Historia zgubionego biustu

Opowiastka głównie dla Pań.

Pisałam niedawno o olśnieniu, jakiego doznałam, ukrywając się przed światem. Nie było to jedyne olśnienie- dotarło do mnie coś jeszcze!

Wiecie co, dziewczyny?

INWESTUJMY W SWOJE WNĘTRZE.

Poważnie.

Wiecie, dlaczego?

Bo cycki mają tendencję albo do znikania, albo do zwisania. Podobnie tyłek. I brzuch, chociaż z tym znikaniem to chyba odwrotnie proporcjonalnie do biustu. Do tego jeszcze na naszą niekorzyść działa grawitacja, zanik elastyczności skóry z wiekiem, wytrącanie się pigmentu z włosów i nie tylko, a na dodatek USZY I NOS ROSNĄ DO KOŃCA ŚWIATA, NAWET PO ŚMIERCI!

I jak z tym wszystkim walczyć? Nie lepiej mieć piękną duszę?

(Już słyszę stuk klawiszy Oli, która konkretnie pracuje nad swoim ciałem 😀 no, kaman, daj mi do wiwatu 😀 albo zaproś mnie na wspólny workout :* sęk w tym, że ja cierpię na zaniki, a nie przerosty, i workout mi tu niewiele zmieni…)

Olśnienie olśnieniem, ale poszłam wreszcie ostatnio na zakupy po biustonosze, bo mi się należy po dwóch latach eksploatacji…

Wchodzę do sklepu (wcześniej dzwoniłam, żeby zapytać, czy na brafitting trzeba się umówić), a sympatyczna Pani sprzedawczyni pyta mnie o rozmiar… a ja rybka! No nie wiem!

Mówię jej, że w starych, dobrych czasach obwód był taki, a miseczka taka, ale od tamtej pory wiele się zmieniło… tu Pani zerknęła na wchodzącego za mną Żuczka z Tatełem. Dostrzegłam w jej oczach błysk zrozumienia, na co zareagowałam: Tak, tak, w internecie przeczytałam, że nazywa się to BIUST ZNISZCZONY.

Wiecie co, gdyby wypadało w sklepie z bielizną dać napiwek, nie wahała bym się ani chwili:

Spędziłam w małej kabinie przebieralni chyba z pół godziny, a sympatyczna Pani donosiła mi coraz to nowe modele, co rusz analizując co temu, który mam na sobie, brakuje (oczywiście w kontekście mojej obecnej budowy, bo samym biustonoszom nic nie brakowało, cudeńka teraz produkują że hej!). I wcale się nie zrażała tym, że czego byśmy nie założyły, wyglądało kiepsko. Może nawet w duszy się cieszyła, że ma co robić? Może wjechałam jej na brafitterską ambicję? Tak czy siak- obsłużyła mnie profesjonalnie i po królewsku, czułam się komfortowo, i obsługa nie wywoływała we mnie skrępowania.

Przymierzyłam chyba ze 30 sztuk, z czego tylko dwa prezentowały się na mnie znośnie. Zakupiłam, podziękowałam, i wyszłam ze sklepu z poczuciem, że oto znowu zbliżam się o krok do bycia człowiekiem*.

Chociaż stanik biustu mi nie zwróci.

Tak więc, moje miłe, inwestujmy w swoje wnętrza.

*Nie uwłaczając kobietom nie noszącym biustonoszy, albo noszącym tak fatalnie dobrane jak ja w czasie przeistaczania :) Ja po prostu nawiązuję do mojego „zwilczenia”, bycia zamkniętą w jaskini z moim szczenięciem…

 

Jedna myśl nt. „Historia zgubionego biustu

  1. Ola

    Ja też ostatnio zwilczalam, nie mam czasu na prace nad sobą. Efekt? Plus 8kg i cycki rozmiaru… e?
    Karola, jak chcesz, oddam Ci charytatywnie, jako organ do przeszczepu ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *