Nie-spanie dwulatka, czyli żale mamy

A pietruszka? Z tą jest gorzej
chuda, blada- spać nie może!

 

No hej hej!

Nie odkryję przed wami Ameryki, gdy napiszę, że nie odzywałam się- jak zawsze- z powodu braku czasu. W naszym wypadku należy odczytać to jako: NIEWYSPANIA i PRZEMĘCZENIA.

Dawno nie żaliłam się wam, że moje dziecko nie śpi, mogliście więc stwierdzić, że wreszcie mu przeszło.

Figa, nie przeszło!

Podczas wakacji moja siostra zauważyła: kurde, u was jakoś tak dziwnie, wszystko się wokół tych drzemek kręci, wokół spania!

Parę dni temu wymieniałam korespondencję z przyjaciółką. W swoim mailu zapytała: a poza tym, że jesteś niewyspana, to jak się czujesz?

W związku z tym, postanowiłam uchylić rąbka tajemnicy, jak to właściwie jest; owszem, u kogoś, kto nie wysypia się ciągle od dwóch lat wszystko kręci się wokół snu. Tak więc pytanie „co poza niewyspaniem” jest całkiem abstrakcyjne- niewyspanie jest ostatnio rdzeniem naszego życia, od snu zależy tak wiele, że ktoś, kto śpi normalnie, nigdy tego nie zrozumie.

 

Ostatnio Antoninka tak jedzie po bandzie, że budzi się miliard razy w nocy. Może miało to jakiś związek z tym, że próbowaliśmy ją przestawić na nocną opiekę Tateła; był to jeden krok w stronę złagodzenia prób odstawiania od piersi – wymyśliłam sobie, że jeśli przyzwyczai się do tego, że Tateł ją w nocy uspokaja w czasie gdy jeszcze sobie harcuje za dnia na piersi, to łatwiej jej będzie wtedy, gdy jej tej piersi w końcu brutalnie odmówię.

Tateł dzielnie próbował usypiać, i wstawać do dziecka za mnie. Skutek był tego taki, że usypianie trwało milion lat i łączyło się z darciem (nie wiem, co jej tak ostatnio odbiło na moim punkcie, ale jest totalnie mamusiowa!), a nocne pobudki przemieniały się w 40 minutowe lamenty, i zamiast tego, że tylko ja byłam niedospana- nie spała cała rodzinka. Pobudek było zresztą sporo.

Po jakimś czasie postanowiliśmy wrócić do poprzedniego stanu rzeczy*, z myślą, że stawimy czoło Wielkiemu Darciu Przy Odstawianiu gdy wreszcie nadejdzie, a nie będziemy sobie fundować dodatkowych rozrywek przed.

Problem w tym, że Tosia jakoś tak się zupełnie rozregulowała (Mea Culpa, znowu- co złego to Mama i jej pobożne życzenia). Potrafiła budzić się co godzina, dwie, po czym nie wypuszczała mnie ze swego pokoiku- jak tylko zrobiłam jeden krok w stronę Dorosłej Sypialni, wybudzała się z wyciem: MAMAAAAA! Bywały nawet noce, że zdesperowana o odrobinę snu, odmrażałam sobie chudą dupę na podłodze obok jej łóżeczka, byle tylko zdrzemnąć się choć trochę! Znowu zaczęło się spanie na fotelu, bo zasypiałam z dzieckiem na rękach, zupełnie tego nie kontrolując; budziłam się, gdy było już jasno.

Przeszliśmy wszystkie poradniki świata, wszystkie fora internetowe, artykuły (tak tak, wiem, to wszystko wina karmienia piersią, kto to widział, w tym wieku, i inne takie złote myśli). Taki mamy model małego człowieka, i tyle, trzeba przywyknąć. Model po mamusi zresztą: pamiętam te noce z dzieciństwa, kiedy cały dom już spał błogim snem, a ja wpatrywałam się w „sufit” łóżka piętrowego, albo stałam boso latem na balkonie gapiąc się na fosforyzujące wskazówki zegara na elektrowni, lub dreptałam do kibelka i słuchałam chrapania rodziców śpiących snem sprawiedliwego.

