(nie)Nowe Blizny Cesarza

Ocknęła się ofiara losu, po roku, że ma bliznę po cesarce…

Jakoś tak nie lubiłam patrzeć na tą bliznę, brzydkie to takie było, sine jakieś, wypukłe, jak paskudny robal ciągnący się przez pół brzucha…brrrr… nie zrozumcie mnie źle, Pan Doktor, który mnie zszywał zrobił podobno koronkową robotę, moja pani położna środowiskowa nadziwić się rok temu nie umiała, że tak malutko mnie naciął, i w ogóle… ale Ja po prostu generalnie nie lubię blizn.

Jak prikazano- smarowałam to to codziennie przez pół roku, potem tak z doskoku, jak mi się przypomniało, ale skoro wszyscy wykrzykiwali na początku, że taka malutka blizna, i pewnie ślicznie się wygoi- przestałam się tym przejmować i zwracać na to uwagę. No i rzeczywiście, przez prawie rok niemal nie patrzyłam na ten kawałek siebie (całe szczęście blizna jest w takim miejscu, którego nie wystawiam raczej często na widok publiczny, ale jakoś tak niefajnie mieć taki brzydki farfocel na skórze).

Aż pewnego dnia (tak dokładnie jakieś 5 dni temu) coś mnie tam trochę zaswędziało, więc stwierdziłam, że pora na to coś zerknąć. Kosiarka w łapy, podcięłam okoliczny żywopłot, patrzę, a tu… BLEEE! JAKA ONA NIEŁADNA! Znaczy- taka sama, jaka była, a przecież po roku chyba powinna już troszkę zblednąć, czy wklęsnąć się, czy co tam jeszcze!

No to, jak to zwykle ja, cap za kompa, i po radę do mądrości zbiorowej narodów, zwanej INTERNETEM. Patrzę, kukam, czytam, a tu hasło BLIZNOWIEC. Brzmi paskudnie… google grafika: A fe, wygląda też paskudnie! Czyżbym miała jakiegoś bliznowca? No chyba nie jest aż tak źle? Taki ten mój organizm nadgorliwy, że nadprodukował kolagen podczas zabliźniania? Przecież ogólnie wiadomo, że nadgorliwość gorsza od faszyzmu!

No i co tu teraz zrobić?!

Wiem wiem, jest dużo żelów i maści, sęk w tym, że działają najlepiej w czasie zabliźniania, a ten etap raczej mam już za sobą, było nie było- blizna ma ponad rok! Póki co internet podsunął mi temat plastrów silikonowych, podobno działają nawet na stare blizny. Trochę kosztują, i nie wiadomo, czy rzeczywiście zadziałają, ale chyba pęknę i się skuszę. No cóż, będę płacić za swoją głupotę i niedopatrzenie, i będę testować na sobie, co to warte. Będę waszym króliczkiem doświadczalnym, może akurat się komuś przyda informacja, czy to naprawdę działa… póki co trzymajcie kciuki!

Mamy kochane, a może któraś z was walczyła o ładną bliznę? Jeśli macie jakieś sugestie- chętnie przytulę 😉 Piszcie w komentarzach sprawdzone specyfiki i metody (boję się tylko, że po roku to już „po ptokach”). A póki co- będę walczyć wiarą, nadzieją, i silikonem.

Buziaki!

2 myśli nt. „(nie)Nowe Blizny Cesarza

  1. EwaMama

    Ja stosowałam plastry sylikonowe (Sutricon bodajże) zaraz po zdjęciu szwów, przez spory kawałek czasu, dodam, że nie były tanie. Efekt – bliznowiec. Tylko 3 cm. jest ładnie wygojone, że nie widać szramy. Gin mnie pocieszył, że przy następnej cesare wytnie mi te glizde 😉

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Widzisz jaka lipa, a ja właśnie zamówiłam (jak zresztą już wiesz), za późno przeczytałam. Wobec tego zobaczymy, co jest w stanie wyczarować taki plaster na starej bliźnie :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *