Dziecko jest kosmitą.

Hej hej!

Nie odzywanie się na blogu nie zwolniło mnie od myślenia w tym czasie, więc miałam kilka refleksji odnośnie czasu, w którym dziecko uczy się asertywności.

Oczywiście będę powielać to, co już zostało wielokrotnie na ten temat powiedziane/napisane, czyli że trzeba być z dzieckiem blisko w czasie „buntu”, okazywać miłość i cierpliwość, tłumaczyć raczej niż karać, itepe itede. Podaruję sobie więc tego typu oczywiste oczywistości, i raczej napiszę o moim wielkim olśnieniu.

Pewnego dnia Tosia jak zawsze stawiała się jeśli chodzi o nocnik (drażliwy temat, Tosia bardzo walczy na tym polu o niezależność, jak już PISAŁAM). „Nie- bo nie”. Sęk w tym, że tym razem sytuacja miała miejsce poza domem, nie byłam uczestnikiem rozmowy, nie byłam u siebie i ryzyko nie dotyczyło mojej podłogi; a i pytanie o nocnik padło wielokrotnie, raz za razem.

-Tosiu, chcesz siusiu?
-Nie.
-A może jednak? Dawno już nie robiłaś…
-Nie!!
-Choć, może jednak zrobisz, nie chciała byś chyba zrobić w majtki…
-NIEEEEE!!! (ryk)

Reakcją osób prowadzących z nią dialog była gadka o tym, jak to niegrzecznie, że płacze. Stanęłam natychmiast w obronie mojego dziecka, bo moim zdaniem PŁACZ SAM W SOBIE NIE JEST NIEGRZECZNY. Jest formą wyrażania emocji, ale owszem- może nas wkurzać; swoją drogą płacz płaczowi nie równy (co innego np: MAMO DAJ MI COŚTAMABSURDALNEGO BO JAK NIE TO BUEEEEEEEE!!!), prawda?
Poza tym bycie w tej sytuacji obserwatorem, osobą trzecią, czyli nie bycie bezpośrednio zaangażowaną (staram się nie wtrącać w rozmowy Tosi z innymi, zwłaszcza na ich terenie), dało mi możliwość spojrzenia z dystansu.

I oto, co zauważyłam:

  1. Mały człowiek spotkał się z brakiem zaufania w jego własne odczucia- brak wiary w to, co mówi; mówiła wyraźnie, że NIE, NIE CHCE.
  2. Mały człowiek był nagabywany uciążliwie o tą samą sprawę.
    Czy was by to nie wkurzyło, gdyby ktoś was ciągle pytał o to samo? Mnie na pewno by wkurzało.
  3. Mały człowiek dał ujście swojej frustracji, i usłyszał, że to niegrzeczne.
    My wiemy, jak POWIEDZIEĆ, że coś nam się nie podoba, i w większości przypadków nasze zdanie jest brane pod uwagę; Mały człowiek nie ma tego komfortu.
  4. Mały człowiek się zdenerwował, bardzo szybko- W NASZYM MNIEMANIU. Nie będę przytaczała tutaj wzoru matematycznego na odczuwanie upływu czasu wraz z wzrostem liczby przeżytych lat, i względności terminu SZYBKO, natomiast zwrócę uwagę na to, że my mieliśmy cholernie dużo czasu na to, żeby ćwiczyć naszą cierpliwość (a niektórzy z nas i tak słabo przyswoili sobie tę umiejętność, czy cechę). A taki mały człowiek- nie dość, że jest na tym świecie niewiele ponad dwa lata, to jeszcze jedną trzecią tego czasu spędził ucząc się ruszać kończynami i którą dziurą się wydala, a nie cierpliwości i savoir vivre’u. Teraz jest właśnie czas savoir vivre, i gadanie, że coś jest niegrzeczne nie podaje wyjścia z sytuacji.

Po tych spostrzeżeniach naprawdę odczułam olśnienie, jakby przez moment było mi dane spojrzeć bez żadnych filtrów na istotę świata, przyczynę i skutek.

Opowiedziałam o wszystkim Małżonowi, i od wtedy (całe szczęście cała akcja miała miejsce na początku naszych turbulencji emocjonalno- wzrostowych) staramy się przy wszelakich scysjach POKAZAĆ Tosi jak mogła by się zachować inaczej: np
-Powiedzenie NIE i próba wyjaśnienia, zamiast uderzenia w płacz, bo przecież Mamusia i Tatuś też nie płaczą jak się z czymś nie zgadzają, tylko rozmawiają;
-Odłożenie zabawki i powiedzenie: NIE CHCĘ, zamiast rzucanie ze złością o ziemię Panią Jajoś (Pani zając, ma się rozumieć :D)
itp.

Sami też staramy się dawać jej opcje (np co do wyboru jedzenia, czy ubrania), tłumaczymy, dlaczego trzeba coś zrobić (trzeba ubrać sweterek, żebyś nie zmarzła. Jeśli zmarzniesz, możesz znowu być chora), oraz informujemy, że rozumiemy jej uczucia (wiem, że nie lubisz inhalacji, ale robimy to, żeby katar sobie poszedł). Teraz gdy Tosia ma doła, przychodzi do mnie i mówi: „moja moja”* (przytul), zamiast się nakręcać; wtedy ja pytam: Jesteś smutna? albo: Zdenerwowałaś się? a Tosia, która coraz lepiej ogarnia te trudne słowa i emocje, przytakuje. Co do sprawy nocnika, poza szczególnymi sytuacjami, staramy się dawać jej wolną rękę: uważam, że lepiej zmienić mokre majtki niż kłócić się z dzieckiem niepotrzebnie, czy -co gorsza- założyć pieluszkę; daję przy tym dziecku wrażenie, że ufam jej osądowi. Poza tym mokre majtki to sam plus: „nic fajnego, będę się pilnować, żeby tego nie powtórzyć!”.

Zaprawdę, powiadam wam, DZIECKO JEST KOSMITĄ. Przybyło tu z innej planety, i wszystkiego musi uczyć się od zera. Nie dajcie się zwieść jego intelektowi, który aż błyszczy: intelekt może być, ale zwyczaje ziemian trzeba dopiero wprowadzić do tego małego, idealnego, jakże chłonnego umysłu. I bądźmy selektywni w kwestii zwyczajów, których uczymy: niektóre rzeczy wyrzeźbione w nas przez rzeczywistość post-gierkowską nie są warte wnoszenia do dzisiejszego świata- zdajmy się na swoją mądrość, a nie na tradycję („dziecko ma być widać, a nie słychać” itp…).

Staram się przypominać sobie o tej akcji nocnikowej za każdym razem, gdy niepotrzebnie wkurzam się przy kolejnej histerii.

WDECH, MAMUŚKA, WDECH I WYDECH!

 

*Co ciekawe- Tosia potrafi powiedzieć „przytul”, ale do nas zawsze mówi „moja, moja”… :)

4 myśli nt. „Dziecko jest kosmitą.

  1. Iza S.

    Na pocieszenie powiem Ci, że u nas było podobnie. Julka już miała 2,5 latka. I wpadki zdarzały się głównie podczas zabawy (szczególnie na placu zabaw :P). Wprawdzie nie wkurzała się tak jak po raz n-ty pytałam czy chce siku. W końcu z czasem jej przeszło i zaczęła się pilnować. Bo przecież co to za frajda iść na dwór i wracać po 10 minutach do domu bo majtki mokre :) Oczywiście brałam zapasowe ciuchy dla niej, ale specjalnie nie zawsze z nich korzystałam :) Za to Kuba jest typowo antynocnikowy (jak na razie). Julka już w jego wieku (10,5 miesiąca) była sadzana na nocnik i spokojnie na nim siedziała (a nóż udało się coś złapać). A ten mały gigant wytrzymuje na nocniczku nanoułamek sekundy. Będzie ciężki przypadek :(

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      On już ma ponad 10 m-cy?!?!?! Ech, U nas to jest jakieś trzymanie na czas, trenuje do konkursu nie-sikania, czy coś…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *