MAŁY APDEJCIK*

Wróciłam do pracy, jestem więc całkowicie ENTAJTELD** do rzucania korpo-zangielszczonymi słowo-śmieciami.

Mogę też przeklinać, bo TAKI KLIMAT MAMY. I w sumie zawsze znajdzie się coś do obklnięcia w robocie, nie?

Poza tym- bajzel na kółkach. Od 25tego lutego siedziałam i czekałam: KIEDY WRESZCIE ZACZNĘ PRACĘ? Ale tu coś nie działa, tego brakuje, na tamto czekam… bo coś się zepsuło w systemie, bo ktoś czegoś nie zatwierdził…

Nie to, żeby spieszyło mi się do pracy na pełny gaz 😉 ale głupio mi tak siedzieć i wymyślać, co mogę zrobić, jak koleżanki orają. Robię więc co mogę, wymyślam treningi, wzdycham, zdycham… wszystko na pół gwizdka, co męczy chyba bardziej od normalnej pracy…

Wreszcie po jakichś niemal dwóch tygodniach dostałam wszystko, czego do roboty potrzeba, i powoli się wdrażam w moje nowe-stare klimaty. Dziewczyny w robocie się śmieją ze mnie, że mam zapał do takiej roboty, ale ja im odpowiadam: gdybyście siedziały trzy lata non stop w domu, też rwały byście się do biura. Patrzą na mnie z kpiącymi uśmiechami, ale co mi tam.

Życie domowe zmieniło się conieco…

Dzięki dobrze zrobionemu grafikowi (który zresztą ciężko było zrobić, ze względu na moje „zamówienia”- dzięki Martina!), jak na razie Kokos jeździ do Babci 3 razy w tygodniu.

Plan wygląda tak:

Soboty i Niedziele Kokosek siedzi pod skrzydłami Tatełka, bo on ma wolne. Ja w pracy prosiłam o pracujące week endy, żeby wolne mieć w tygodniu, więc większość czasu się udaje. Dwa dni w tygodniu Tosia siedzi sobie ze mną, a pozostałe trzy tygodnie- z Babcią i Dziadkiem (Teściami). Jeśli coś się sypie- sprawę z doskoku ogarnia Babcia druga (moja Mama). Jak na razie działa, choć tak naprawdę mało czasu minęło. Poza tym, jak się skończy okres chorobowy, to chyba spróbujemy z przedszkolem…

Oczywiście każda mama, która właśnie planowała zapisać w tym roku dziecię do przedszkola, wie że tym razem to nie taka kaszka z mlekiem: jako, że sześciolatki, zgodnie z nową ustawą, zostają w przedszkolach, jest znowu lipa z miejscem i szansami na zapis. Ech, cóż, jakoś to będzie…

Dojazdy do pracy to też kombinacja u nas, bo ja jestem beznadziejna jeśli chodzi o parkowanie samochodu w ciasnych miejscach, a wiadomo: w Katowicach, w obszarze w całości zarośniętym biurowcami, miejsc parkingowych jak na lekarstwo, więc tuż przed 8-mą rano już zaczyna się „walka o ogień”; nawet jak jestem na miejscu o 7:15 już jest grubo, chyba, że piszę się na 20 min spacer z odległego zakątka do pracy.

W praktyce- funkcjonujemy tak:

Rano Tosię ubieramy na śpiocha (mam nadzieję, że niedługo przesunie jej się cykl dobowy, przez jej kiepskie zasypianie nadal jest raczej człowiekiem/sową)- oczywiście budzi się przy tym prędzej czy później- a potem pakujemy do auta Tateła. Jedziemy wszyscy razem ją zawieźć do Babci, tam Tosia ostatnimi czasy już własnoręcznie wypycha nas za drzwi. Potem Tateł zawozi mnie, i jedzie sam do pracy. Po pracy odbiera mnie, i jedziemy po Żuczka.

Wszystko jest OK dopóki Małżon nie musi jechać w delegejszyn… stara się ustawiać spotkania tak, żeby w pierwszy dzień wyjazdowy przed pracą zawieźć Żuczka do babci, wtedy ja jadę sama autem do Katowic (oczywiście- jadę na tyle wcześnie, żeby jeszcze znaleźć parking***), i po pracy ją odbieram. Potem, dzień drugi delegacji Małżona to zazwyczaj mój dzień wolny, więc szalejemy sobie z Kokosanką razem w domu. Gorzej, jeśli np Małżon nie może zawieźć jej z rana, albo nie mam dnia wolnego w drugi dzień… wtedy któraś babcia o świcie przyjeżdża do nas do domu. Kokos jest niemożliwa do zdarcia z łóżka wcześniej, bo nie umie zasypiać o normalnej porze. Jak na razie taka akcja zdarzyła się tylko dwa razy, a trzecią już mamy umówioną na Wielki Czwartek ;).

Poza tym, jeśli chodzi o  życie, nagle jestem strasznie nienażarta swoim dzieckiem; i owszem, nie mam siły (i często ochoty) się z nią bawić tysiąc razy w te same zabawy, ale… jakoś tak mało nagle tej kruszynki się z robiło…Ona chyba czuje podobnie, bo jak tylko mnie widzi, woła: MAMUSIU! BAW SIĘ ZE MNĄ!!

 

W tej chwili siedzę sobie w pracy/domu, ogarniam robotę, a podczas przerw, bardzo na raty (a tak serio od dwóch tygodni), piszę długo czekającego na skończenie posta :)

20160319_094500

e-mama in piżama :) (a łóżko złożę po pracy)

Może jest jeszcze szansa dla e-mamy, może to był tylko zimowy, niedźwiedzi sen… nadal zachowałam domenę, chociaż w sumie nie wiem czemu- ostatnio kompletnie nie mam energii na pisanie. Ale optymistycznie patrzę w przyszłość- przecież coraz więcej słońca mamy! :) Wiosna gdzieś się czai za rogiem!

No, to do następnego!

 

* Update=Uaktualnienie, czyli co u mnie ostatni słychać
**Entitlet=Uprawniona
*** czyli jestem w biurze STANOWCZO za wcześnie; mam jakieś 45 minut na rozruch, śniadanko, małą prasówkę- stąd mój powrót na fejsa :)

8 myśli nt. „MAŁY APDEJCIK*

  1. Kinia - mama Marianny

    Oby tak dalej :-) brawo Mamuśka! Ja póki co siedze z Marianna ale za to postawiłam na ruch i zorganizowała sobie karnecik do FF i tam spalam wszystkie smutki, gniew i przy okazji kalorie 😛 pozdrawiam :-*

    Odpowiedz
  2. Iza S.

    Brawo ty!! Ja do pracy 9 maja. Nie chcem, ale muszem 😛 Choć są czasem takie dni, że się zastanawiam czy bardziej chcę zostać w domu z dzieciami czy raczej wrócić do roboty. No i ubrać nie mam się w co 😀

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Oł Jea! Magosiaa się czai na blogu! Cześć! :) (myślałam sobie o Tobie pisząc, wspominałam, jak ty wracałaś do pracy :) )

      Odpowiedz
  3. Paulina

    Hejka, ten schedule to masz napięty totalnie, ale rozumiem, że czasem tak trzeba. Bardzo podziwiam za tą pracę z domu w weekendy, ale myślę, że dacie radę 😉
    Ja miałam kilka krótkich epizodów z pracą z domu razem z dzieckiem i poszło jakoś tylko dlatego, że córcia była ze 2 godzinki na spacerze z Dziadkiem, po czym 2 godzinki spała, więc czas zleciał, ale nie był to mój najbardziej produktywny dzień. Starałam się coś jednak w pracy zrobić, chociaż niezbędne minimum, ale też wyrwać się na chwilę do zabawy z dzieckiem. To była paranoja… W pracy na przerwie to się pije kawę i plotkuje/ogląda FB a nie wymienia pieluszki. Już nie mówiąc o tym, że moja córcia jak widzi włączony komputer, to chce żebym jej puszczała piosenki.

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      U nas z tym kompem jest to samo…
      Co do schedule- mam nadzieję, że od września wszystko się zmieni. zresztą- już teraz się zmieni, jak przesuniemy czas, i będzie dłużej jasno 😉 Teraz dzień się stanowczo za szybko kończy! (a noc i tak jest za krótka).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *