Dzienne archiwum: Wrzesień 22, 2016

Jestem sobie przedszkolaczek

Temat stracił na świeżości, przecież już minęły 3 tygodnie, ale zebrałam się:

Dziś wreszcie napiszę o tym, jak wyglądało u nas Tosine pójście to przedszkola.

 

Rany, od lipca chodziłam jak w amoku.
Dziecko mam oddać. Moje własne, ukochane. Nic już nie będę miała z tego dziecka; idzie, ukradzione przez normy, układy i wymogi społeczne. Cholera, w Afryce dzieci są z rodzicami, tak, jak wymyśliła natura! To tylko u nas tak nienormalnie… Kto będzie miał czas uczyć ją życia, i odpowiadać na każde, jakże ważne pytanie? Przecież Pani ma pod opieką tyle dzieci, nie znajdzie czasu na skupienie się na moim dziecku, które lubi ROZUMIEĆ świat?

I tego typu głupoty.

Kokos niewiele się zmienił, jeśli chodzi o kontakty z dziećmi; najlepiej bawić się z mamą, a na resztę możemy popatrzeć. Na wakacjach miała kilka prób towarzyskich, podchodziła do innych dzieci jak do jeży, przełamywała się… po czym na placu zabaw 100% ignora, i chciała bawić się tylko z mamą (mama często udawała, że tego nie widzi, i próbowała odsyłać z powrotem do dzieci).

(Fajne jest to, że od wakacji Tateł przestał być rodzicem „drugiego sortu”, i Pyza woła go teraz do zabawy równie często jak mnie. Dotarcie do tego stanu zajęło 2,5 roku ciężkiej pracy i mojego dyskretnego (lub mniej dyskretnego czasem) wycofywania się… ale dotarliśmy tam!
Oh, wybaczcie dygresję.)

Tosia lada dzień miała iść do przedszkola. 

Czytaj dalej