A ja wolę moją mamę!

Uwaga, wszystkich na diecie informuję, że z okazji tłustego czwartku na dole są zdjęcia naszych zajebistych pączków, więc jeśli nie chcecie mnie znielubić- nie czytajcie do końca 😉 ale wpis jest o czymś innym;

Mianowicie:

Jestem nieco zmieszana- moje super-towarzyskie dziecię od jakiegoś czasu ma jedną śpiewkę: MAMA, MAMA, MAMA!

Przyczepione do mojej nogi, najchętniej ciągle u mnie na rękach, do taty-nie; do babci-nie; może ewentualnie pobawić się z jednym czy z drugim równocześnie klejąc się w tym czasie do mamy.

Babcia J. zdziwiona tym faktem, odrobiła za mnie zadanie domowe, i zerknęła do internetu. Powiedziała mi, że rzeczywiście dzieci w tym wieku „tak mają”. Ja, niemal speszona tym, że ktoś za mnie zrobił research w necie (znacie mnie, sieciowego sznupacza), chyc chyc do kompa, wpisuję: „piętnastomiesięczne dziecko”, wybieram pierwszy wynik z googla, i czytam pierwsze zdanie, w którym jest o tym, że dziecko ponownie przechodzi lęk separacyjny, i kurczowo czepia się mamy. No cóż, mądre te internety…

Ręce bolą, obiad ugotować ciężko, do kibelka nie można samemu, posprzątać?- zapomnij! Wisi to to na nogawce, i gorzkie żale odstawia, bo mama ma być na wyłączność, do tulenia, cycusiowania i zabawy. A jeśli Tateł się pojawi na horyzoncie… radość trwa tak długo, jak długo znajduje się ON za oknem, gdzie można mu machać (razem z mamą) i wysyłać całusy (też razem z mamą), a potem to już generalnie może sobie spadać.

Co do Tateła: wziął kiedyś Tosinkę na spacerek, tak, żeby się zdrzemnęła. Wracają po ponad godzinie (ja w tym czasie zdołałam oczywiście pół chaty ogarnąć i łobiod naszykować i do połowy ciasteczka maślane przygotować do pieczenia), podchodzę do przedpokoju na paluszkach, bo dziecię może przecież jeszcze śpi, nie?- o, święta naiwności! Dziecię nie zmrużyło oka, i Małżon nagrał dla mnie na komórce fragment spaceru: Tosia podparta wysoko w wózku, siedzi wyprostowana, i nawija: MA MA MA MA MA MA…. Podobno tak wyglądał cały spacer. No, nieźle.

No więc wisi na mnie to moje szczęście, a żeby tego było mało, z tym moim szczęściem wisi… jej szczęście: lalka bez imienia, zwana DZIDZI; córcia mojej córci. Chodzi z nami wszędzie, je z nami śniadanka, obiadki, pije herbatki i CI CI… Taki szczęśliwy rodzinny trójkąt. A Tateł próbuje mnie wyręczyć jak może, ale właściwie to siedzi, patrzy, czeka na swoją kolej, żeby się do tego rodzinnego kółeczka na powrót wśliznąć.

Taki mój mamowy los.

Też tak macie, drogie mamy? Pewnie te, które siedzą w domach, mają większą szansę zaobserwować takie dziwne akcje, bo mamy, które wychodzą do pracy są zawsze jednakowo oblegane gdy się pojawią na horyzoncie… albo też dzieci przywykły do rutyny wyjść, i nie przeżywają tak rozstań? A może wcale nie? Ciekawam.

Przyznaję, że im dalej w las- czyt: im dalej w piętnasty miesiąc, tym ta cała sytuacja traci na rozpędzie, i wczoraj dało się bezboleśnie zostawić dziecko z dziadkami, ale gdy np dzisiaj ząbki dokuczały, to znowu była MAMA MAMA MAMA- niby dawało się Tosię zająć czymś innym w tym samym pomieszczeniu, ale krążyła wokół mnie jak mały, słodki satelita, by w końcu zerwać się z orbity i wdrapać na kolana (średnio co 5 minut się tak zrywała). Nic to, trzeba przeczekać. Mam nadzieję, że lada dzień to się skończy, i częściej będę mogła oglądać takie oto obrazeczki (które kojarzą mi się z ilustracjami z Kubusia Puchatka, choć i bez tego są przekochane :) ):

DSC_0053

Tato, pójdę z Tobą…

DSC_0054

…aż na koniec świata.

 

 

A z innej beczki:

Uczyniliśmy wczoraj wieczorem nasze pierwsze domowe pączki! Fakt faktem, że ciacho wyrabiała nam maszyna 😉 ale i tak podejmując się domowego robienia pączachów czułam się jakbym właśnie postanowiła lecieć na księżyc 😉 I wiecie co? były cacy! Wrzucam zdjęcia, bo jestem dumna z naszego cukierniczego duetu :)

DSC_0002DSC_0001 DSC_0003Pan gastrolog pewnie groziłby mi palcem, gdyby czytał mojego bloga…ech…

Wszystkim wam życzę smacznego, jeśli jeszcze tłusto-czwartkujecie, a tym, którzy są już po, życzę lekkiego trawienia 😉

A na koniec wszystkim mamom karmiącym mówię: W CYCKI WAM PÓJDZIE 😀 Czego życzę także tym nie karmiącym 😉

Buziaki!

 

5 myśli nt. „A ja wolę moją mamę!

  1. ilona

    Karolcia u mnie jest to samo tylko mama mama i mama :) z jednej strony to fajne ale z drugiej rece bole i generalnie wszytskie obowiazki musze robic z wiszaca jak małpka Anusia 😉 czasami mam spokoj jak zawiesi sie na jakiejs bajce (polecam program baby tv) ale rzadko sie to zdarza ostatnio :) a co do towarzysza Ani to u nas sa 2 miski ktore z Ania jedza, spia generalnie musza byc w zasiegu wzroku mojej krolewny Buziaki dla Was :)

    Odpowiedz
  2. Kinia - mama Marianny

    Choć u nas nie ma (jeszcze) takiego ukierunkowania na MAMA, to wczoraj też pyzy kulałam z małą na rękach. bo jakoś dzień był taki marudny. Mam już jeden miesiąc, gdzie nie opuszczała mnie na krok (9 chyba) i mam nadzieje, że ten nastepny „zbzikowny na MAMA” nie będzie taki trudny :) Głowa do góry, wszystko kiedyś mija :) choć z drugiej strony małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot 😉

    Odpowiedz
  3. Paulina

    Moja Przylepa jest większa, dwa latka już niedługo i się nauczyła trochę lepiej mówić i teraz jest „Chcę do MAMUSI !!” Cwaniara jedna, wie jak człowieka podejść, za tą „mamusię” zawsze ją wezmę na ręce.

    Ale wiesz jak to się mówi: „co z oczy, to z serca”, czy jakoś tak. Może się faktycznie spacer z Tatą niecałkiem udał, za to nie ma się co poddawać, żebyś też miała chwilę dla siebie, a widać że Tata jest chętny do tatusiowania. Może MAMA zrobi czasem PAPA i wpadnie do mnie na kawę/herbatę/sok 😉

    Odpowiedz
  4. EwaMama

    Hmmm… Mój niespełna 17 miesięczny synuś chce WSZYSTKO robić „Z TATUSIEM”. Powinnam się martwić ? 😉

    Odpowiedz
  5. Pingback: My sweet sixteen ;) | e-Mama pisze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *