JAK USYPIAĆ DZIECKO- szumy w instynkcie dzisiejszej mamy.

Myślę sobie, że każdy, kto ma dziecko, prędzej czy później spotyka się z jakimś problemem w temacie spania/zasypiania/wysypiania u swojego malucha:

-gdzie dziecko ma spać: w łóżku z rodzicami, czy w swoim?

-czy w porządku jest „podrzucanie” śpiącego dziecka do jego łóżeczka?

-czemu ono nie chce spać?

-czy to normalne, że tyle razy się budzi?

i miliardy innych, tego typu pytania można mnożyć godzinami.

Nasza Tosia od początku spała z nami, mimo naszych wielokrotnych zarzekań, że na pewno nie będzie spać z nami, nawet w naszym pokoju! Początkowo było to spowodowane moim ciężkim i długim dochodzeniem do siebie po cesarce, tym, że nie była bym w stanie dokulać się do łóżeczka postawionego gdzieś niedaleko, nie mówiąc o tym, żeby wejść po schodach do naszej sypialni na piętrze, ani nawet

Potem Tosia weszła w etap kolek, i po prostu utulanie jej do snu wiele razy w ciągu nocy chyba by mnie zajechało na śmierć, gdybym miała do tego jeszcze wstawać i lecieć do drugiego pokoju- o ile łatwiej było po prostu przytulić ją do piersi i uśpić.

Dotarliśmy do momentu, kiedy kolki zamieniły się w mega wzdęcia, które już może nie powodują straszliwych ataków płaczu, ale i tak budzą ją pare razy w nocy, oraz dotarliśmy do momentu, kiedy Tosia nie potrafi zasnąć bez piersi.

Wcale by mi to nie przeszkadzało, bo przecież dla niej jestem na rocznym macierzyńskim, i po to własnie te cycki mam, żeby do nich tulić moją kruszynkę, ale zauważyłam, że drzemki w ciągu dnia są mega płytkie, jeśli przez przypadek pierś wyskoczy jej z dzióbka, Tosia od razu się budzi, nie wspominając o momentach, kiedy to zwyczajnie muszę np skoczyć do kibelka, czy też otworzyć okno Pani Listonosz i odebrać polecony.

Zaczęłam więc szukać pomocy w sieci. A w sieci- jak to w sieci- tysiące porad na każdy temat. Znalazłam porady typu: zostaw, odłóż, niech się zapłacze, znalazłam porady matek typu JA, mówiących: rób jak robisz, problem sam się rozwiąże, oraz znalazłam pare książek, które przedstawiały całkiem sensowną i popartą badaniami teorię.

Obserwowałam moje maleństwo jakiś czas, i zaczęłam mieć wrażenie, że problem wcale nie rozwiąże się sam, ba- nawet zaczyna się pogarszać!

Czytam te mądre książki, i czytam, kiwam głową, przytakuję, a w głębi siebie czuję, że wszystko jest nie tak- gdzie tu miejsce na najzwyklejszy instynkt? Gdzie miejsce na utulenie płaczącego dziecka? Gdzie stadne spanie, wzajemne ogrzewanie się szczeniąt, rodzinne łóżko itp?

Najchętniej tuliła bym Tosię cały czas do siebie, pilnowała bym, żeby pierś była na swoim miejscu, spała by ze mną w łóżku- wszystko, byle by tylko nie płakała. No i dostaję strzały z każdej strony, że popadam w paranoję, że to, że dziecko czasem popłacze jest normalne, zdrowe itp. Że mam podać smoczek, że mam dać herbatkę w butelce, czy cokolwiek.

Moje dziecko nie uznaje smoczka, nie pija herbatek,a butleka?-cóż, no może czasem, jakieś 5 ml, ale tylko mleczka mamusi. Co zrobić, że tak ma, bo od początku miałam banie na naturalność, i nawet nie zastanawiałam się, po co są smoczki? Mea culpa.

Tyle tylko, że stwierdziłam, że może jednak jakaś racja w tym jest, skoro tyle ludzi WYTRESOWAŁO swoje dzieci do spania w łóżeczku, mimo ich głośnych sprzeciwów.
Może moje dziecko cierpi z powodu mojej nadopiekuńczości?

Stanęłam więc przed mężem po raz kolejny (zaczynam ten temat średnio 5 razy dziennie od jakichś dwóch tygodni- że też ten mój chłop mnie jeszcze nie zatłukł! <3), i mówię: dobra, robimy to!

Metoda tak zwana w skrócie: 3-5-7. Po wieczornym rytuale kładziesz maluszka, żegnasz się z nim czule, mówisz dobranoc, i wychodzisz. Dziecko w większości drze się w noebigłosy, ale przecież metoda humanitarna taka- NIE ZOSTAWIASZ GO, ŻEBY SIĘ WYPŁAKAŁO! Idziesz je uspokoić. Najpierw wchodzisz do pokoju po 3 minutach, i czule przemawiasz przez ok 2 minutki. Znowu dobranoc, papa, kocham Cię, cmok, i dobranoc. Wychodzisz. Dziecko drze się nadal. Po 5 minutach ponownie się pojawiasz, mówisz, że kochasz, że to dla jego dobra, i tak dalej. Ach, zapomniałam wspomnieć- NIE TULISZ, NIE WYCIĄGASZ Z ŁÓŻECZKA, ZERO PIERSI, ZERO SMOKA CZY CO TAM ZAWSZE BYŁO. Dziecko dalej płacze, ale w teorii niedługo się uspokoi, a za dwa tygodnie nawet nie będzie pamiętało, że kiedykolwiek spało z wami, ba- same będzie żądało zaniesienia do łóżeczka o swojej zegarowej porze snu!

 

Tak więc siedzę już czterdziestą minutę,i ocieram łzy,słuchając wrzasku przerażenia mojego osamotnionego maluszka, który kompletnie nie rozumie, co się stało: gdzie mama? gdzie ta ciepła, miękka pierś, która pachnie mlekiem? gdzie moje cowieczorne ssanie? Już mnie nie kochają? Porzucili mnie? – A nie, przecież Tata był przed chwilą. Ale tylko coś mówił. O, znowu jest, ale nie chce mnie wziąć na ręce i zanieść do mamy. Chyba mnie już nie chcą… BUUUUUUUUUUU!

 

Dramatyzuję? Jasne, że dramatyzuję! A kto by nie dramatyzował po godzinie (tak tak, już godzina!) nieustającego wrzasku „of pain and misery” (żałości)!

W dupie to mam, lece do niej! Utulę dziecko, bo cały mój instynkt od godziny miał już włączone wszystkie dzwonki alarmowe i migające czerwone światła na maxa! Niech się palą wszystkie mądre książki!

Kochani rodzice! Czasem chyba warto wsłuchać się w siebie, i nie zmieniać na siłę czegoś, co nie jest złe. Dzieci rodzą się po to malutkie, żeby łatwo wpasowywały się w nasze ramiona! Inaczej były by duże i miały długie chude nóżki jak żyrafki, albo uczyły się biegać w pierwsze 10 minut życia.

Jeśli jakaś mama mnie czyta- zapraszam do dzielenia się swją historią usypiania w komentarzach.

A tymczasem:

DOBRANOC!

PS. Posta kończyłam pisać dzień później, mogę więc wam powiedzieć, że Tosia zasypiała kolejne dwie godziny, bo za każdym razem, gdy udało jej się zdrzemnąć, potężny szloch targający całym jej ciałkiem wyrywał ją ze snu.

FUCK THEM EVIL BOOKS!

 

 

12 myśli nt. „JAK USYPIAĆ DZIECKO- szumy w instynkcie dzisiejszej mamy.

  1. Mama Tośka

    Podzielam Twoje zdanie w 100% – na kij nam jakieś „mądre” rady książkowe, każda mama wie chyba najlepiej, co dla jej maluszka jest dobre. My też śpimy z Małym – i sama siebie pytam, czy to dobre, wychowacze etc… ale jak te malutkie rączki łapią moje palce przez sen, to już nic innego się nie liczy :)
    Na początku Antoś spał w kołysce, miałam ją blisko łóżka, więc w nocy tylko praktycznie się obróciłam i już go miałam przy sobie. Potem z niej wyrósł i wylądował w naszym łóżku :) Prawda, jest to podyktowane trochę moją wygodą – nie muszę w nocy do niego wstawać, a budzi się na jedzonko, czasem raz, czasem dwa razy… Pewnie niedługo zacznę przymierzać się do łóżeczka, bo już trochę powyginani jesteśmy spaniem w trójkę, ale nie mam parcia. Moje dziecko jest szczęśliwe i na pewno czuje się bezpiecznie, dlaczego mam mu tego odmówić?
    A co do samego usypiania, nie jestem w tej kwestii odkrywcza. Antoś od samego początku miał swój rytm dnia, ok. 19-19.30 ma kąpiel, potem cycuś i częściej zasypia, niż marudzi :)
    Ale on też już za wiele nie sypia w ciągu dnia, a jak już ucina sobie drzemki, to takie 20minutówki, może dlatego potem pada ze zmęczenia? (czasem ryczy z tego zmęczenia, też tak bywa ;))

    P.s. Jeee, czy jestem pierwsza?:)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Hej hej Mamo Tośka, tu Mama Tośki 😀
      TAAAK! Jesteś pierwsza! Brawo dla tej Pani!
      Dzięki za komentarz, dobrze wiedzieć, że są współczesne mamy podzielające moje zdanie.
      Jeśli chodzi o wieczorne usypianie Tosi, wczoraj wykminiłam, że problem pojawia się gdy chwile przed kąpielą Tosinka się zdrzemnie; wtedy zasypianie z cyckiem może trwać i dwie godziny… jeśli natomiast wcześniej długo nie spała- po prostu zje, i zasypia od razu. Myślałam sobie, że problem się rozwiąże, gdy dzienny sen nabierze regularności; ale dziś rano stwierdziłam, że na to raczej nie ma szans, póki Tosia w nocy budzi się pare razy z bólem brzuszka, i musi godziny spędzać na walce z bąkami. Tak więc przestaję kombinować, i dam życiu płynąć swoją drogą.

      Odpowiedz
      1. Ola

        Ja spałam z Młodym 2 lata w rodzinnym łóżku. I po 11 latach macierzyństwa, nie widzę, żeby to było dla niego złe, czy niewychowawcze. Karola, pieprzyć książki, Ty i Twoja Antoninka rozumiecie się bez słów, i Ty wiesz, co jest dla Twojej Niuni najlepsze. Śpijcie razem, Młoda sama upomni się o swoje miejsce na ziemi i, niestety, będzie to prędzej, niż byś sama chciała :)

        Odpowiedz
        1. OhKaralajna Autor wpisu

          Hell yeah! Jak dobrze usłyszeć coś takiego od kogoś, kto- że tak to ujmę- mógł zebrać ewentualne żniwa 😉 dzięki Ola, już pozbywam się gniotących wpływów, i żyjemy sobie po swojemu, tak, jak nam dobrze 😉

          Odpowiedz
  2. Gosia Kozak

    Cześć Karolina :-) Ja napiszę krótko i na temat…. Właśnie w sobotę mój małżonek złożył łóżeczko naszego Karolka :-)

    Odpowiedz
  3. Iza S.

    Karolinko. Ze swojego „doświadczenia” wiem, że te wszystkie mądre książki, poradniki, broszury i opinie można sobie w d…ę wsadzić. Julka od początku była uczona spać w swoim łóżeczku. Zasypiała zawsze przy cycku, potem butelce, a gdy już spała wynosiliśmy ją do łóżeczka. Następnie zasypiała już u siebie tylko musiałam siedzieć przy łóżeczku i trzymać ją za rączkę dopóki nie zasnęła i potrafiła spać do samego rana, a nawet jak się przebudziła to wystarczyło do niej iść, dać smoczek, pogłaskać i spała dalej. Jakieś 4 miesiące temu (jak już skończyła 18 miesięcy) zaczęła się regularnie budzić w nocy między 1.00 – 3.00 i nie było mowy żeby zasnęła u siebie. Następnie przyszedł etap – ja wcale nie chcę do swojego łóżeczka. Skubaniec miał taki czujnik w główce, że gdy tylko próbowaliśmy ją wynieść to zaraz się budziła. Nawet drzemka w ciągu dnia odbywała się w dużym pokoju na rogówce. Łóżeczko po prostu parzyło ją w plecki. Na początku trochę z nią walczyła. Kładłam do łóżeczka, dawałam misia, smoczek, głaskałam, buziaczek na dobranoc, ale niestety – Julka nie dawała za wygraną, a że jest już większa to jej płacz mieszał się z krzykiem „MAMO! MAMO! NIEE! BUBU! (tłumaczę – bubu to poduszka na której śpi w naszym łóżku). Serce mi krwawiło!!! To były tortury!! Płacz przeradzał się momentami w rozpaczliwy pisk. To że sąsiedzi nie wezwali policji, bo pewnie dziecko maltretujemy, to dziwne. Najdłużej walka taka trwała 1,5 h. Potem stwierdziłam dość. I tak oto nasza Łobuziara śpi z nami. Przecież ja też nie śpię sama tylko ze swoim mężem. To ona też nie chce być sama w ciemnym i pustym pokoju. Też chce się przytulić. Teraz znów jesteśmy na etapie wynoszenia jej do siebie (czujnik w główce na razie wyłączyła), ma w łóżeczku wyjęte szczebelki i po 2-3 godzinach snu u siebie budzi się i przybiega do nas. A my na nią czekamy i wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Małymi kroczkami. Przecież to właśnie takie nasze maluszki potrzebują najwięcej czułości. Czas szybko mija i za chwilę, gdy będziemy chcieli uściskać naszą pociechę to usłyszymy „Mamo weź przestań!!!”, więc tulmy nasz dzieci bo zarówno one jak i my tego potrzebujemy!!!!
    Ale się rozpisałam.
    Buziaki.

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Dzięki Izuniu za tak długą wypowiedź, ona świetnie dowodzi, że regularność w działaniu (kładzenie od początku w łóżeczku) to nie książkowa gwarancja sukcesu. No i Twoje „Mamo, weź przestań” też daje do myślenia 😉 TULIMY TULIMY TULIMYYYY!!!

      Odpowiedz
  4. Pingback: Znowu o spaniu | e-Mama pisze

  5. mama Adusi

    hej dziewczyny;] od niedawna jestem mamą i ten blog spadł mi jak z nieba ( został polecony przez mamę Antosia). Moja mala tez cały czas wisi na cycku i najchetniej spi na rekach, oczywiscie w nocy spimy w 3 :) a kołyska stoi obok łóżka i czeka nie wiadomo na co 😀 wiecie co? juz myslalam, ze robie cos nie tak, ze nie umiem sobie poradzic z miesieczna córka, ale widze jest to normalne :) prawde mówiac to ze spi z nami to absolutnie nie jest problem :) ale to, ze sama nie potrafi zasnac w ciagu dnia i pospac choc z godzinke, a ja nie moge sie ruszyc to juz problem ;/ ale mam nadzieje, ze szybko przejdzie i nie raczej nie bede jej i siebie katowala extra metodami, zeby zostawic dziecko same sobie, bo w koncu mi sie zapomni i bedzie lipa.
    pozdrawiam wszystkie mamuski i ich skarby :)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Cześć Mamo Adusi! Witam w moich skromnych progach 😉 Bardzo się cieszę z każdego komentarza, a jeśli na dodatek ktoś pisze, że blog jest dla niego przydatny- tym większa moja radość! W tej chwili obserwuję życie jednej miesięcznej panienki, i muszę powiedzieć, że jej mamusia też narzeka, że cały dzień maleństwo wisi przy piersi, ale dla pocieszenia- mija to tak szybko, że ja już prawie nie pamiętam 😉 jeszcze za tym zatęsknimy… przy rozszerzaniu diety, kiedy maleństwo coraz mniej spędza przy piersi, naprawdę można zatęsknić za tym tuleniem, zwłaszcza, że dzieciaczek jest już tak ciekawy świata, że woli się od mamy odepchnąć dla lepszego widoku. Cierpliwości więc! I czerp z tego przyjemność, póki trwa 😉 Uściski!

      Odpowiedz
  6. werka

    Jestem mama 9tyg Hani pierwsze dwa tyg byly ksiazkowe jedzenie spanie 3h czasem kupka i krzyk przy kapieli bo zaburzala rytm …potem zaczela sie budzic czesciej p.doktor stwierdzila ze kolki. mi sie wydaje ze se zmeczenia i nieumiejetnosci zasypiania. i tu pies pogrzebany. przystawialam do piersi i tak nauczylam dydania do snu. staram sie mala odkladac ale po obudzeniu widac ze chce jeszcze spac a nie umie sama usnac…nawet samo zasypianie przy dydusiu sprawia problemy…bo jak jest najedzona to juz nie bierze tak chetnie tylko lize sobie i sie usmiecha…spacer to istny kosar. usypia z placzem przez 45minut zeby spac jak na szpilkach przez 30minut i budzic sie z krzykiem. jak juz wydawalo mi sie ze ladnie spi co 3h w nocy to znow zaczela sie budzic czesciej…po karmieniu ba lezaco ma gazy i ulewa wiec musze w nocy wstawac..
    najlepiej jej sie jednak spi u mamy na brzuchu tylko czy to nie jest niebezpieczne?
    (ze starszym dzieckiem nie mialam takich dylematow. w wozku potrafila spac 4h. )
    co teraz zrobic zeby ladnie spala w nocy? nie potrafie zniesc jak krzyczy. bo nie mam pewnosci czy jest najedzona….ach to macierzynstwo…

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Halo Werka! Po pierwsze- witam na moim blogu :)! Bardzo się cieszę, gdy ktoś do mnie pisze! Tylko szkoda, że w takim temacie… Gdy przeczytałam Twój komentarz, to aż nie mogłam się powstrzymać, i przeczytałam go ponownie na głos, żeby Małżon też usłyszał, i oboje stwierdziliśmy: DOKŁADNIE TO SAMO, CO U NAS BYŁO (poza kwestią spania na spacerach)! My radziliśmy sobie tak, że Tosia spała na moim brzuchu. Co do bezpieczeństwa takiej pozycji- to chyba kwestia tego, na ile czujnie czy głęboko śpisz, i czy się wiercisz. U takiego maluszka to karmienie jest na żądanie, i może być potrzebne często, a poza tym pierś jest nie tylko źródłem pokarmu, ale synonimem bliskości, więc ja bym przystawiała tak czy siak 😉 Jako, że przestudiowałam miliony sposobów na usypianie, mogła bym jeszcze zasugerować, żeby wprowadzić jakiś element stały do usypiania, np mruczenie, zawsze tą samą kołysankę, czy coś takiego, żeby z czasem ona była synonimem zasypiania, a nie koniecznie pierś (chociaż ja do dzisiaj usypiam na piersi, i nie oznacza to, że np Tateł nie jest w stanie uśpić Tosi, mimo braku piersi 😉 ). A poza tym mogę Ci napisać, że… to wszystko minie! Kolki trwają do czasu aż z grubsza dojrzeje układ trawienny, więc bądź dzielna, i myśl pozytywnie 😉 Pamiętam te noce, gdy żeby uśpić córcię musiałam przemierzać kilometry przez cały dom z maluchem w chuście, bo nic innego nie pomagało… ech… BĄDŹ DZIELNA! Ślę uściski dla Ciebie i Hani! I dużo zdrówka! PS. Możesz sobie poczytać też conieco o kolce i moich sposobach na nią:

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *