źle to wszystko zaplanowałam: odstawienie od piersi, czyli zrezygnowanie z (prawie) zawsze działającego uspokajacza, a do tego odcięcie się od niezawodnego źródła oksytocyny :) akurat w czasie Wielkich Przemian, i do tego w sezonie chorobowym…

Czytaj dalej