Archiwa autora: OhKaralajna

osiołkowi w ŻŁOBY dano

bentley

 

 

Żeby nie było za lekko być mamą z tym całym niedosypianiem i innymi przyjemnościami, do całego tego cyrku dochodzą jeszcze DECYZJE.

Już kiedyś psioczyłam na to, że trzeba dokonywać trudnych wyborów, ale dochodzimy do momentu, kiedy żadna decyzja nie jest dobra.

Bo oto nasz Żuczek kochany nie wytrzymał w Klubie Malucha ani tygodnia…

Czytaj dalej

W klubie malucha- day 1

Hej ho!

Opowiem wam moje pierwsze wrażenia z klubu malucha.
Są mocno mieszane. Wstrząśniete. i Zmieszane.

W niedzielę, przed „pierwszym razem” w klubie malucha obijałam się o ściany w domu; biegałam jak nakręcona. W duchu chichrałam się z samej siebie, bo przeżywałam to co najmniej jak pierwszy dzień w pierwszej w życiu pracy! Obłęd! Wyczytałam wszystkie regulaminy, żeby dotrzeć do tego, co może być mi potrzebne, plecak Tosi (prezent urodzinowy!) pakowałam chyba ze trzy razy, nie mogąc się zdecydować, czy włożyć do niego tylko zabawki, czy picie też, a może do niego włożyć też pieluchy (nie będę ryzykować posikań w emocjach, stąd pieluchy)? Do tego dwa zestawy ubrań, dwie różne czapki i szaliki (opcja bardzo zimna i lekko zimna), woda w butelce, kubek- żabę, marker (bo nie wiem, czy kubek nie musi być podpisany), a rano dopakowałam pokrojone jabłko w pudełeczku i KSIĄŻKĘ DLA MNIE. Czytaj dalej

Nigdy nie lekceważ dwulatka- czyli hardkorowy piątek

Zaczynam bać się daty 29.09.

Nie pamiętam, co działo się tego dnia rok temu, ale doskonale pamiętam dwa lata wstecz: poszłam na rutynową kontrolę do Pani Ginekolog, i wyszłam z informacją, że łożysko zdycha, dziecko nie przybiera na wadze (czyli jest niedożywione przez owo niegrzeczne łożysko) oraz ze skierowaniem do szpitala. Nie był to najlepszy dzień mojego życia…

Jednak statystycznie rzecz biorąc- jeden taki dzień na całe życie by mnie nie zestresował, ale to, co się wydarzyło w zeszły piątek, 29.09.2015, powoli zaczyna napawać mnie zabobonnym lękiem i zmieniać mi tą datę w mój prywatny piątek-trzynastego. Czytaj dalej

Wielkie zmiany i decyzje

Hop hop!

Tyle się ostatnio działo, że nie wiem, co mam dziś wieczorem wziąć na tapetę…

Chyba zacznę od największej zmiany, jaka nas czeka, a raczej jaka już się DZIEJE.

Ale od początku…

Myślałam jakiś czas temu, żeby Tosię zacząć jakoś socjalizować- w końcu obie żyłyśmy jak odludki, tylko we dwie… no, i z Tatełem, po godzinach pracy, ma się rozumieć, oraz w nieczęstym towarzystwie okazjonalnych gości z wąskiego grona. Widziałam, że Tosia garnie się do innych dzieci, ale jako typ obserwatora- nie wie, jak ma to ugryźć, żeby nawiązać znajomość. Moje próby pomocy, np. próby „sterowania” Żuczkiem w stronę innych dzieciaków na placu zabaw przynosiły mizerne efekty, myślałam więc ostatnio o bardziej bezpośredniej akcji. Zastanawiałam się nad różnymi zajęciami grupowymi (w tym jeden temat podsunęła mi Mama Ewa), ale nie umiałam podjąć decyzji, i temat poszedł siedzieć w poczekalni.

Całe szczęście zawsze można liczyć na… plotkatorskie babcie! Czytaj dalej

Najważniejsza lekcja świata.

Dzisiaj Tosia skończyła dwa lata.

 

Drugi biszkopt rumieni się w piecu na jutrzejszą imprezę. Drugi, bo torty dwa- wiecie, taka sobie intymna imprezka dla najbliższej rodziny; jako, że nie mogą przybyć wszyscy będzie nas jedyne… 18 osób. Biszkopt w piecu- jest chwila dla bloga.

Miałam w planie pisać jakie jest moje dwuletnie dziecko, ale zdecydowałam, że zamiast tego podzielę się z wami pięcioma najważniejszymi lekcjami życiowymi, jakie otrzymałam od mojego Największego Skarbu. Czytaj dalej

Mały życiowy żarcik

Dostałam przedwczoraj MMSem od jednej z „moich mam” (uściski, droga Mamo!) taki oto obrazek:

 

facebook_1444903673113[1]

nie wiem, kto jest autorem, ale ma realistyczne podejście do życia… ;)

Parę godzin później przemierzałyśmy z Kokosanką mój stary obrazkowy słownik angielsko-angielski. Książka ma jakieś… grubo ponad 17 lat, ale gdyby nie to, że mój szczur z dzieciństwa ją obżarł na brzegach- jest w idealnym stanie. No, i ma super obrazki, w sam raz do oglądania z małym Żuczkiem.

Ten oto obrazek przedstawia Pana Sępa, który prowadził bank, ale gdzieś sprzeniewierzył kasę, i teraz chyłkiem umyka pod ladą przed brygadą klientów.

20151017_165905

Ucieczka Pana Sępa

No i jak to wytłumaczyć dziecku?

Czytaj dalej

Scena łóżkowa

Mój Małżon wie jak podkręcić atmosferę w sypialni.

Wczoraj w nocy, gdy już udało nam się wspiąć na raty po hiper skrzypiących schodach i ułożyć wygodnie w łożu małżeńskim- bez obudzenia Tosi-powiadam:

-lubię słuchać jak deszcz pada na okna dachowe (dla tych, którzy nie mieli okazji dostąpić tej przyjemności: brzmi to trochę jak deszcz na tropiku namiotu)…

Małżon przygarnia  mnie do siebie, i czułym, trochę łaskoczącym szeptem,prosto w ucho, odpowiada na to:

Czytaj dalej

mamą być, ach, mamą być…

Z okazji potajemnego zakończenia kolejnego roku życia- wypuszczam taki twór:

Są rzeczy, o których nie wypada pisać na blogu, jak na przykład: jak straciło się wzrok po 10 godzinnym imprezowaniu (to ta Sambuca cholerna!) i błądziło po omacku po Londynie, czy też o tym, że Stefan Obrączkowany Gołąb Przybłęda został porzucony przez swojego właściciela po tym, jak wypadł z trasy i dostał wylewu, a na koniec zdechł w naszej kuchni :( Nie wypada też pisać o ściąganiu w szkole, ucieczkach z lekcji fortepianu we wczesnej podstawówce, o Smoleńsku, o tym, kto naprawdę zabił JFK, o tym, że JFK kojarzy mi się z KFC, o seksie (jeszcze czego! Żeby moi rodzice przeczytali w internetach że seks uprawiam! I to po trzydziestce!), o hemoroidach, a co za tym idzie o polskim rządzie (a fe!) i o tym, co się generalnie wyrabia w polityce.

Nie wypada pisać, że bycie mamą to nie sam miód i orzeszki.

A tym bardziej nie wypada pisać o starości. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy tylko młodość jest na topie. A każdy chce być na topie.

A wiecie co? Ja to w sumie chyba mam w dupie. Więc wam powiem.

TROCHĘ SIĘ ZESTARZAŁAM. I dlatego dzisiaj napiszę o tym, jakie są plusy i minusy tego, że zostałam mamą.

Czytaj dalej

życie bez fejsa

Hej hej!

Znowu dobra passa! Znowu siedzę i piszę! Fajowo, trochę mi się w głowie przejaśni, bo już mi się skumulowało trochę tych pisadeł do was.

Wiecie, że za parę dni minie dwa miesiące od kiedy pozbyłam się facebooka?

Chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat. Chociaż może nie spostrzeżeniami- DOZNANIAMI pasuje tu lepiej.

Po pierwsze: Nie odczuwam jakoś żebym miała więcej czasu… ale czas, który przeżywam, przeżywam intensywniej. Bardziej skupiam się na TU i TERAZ. Gdy jestem w domu- jestem w domu, a nie oglądam co kto znalazł na demotywatorach, co kto zjadł na lanczyk, tudzież kto gdzie był na wakacjach. Jestem z Tosią w domu, jestem na spacerze, jestem OBECNA. Fakt faktem, nadal mam odruch szperania w telefonie, i gdy nie wiem za czym szperam, szybko sobie coś wymyślam do wyszperania. Ale z tym też walczę.
Fajnie jest mi tak skupiać się na czasie z Tośką, dajemy czadu w zabawach, gotujemy zupy z kasztanów i szyszek, stajemy na głowach. Jest git.

Czytaj dalej

Toś ma głos

Tosinka zaczęła mówić.

Wiecie, co to znaczy?

TO ZNACZY ŻE PRZESTAŁAM JĄ ROZUMIEĆ!!!

Łapie te słowa mój mały bąk, jedno za drugim! Sęk w tym, że z dokładnością wymowy różnie bywa. W rezultacie wygląda to tak, że jeśli dane słowo wyczai przy mnie, to mogę klaskać z zachwytu, bo wiem, co autor miał na myśli, ale jeśli jakieś słowo naumie się np przy Małżonie, a on nie zdąży mi streścić że np jedli razem pomelo (MELOOOO!!!!) to mogę mieć ciężko…

Czytaj dalej