No taki los, taka karma, nic nie pocznę.

Ostatnio była śmieszna akcja, w związku ze wspomnianym wczoraj okresem: Jakoś tak się cudownie zdarzyło, że Tosia PRZESPAŁA DWIE NOCE. D W I E   N O C E! Mogę to dopisać do pozostałych 14 przespanych nocy ostatnich dwóch lat!!! Anyway- przespała, więc i ja się wyspałam jak nigdy. W niedzielę dostałam okres, a w poniedziałek (czyt: po tych dwóch przespanych nocach) zauważyłam gigantyczną poprawę nastroju w porównaniu z ostatnimi tygodniami; od razu połączyłam to z okresem, bo przecież baby z jazdą hormonalną są niebezpieczne i inne takie tam- stereotypy. Nagle stałam się cierpliwa, pełna werwy, uśmiechu, energii i chęci do życia- nie do zdarcia!
Następna noc była KOSZMARNA. To jedna z tych nocy, gdy kiblowałam na podłodze, byle by cokolwiek pospać. I wiecie co? We wtorek okazało się, że mój brak cierpliwości i ogólna zmierzłość to WCALE NIE HORMONY. To zmęczenie.

Ot, i cały sekret.

No i bez spania nie da się pisać bloga.

Wzdech.

Na dzisiaj tela. DOBRANOC, którakolwiek u Ciebie godzina drogi czytaczu.

 

*Anegdotka odnośnie Tatełowego wstawania do dziecka:
Gdy Małżon przestał już wstawać nocą do dziecka, pewnego ranka wyskoczył do mnie z tekstem: „Powinnaś zacząć jeść magnez. Ja jem, i ostatnio jestem całkiem wyspany. To zmęczenie to na pewno brak magnezu był”. O rany, jak ja go chciałam wtedy udusić! Zamiast tego serdecznie się uśmiałam. Razem z Małżonem, bo to dobry człowiek, i prawdopodobnie żartował z tym magnezem. Jak się kiedyś dowiem, że naprawdę wierzy w zbawienne działanie magnezu (jako panaceum na niewyspanie, rzecz jasna!)- pomyślę nad rozwodem, bo nie mogę przecież żyć z kimś tak naiwnym, kto wierzy w reklamy suplementów!
Ach, no tak- suplement dla dzieci, które nie śpią też jest. A może po prostu zacznę dziecko poić wódką?Tjaaa… Tyyyyyle możliwości! CIAO!

 

 

6 myśli nt. „Nie-spanie dwulatka, czyli żale mamy

  1. Iza S.

    Kochana. Powiem, że wiem co czujesz. Może nie dokładnie w takim samym stopniu, ale wiem. Nasz Kubuś to skarb. Zasypia ok. 21.00 budzi się ok. 7.00 (ma już 6 miechów) – bez żadnych nocnych pobudek (pfu pfu odpukać!!! bo jak ja już coś pochwalę to potem się mści na mnie!!!). Za to Julka (3,5lat) od zawsze ma nocne manewry. Od 2 miesięcy (tzn. odkąd Kuba przestał się budzić w nocy na papu i śpi do 7.00) śpi już nie z nami a w „dziecięcym pokoiku”. Tatuś musi z nią zasypiać, a potem wymyka się. Dziewczynka przy dobrych wiatrach ma 3 pobudki w nocy, przy złych – niezliczoną ilość. Głównie przychodzi, bo „dlaczego tata sobie poszedł? jestem sama w łóżku!”, albo siku, albo pić, albo znów coś innego. Także życzę ci duuużooo siły, a magnez może nie pomoże na niewyspanie, ale też nie zaszkodzi :) Sama łykam 😛 Buziaki.

    Odpowiedz
  2. magosiaa

    cześć Karola, wiem, że rzadko się odzywam, ale z radością witam, każdy kolejny wpis:)
    niestety po przeczytaniu niektórych, mina mi rzednie, no i tak jest i przy tym wpisie…
    bardzo współczuję kwestii spaniowej,
    nas ten problem nie dotyczy, oczywiście zdarzały się dziwne płacze po nocy, gdzie pomagało tylko wzięcie na ręce, ale tych nocy było może 5, przy zwykłych nocnych przebudzeniach wystarczy podać zagubionego smoka i wszyscy mogą spać dalej.
    myślę, że to jest charakter a nie tylko wychowanie, Olga po prostu taka jest, nie potrzebuje bliskości, przytulanie jest nudne, wiesz, to nawet czasem przykre.
    Ostatnio odwiedziliśmy znajomych, na powitanie Olga przestraszyła się nowych twarzy i wczepiła się we mnie, całe 10 minut nie chciała zejść z moich rąk, ja byłam w siódmym niebie.
    Ale wracając do sypialni, właśnie jestem na etapie wyniesienia łóżeczka z naszej, odwlekam tą decyzję już kolejny tydzień. Niby zła jestem, że wybudzam się jak słyszę kręcenie Olgi, ale myśl, że mogę jej nie usłyszeć jest gorsza, chyba lęk separacyjny którego nie zauważyłam u swojego dziecka przeszedł na mnie. Jak było z Waszym spaniem w innych pokojach?
    Buziaki!

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Jeee! Magosiaa! Jak fajnie!
      U nas z tymi przeprowadzkami było tak: Pierwszy raz wynieśliśmy łóżeczko gdy Tosia była małą kulką, i całkiem dobrze to zniosła, ja natomiast nie przespałam połowy nocy… zaznaczam, że nasza sypialnia od pokoju Tosi odległa jest o… jakieś 3 kroki? 😉 Na dodatek miałam włączoną elektryczną nianię- Matka-paranoiczka 😀 Hahaha! Oczywiście po tej nocy powiedziałam, że nie ma opcji, że łóżeczko wraca do nas, bo nie mam zamiaru czuwać w strachu, że coś przeoczę. Potem, kiedy temat spania był już mocno zaogniony, a my łapaliśmy się każdej możliwie wyglądającej rady, stwierdziliśmy pewnego dnia (czytaj: Pani Matka stwierdziła), że robimy całkowitą rewolucję w temacie rutyny, bo podobno dziecko lepiej znosi zupełne przestawienie, niż nawet najmniejsze uchylenia w dotychczasowym ładzie-nie pamiętam, która to z miliona książek o tym wspomniała, ale to wydało nam się sensowne. Gruntowna zmiana zawierała również fakt przeniesienia do innego pokoju, i w sumie niewiele nam to namieszało, bo Tosia i tak robiła w tamtym czasie raban o kładzenie spać… przyzwyczaiła się nawet dosyć szybko. Fakt faktem, usypianie trwa czasem i półtora godziny, ale zawsze gdy ja ją usypiam, zasypia leżąc sama w łóżeczku, a nie np na rękach. Gorzej się ma sprawa, gdy Małżon usypia, bo dla Tosi jest to tak wielkie przeżycie, że ją Matka oszwabiła, że nie da się za nic odłożyć do łóżeczka, i do momentu zaśnięcia wczepia się w Tateła jak mały kleszcz ;).
      Mam nadzieję, że u was wszystko spoko? Ślę uściski! Odezwij się czasem! :)

      Odpowiedz
  3. Kinia - mama Marianny

    Skąd ja to znam :) to zmęczenie, które jest spowodowane brakiem magnezu, a nie spaniem po pół godziny lub godzinę, bo dziecie budzi sie 6-8 razy w nocy bo „picie, picie, picie….” – niczym zdarta płyta, póki macierz nie obudzi się. Ja też zmierzła jestem, narzekająca co doprowadza męża mego do bólu głowy. U nas tylko ja wstaję do małej, od samego początku, także tylko ja jestem „ta niewyspana”. Nadrobić tego się nie da, bo i jak….ale każde 4 godziny przespane ciągiem to zbawienie :) Łączę się w bólu, mimo że znów tak długo nie czytałam twego blogu, gdyż jak zwykle albo czasu brak, albo 2-tygodniowa nieobecność spowodowana odcięciem od neta :) czyt. na Podkarpaciu jesień witaliśmy :) Głowa do góry – jak mówi moja mama – wyśpimy się za jakieś 17-18 lat 😛

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *