Dzidzi ma katar :(

Na początek muszę wam powiedzieć: Jesteście ekstra!

Czytałam wasze ostatnie komentarze, i na przemian pociły mi się oczy ze wzruszenia i trząsł brzuch ze śmiechu. Co ja mam za brygadę Mam! Buziaki wam wszystkim! Czadowe mamy jesteście, wiecie??!! Wiecie. No, i dobrze.

 

Ale teraz…

Tosia ma KATAR.

Fatalna sprawa. Powiem wam, że już lepiej przechodziła tą całą jelitówkę- po prostu była słabiutka, aż serce pękało, no i wylatywało z niej co popadnie, ale za to nie męczyła się tak strasznie. Teraz już czwarty dzień nie może oddychać, rzadko śpi, i często marudzi.

Tosinka nie lubi aspiratora-

no pewnie, bo kto by go lubił?! Jakaś rurka wsadzana do nosa, Tatuś lub Mamusia siorbią, i próbują ukraść mi moje miziate glutki! Przecież one tak fajowo bulgoczą! i są takie ekstra!

No, może nie do końca ekstra. Tateł i Mama coś na nie krzywo patrzą… trzeba uciekać! Zwłaszcza, że mama coś mówiła, że nie do końca jest pewna, czy takie wysysanie nie tworzy strasznego wywołującego ból podciśnienia w głowie. Nie wiem zupełnie, co to znaczy, ale uciec zawsze można, nie? zwłaszcza, jak można się złapać mebli.

No nie, znowu mnie złapali, mama trzyma za ręce, tata tuli mocno…

Tosinka nie lubi też wycierać nosa!

Po pierwszym dniu używania chusteczek higienicznych, mimo naszych starań, Antoninka miała podrażnione pod noskiem. Teraz przerzuciliśmy się na wycieranie nosa wacikami, ale dziewczę i tak tego nie lubi.

Chociaż przynajmniej te waciki tak fajnie się dadzą rozszarpywać :D!

Zaopatrzyliśmy się w maść majerankową, smarujemy pod noskiem, i gdzie popadnie, a niech sobie córcia inhaluje. Tateł ma trochę ciężki czas w związku z tym- chodzi zaśliniony, bo mu dziecko smakowicie jedzeniem pachnie; ale wytrzymuje Tateł, nie podgryza potajemnie, bo czegóż się nie robi dla miłości.

Tosinka nie cierpi zakraplania nosa. 

Bo ścieka to potem do gardła, i trzeba zrobić takie wielkie: GUL! I moje glutki mają jakiś taki dziwny smak od tego. Nie lubię, nie lubię, nie lubię! O nie, znowu mnie łapią i mocno trzymają! ….

GUL!

Tosinka nie zgadza się na inhalacje.

Bo nie. Co mi będą jak jakiemuś kosmicie maseczkę na buzię zakładać (nebulizator)? A stanie nad parującym garnkiem jest nudne, i głupie: ani się ten garnek nie bawi, ani A KU KU nie robi, ani nie połaskocze- ciągle tylko paruje, i paruje. BEZSĘSU.

Poszła więc mama po rozum do głowy, i wymyśliła sposób: pożyczyła nawilżacz powietrza ŻABĘ od Babci M (bo moja żaba pękła gdzieś przy przenoszeniu z kąta w kąt latem), wyszukała w internecie proporcje na sól fizjologiczną (1 łyżka soli na 1 litr wody), i zamiast zakraplać mi nos solą (chwała jej), zamieniła nasz domek w jaskinię solną! Ale fajowa ta żaba, mówię wam! Nazywam ją BA, podchodzę do niej, kręcę taką gałką na jej brzuchu, a ona wyrzuca z oczu słone chmury! I zasuwam sobie w tych chmurach, i fajno jest.

Tylko, że pierwszego dnia mama przeholowała, i w domu aż do późnego wieczora było aż siwo od soli w powietrzu, no i sól można było z powietrza odgryzać kęsami. Ja mam już 11 zębów, więc też odgryzałam. Ale na języku i bez tego było słono.

Czasem mama też zapala taką świeczkę w jakimś tam kominku zapachowym, i w domu pachnie lasem. Ja wtedy pokazuję palcem, i mówię: FFFFFFFFF, i czasem mama da mi zdmuchnąć tą świeczkę. W sumie fajnie jest.

Powiem wam, że jest fatalnie. Poza tym wszystkim, co wam powyżej opowiedziała Tosia, ostatnio strasznie wiatr wieje, przez co unikamy spacerów, czyli lipa z zasypianiem w ciągu dnia :/ Zwłaszcza, że nos zatkany… nawet karmienie piersią jest masakrą, bo Tosia co dwa zassania się odsysa, żeby zaczerpnąć powietrza. Dzisiaj po kilku godzinach męczarni sięgnęłam po broń ostateczną- dreptałam z nosidłem przez dwie godziny- nie muszę wam chyba mówić, co myślą na ten temat moje krzyże… A jeśli chodzi o nocne spanie…ech, chwaliłam się niedawno, że już tak ładnie śpi sama, nie? No i dostało mi się za przechwałki: pierwszą noc Tosia spędziła na moich rękach w pozycji półsiedzącej, bo miała całkowicie niedrożny nos, i zupełnie nic nie pomagało (od aspiratora płakała tak strasznie, że robiło się tych glutów trzy razy więcej, i tak w kółko…). Wynik?- drugiej nocy Tosia stanowczo domagała się przeniesienia do sypialni! No, taki błyskawiczny regres :/ w tej chwili właśnie wysłuchuję żałosnego ryku mojej pierworodnej (i jedyno-rodnej :D), która domaga się, żeby ją wyjąć z łóżeczka. Jeśli nie pękniemy, to zaraz zaśnie; jeśli pękniemy- jesteśmy załatwieni na wiele tygodni. Ech, co za pech…

No, to ZDROWIA NAM WSZYSTKIM ŻYCZĘ! BO TO NAJWAŻNIEJSZE NA ŚWIECIE.

PS. Za moich młodych czasów, gdzieś w liceum, podśpiewywałam dużo z jednym kolegą; podczas prób śpiewaliśmy na rozśpiewkę i dla przyjemności różne pierdoły, i tak mi się teraz przypomniała przeróbka, często „używana” przez nas zimą:

Karolina ma katar, cała trzęsie się w posadach
Karolina ma katar, prątkuje i zaraża
Karolina ma katar, i to jest nasza szansa
żeby ona nie przeżyła zimy
-pijmy zdrowie Karoliny!

(wierzę, że Kolega z Gitarą trzy ostatnie wersy śpiewał z głębokim przekonaniem!)

PAPA!

 PS2. Zapomniałam jeszcze o jednej „przyjemności”- Gdy Tosia tuli się do mnie, w 99% przypadków zostawia mi gluta na koszulce. Fajnie, co?

 

Jedna myśl nt. „Dzidzi ma katar :(

  1. Kinia - mama Marianny

    Marianna też już raz miała katarek i faktycznie u małego dziecka to coś okropnego :/ Nam pomagały w spaniu plasterki na piżamkę (chociaż są do stosowania dopiero od roku, to i tak stosowaliśmy – tylko między dwie koszulki). No trochę to pomagało. Aspiratorka i zakraplania noska nie lubiła do ok 8 miesiąca, teraz nie ma z tym problemu – codziennie zakraplamy podczas kąpieli wodą morską (chyba lubi słony smak) :) i lubi gruszeczkę do nosa – szczególnie wsadzać do buzi i zasysać ślinę 😀 Powodzenia i zdrówka!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *