Jak rozwinął się temat pieluch i BLW

Cześć kochani,

na początku pokażę wam jak mniej więcej wygląda nasza córcia w tej chwili, jeśli chodzi o zęby 😉

O TAK:

Mrówka z filmu: Mitsubachi Māya no bōken czyli po prostu z PSZCZÓŁKI MAI :)

Mrówka z filmu: Mitsubachi Māya no bōken czyli po prostu z PSZCZÓŁKI MAI :)

Żeby tego było mało, w miejscu czułków Tosia ma dwa ślady po ataku komarów! więc poza kolorem skóry prawie wszystko się zgadza 😀

To tak, gwoli rozgrzewki 😉

Na szybciuchno (jasne, jaaasne, znacie mnie, zaś się rozpiszę!) – obiecałam sobie, że napiszę, jak potoczyło się parę spraw, o których pisałam wcześniej, czyli: BLW i PIELUSZKI, do tego „dodam w gratisie” kilka patentów powiązanych.

Opisywanie tematu pieluszek porzuciłam po ostatnim wpisie, czyli jak nam się pieluchowało na początku, a to błąd, bo po przeczytaniu tamtego wpisu mogliście stwierdzić, że jednak pieluszki wielorazowe to takie utrudnienie życia, bo przecieka, bo pranie, bo „ból w dupie” generalnie- eko wymysł i tyle. Dlatego właśnie wracam, bo przecież już od paru miesięcy pieluszkujemy w ten sposób 😉 I wiecie co? Nie zamieniła bym tego na nic w świecie! Nie mam pojęcia, czemu na początku pieluszki nam przeciekały, mogę tylko podejrzewać, że potrzebowały kilku prań więcej, niż zalecił sprzedawca, albo problemem mógł być proszek, którego używaliśmy, a który zawierał w sobie zmiękczacz- płyn zmiękczający może zmniejszać chłonność, o czym informację mieliśmy, ale nam umknęła. Skóra na pupce Tosi jest nadal bez problemów, mimo, że jest smarowana tylko na noc (nadal używamy na noc pieluch jednorazowych czyli pamperozy, mimo, że śmierdzi ohydnie 😉 ). Do tego nasze rachunki za wodę i prąd nie zwiększyły się katastrofalnie, a kasa wydana na proszek Nappy Fresh który dodaje się do prania pieluch w celu „odkażenia” jest naprawdę niezauważalna w porównaniu z kasą wydawaną na pieluchy jednorazowe w przeszłości. Pranie i suszenie pieluszek nie zabiera mi masy czasu, a pozbywanie się kuponów z pieluch nie powoduje palpitacji serca, tudzież najdrobniejszego skrętu żołądka- przecież każda mama z kuponami jest za pan brat, a do tego z czasem ich konsystencja poważnie ułatwia sprawę- just shake it out baby! 😉 Wystarczy wytrzepać nad kibelkiem „i sprawa jest czysta” jak to śpiewał na zalanej deszczem Brackiej pan G. Turnał. Następna sprawa- w moim domu NIE CZUĆ KUPY W POWIETRZU, zapewniam was, chyba, że ktoś celowo wsadzi nos do kosza z pieluchami- tam owszem, aromat jest silny (raczej siuśkowy niż kupkowy)- ale to już wybór śmiałka.

Na dodatek nabawiliśmy się (w odpowiedzi na moje prośby) pomocy naukowej zwanej BIDETKĄ, która pomogła mi wybrnąć z kilku „sticky spots” 😉 Czyli pozbyć się nieco bardziej przyciężkawych tematów z pieluszki. To taki przepiękny wężyk zakończony pistoletem strzelającym wodą. Zazwyczaj służy do tego, co klasyczny bidet, jednak dla takich pomysłowych dobromirów jak ja i Człowiek Polibuda zwany Małżonem, służy do wielu innych rzeczy, zwłaszcza do spłukiwania mini gówienek z pieluszek :) Tak na serio patent znalazłam gdzieś na youtube u jakiejś pani z US, która wprowadziła mnie swymi filmikami w arkana sztuki pieluchowej, ale wybaczcie, za nic nie przypomnę sobie kim była ta dobra kobieta, i nie wkleję linka do filmiku- po prostu oglądałam to zbyt dawno temu, by pamiętać.

Bidetka wygląda o tak:

Bidetka wisząca przy kibelku ;)

Bidetka wisząca przy kibelku ;)

Bidetka robi "siiiiii"

Bidetka robi „siiiiii” (oczywiście z większym ciśnieniem niż na zdjęciu)

Tu jest taki guziczek, jak się go naciśnie- poleci woda!

Tu jest taki guziczek, jak się go naciśnie- poleci woda!

zawieszka przymocowana do ściany

zawieszka przymocowana do ściany

i jest naprawdę przydatna, a jej montaż nie był wybitnie trudny (zresztą dla Człowieka Polibudy nie ma trudnych rzeczy!), więc polecam każdemu. Jeśli ktoś planuje używać tego głównie w celu klasycznym, proponowała bym podpięcie do ujęcia ciepłej wody, bo my poszliśmy na łatwiznę i podpięliśmy do dojścia wody do spłuczki, i o ile latem zimny prysznic w tyłek może działać podwójnie odświeżająco, o tyle zimą na bank nie będzie to do użycia w ten sposób 😉

 

Kolejny patent to ściereczki do podcierania zamiast jednorazowych nawilżanych któż wie jaką chemią chusteczek. Zakupiony przeze mnie system wygląda tak:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pudełeczko małe na czyste ściereczki nasączone wodą z lawendowym olejkiem eterycznym. W pudełku dużym- zużyte ściereczki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

pudełko na zużyte ma „wbudowany” woreczek do prania- gdy jest pełen- wystarczy wyciągnąć, zaciągnąć sznureczek, i wio do pralki!

I o ile mocno go sobie chwalę, o tyle na serio można zrobić to sobie metodą domową, np z flanelowych pieluszek, i nie zabulić za to miliardów, tak jak zrobiła to łasa na gadżety wasza kochana e-mamuśka… (Zresztą poniżej znajdziecie kolejny patent, który jest dokładnie tańszą wersją tego tu). Zawsze jak piorę pieluchy zgarniam przy okazji brudne ściereczki, których nawet nie trzeba potem suszyć, zalewam je tylko wodą z olejkiem lawendowym, żeby pachniały, i były wilgotne- tadaaam, ot i cała filozofia, kasa zostaje w portfelu, a do tego ręczniczki nigdy się nie kończą 😉 Life is good! 😉

A, od razu pokażę wam moją organizację przewijaka, jak szaleć, to szaleć! My lubimy old school, a poza tym używamy rzeczy, które są pod ręką, więc Człowiek Polibuda przykręcił stary kawał blatu do stelaża cudnej maszyny Singer (zaznaczam, że to użycie jest tymczasowe, absolutnie nie dewastujemy takich precjozów, zwłaszcza, jeśli działają!) na blacie jest zwykły przewijak „nałóżeczkowy”, a pod blatem przechowujemy pieluszki; wygląda to wszystko o tak:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod ręką ściereczki, papier toaletowy, pudełko z drobiazgami, olejkami i kremem z filtrem (przy porannym przewijanku, przed pierwszym spacerem, od razu smaruję Tosinkę).

Pod ręką ściereczki, papier toaletowy, pudełko z drobiazgami, olejkami i kremem z filtrem (przy porannym przewijanku, przed pierwszym spacerem, od razu smaruję Tosinkę).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kosz na zużyte pieluszki, z workiem do prania. Ma szczelną pokrywę, ale i tak warto wkropić trochę olejku herbacianego, dla walki z ewentualnym powiewem przy otwieraniu 😉 Oryginalnie kosz jest do pieluch jednorazowych, ale i tak się sprawdza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Piękna maszyna! Na dole pudełko na wkłady do pieluch. Z boku „wiszą” pieluchy jednorazowe, których używamy już tylko na noc (taka paczka starcza nam na ponad miesiąc!)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A tu stojak już załadowany pieluchami. U góry przewieszone kieszonki, na dole w pudełku wkłady.


Jak widzicie, nie trzeba wydawać dodatkowej kasy na przewijak na stojaku, żeby wszystko działało jak należy 😉

 

To chyba tyle na temat pieluszek, jeśli macie pytania to walcie śmiało. Ja się podpisuję pod pieluchowaniem wielorazowym rękami, nogami i wilczymi łapami, u nas sprawdza się super.

 

Drugi temat to BLW. (po wstępne informacje o BLW klikaj TU)

Wiecie co? Tosinka, która nic nie chciała jeść, jest teraz zapaleńcem spożywczym! :) Dzisiaj np po raz pierwszy przypomniałam sobie, że planowałam zmienić jej kaszkę z tej dla alergików na zwykłą mannę. I co? Tosinka straaaasznie się krzywiła, bo konsystencja nieco inna, no i smak nie ten, ale jak oddałam sprawę w jej łapki- zajadała się jak szalona! Fakt faktem, robiła takie miny, jakby miała zaraz wszystko wy..rzucić z siebie, no i dużo nie zjada, ale to, że jest chętna by jeść, zachwyca się nowymi smakami i fakturami, a łapka od razu śmiało wędruje z jedzeniem do dzióbka, jest moim dużym powodem do radości. Poza tym- jest taka samodzielna!

Teraz powiem wam tak: bałaganu z tym mniej, niż sądziłam 😉 . Pod krzesełkiem jest dyżurna cerata, po każdym posiłku trzeba umyć krzesełko i stoliczek, a bardzo często i całe dziecko 😉 ale myślę, że jakbym karmiła ją łyżeczką, wyszło by nie raz na to samo- co za różnica, czy myję tylko łapki i buźkę, czy od razu stópki (suuuper masuje się je na poślizgu z kaszki, tak przynajmniej wygląda to gdy patrzę na jej zadowoloną minkę gdy pakuje kaszkę między paluszki!), rączki i główkę? 😉 Po prostu rytuałem stała się „szybka kąpiel na brzegu zlewu”. Do tego wielkim plusem jest fakt, że nasza BLW przygoda zaczęła się latem, kiedy Tosia smaruje kaszką nie ubranka, a swój „tors gladiatora”. Zamiast małego śliniaczka już od dawna stosuję „togę” z pieluszki, bo Tosia leci po całości, ale co za różnica, i tak się wypierze. Ściany nie ucierpiały, podłoga obrywa rzadko i tylko w niewielkim promieniu- zawsze na ceracie! No i do tego wszyscy jemy posiłki razem- to dosyć fajna sprawa. Gotowanie dla Tosi nie jest wielkim problemem, póki co to zupełne podstawy, czyli: wsadzam do rondelka kawałek mięska/rybki, ziemniaczki pokrojone we frytki, marchewka w słupkach, czasem makaron, co drugi dzień gotuję jajko na twardo i daję Tosi kawałek, czasem cukinia czy dynia. Gotuję do miękkości, bez przypraw, potem wyławiam wszystko,mięsko/rybkę rozdrabniam, pakuję na talerzyk, stawiam przed Tosią, i siadam do swojego obiadu. Planuję zacząć gotować dla nas wszystkich, ale póki co tak mi jest łatwiej. Zresztą dziś zamówiłam książkę kucharską BLW, zobaczymy, co w niej ciekawego znajdę. Jak dostanę i poczytam- pewnie dam znać.

Co do BLW patentów, to już wspomniałam o myciu, pieluszce zamiast śliniaka, ale do tego na mniejsze potyczki mamy domowej roboty ręczniczki, właśnie z pieluszek flanelowych, super miziutkie, i pachnące lawendą. Zakupiłam na allegro pudełko na nasączane chusteczki, i wsadziłam do niego uszyte przez moją mamę ściereczki. Zawsze trzymam je pod ręką na szybkie wycieranko, i piorę z obojętnie czym, czyli z każdym praniem, które akurat wsadzam do pralki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pudełeczko po pierwszych chusteczkach, przemianowane na pojemniczek na ściereczki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Otwórz wieczko, włóż ściereczki, dolej trochę wody z pachnącym olejkiem, i voila!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a potem przez dziurkę wyciągaj flanelcię gdy potrzeba :)

Takie właśnie są nasze patenty ułatwiające życie.

Oczywiście jak szykowałam się do macierzyństwa, chciałam mieć wszystko z metką, pachnące, oryginalne i tak dalej, ale w sumie po pierwszej wizycie położnej środowiskowej i dyskusji o skórze na pupce dziecka i tym, co mogą zrobić jej nasączane chusteczki (jeśli ma się pecha), to zaczęłam patrzeć na różne sprawy nieco inaczej. Na dodatek po urodzeniu wiele rzeczy uprzednio istotnych straciło zupełnie znaczenie, bo teraz wiem, że dziecko najbardziej potrzebuje miłości, przytulenia, jedzenia i poczucia bezpieczeństwa, a to spokojnie dostaje i bez tych wszystkich cudów, które nakręconym młodym rodzicom próbuje wcisnąć kapitalistyczny świat ;).

To tyle na dziś. Ściski!

Ach, była bym zapomniała… planowałam przedstawić wam postać Małżona!

Oto więc mój Wspaniały Małżonek, Człowiek Polibuda i Tateł w jednej wesołej osobie

Pan Tateł

CAŁKIEM WESOŁY TATEŁ :) czyli człowiek talerzo-melon

PAPA!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *