NOŻ CHORRROBA…….!

Okazało się, że napisałam w zeszłym tygodniu posta, ale zamiast opublikować zapisałam go jako szkic… nic to, wrzucam więc teraz, żebyście wiedzieli, że jesteśmy jeszcze gdzieś tam, mimo, że zakopane pod tym puszystym śniegiem 😉

 

Dodam jeszcze, że poniższe już całe szczęście NIEAKTUALNE, bo jesteśmy niemal zdrowe 😉

Ale gdy pisałam, to było O TAK:

 

Wiecie co, jestem oburzona!

Jak te wirusy/bakterie inne dziadostwa śmią! Był katarek, wszystko szło ku lepszemu, a tu nagle w zeszły week end w nocy Tosinka zaczęła kaszleć przez sen. Co jest grane? Przecież wydzielina z nosa zrobiła się już rzadka, i wypływała na luzaka, starczyło wycierać pod noskiem… myślałam, że lada dzień wyjdziemy na prostą!

Obudziłyśmy się grubo po 9tej (znowu). Za późno do naszej Pani doktor pediatry, a lekarz, który przyjmuje po południu jest taki, że jeśli nie muszę- nie wezmę do niego dziecka; jak ostatnio wyskoczył na Tośkę znienacka, z lodowatym stetoskopem, dziewczę się tak rozdarło, że nie dało się jej uspokoić, a on nie przejmując się- zbadał ją na chama…zero podejścia.

Zorganizowałam sobie namiary na wspaniałą Panią dr, która leczyła większość dzieci w mojej rodzinie, w tym i te z poprzedniego pokolenia-czyli mnie :) Mam o niej bardzo dobre zdanie, z resztą jak wszyscy pozostali ludzie, którzy mieli z nią do czynienia. Tak się idealnie złożyło, że akurat w poniedziałek od 16:00 przyjmowała na dzielni u moich rodziców. Spakowałam więc Tosinkę, i popędziłyśmy na wizytę.

No i masz Ci los: Tosia ma zapalenie gardła, ba- zapalenie krtani! Zapewne od oddychania buzią (normalne przy zatkanym nosie), albo może paskudne bakterie mieszkające w katarze… tak czy siak, skończyłyśmy z antybiotykiem :(.

Do tego Pani Dr zapodała nam kurację homeopatyczną na najbliższe pół roku, na odbudowanie odporności. Pediatra zawnioskowała, że ten katar po prostu czekał na to, żeby się wykluć, po tej ostatniej jelitówce. Zaliczamy więc trzecią chorobę w ciągu trzech miesięcy, i wcale nie wygląda to dobrze; zwłaszcza, że jedno z „zaleceń” lekarskich trochę trąci hardkorem: mianowicie UNIKAĆ spotkań towarzyskich, zwłaszcza z małymi dziećmi, bo to najłatwiejszy sposób na złapanie choroby. Trzeba znaleźć jakiś kompromis w tym temacie, bo z jednej strony nie chcę, żeby Tosia była ciągle chora, ale nie możemy też przekiblować całego życia w domu! Zwłaszcza, że to kłóci się z moim jedynym postanowieniem noworocznym…

Ach, te bakcyle, można popaść w paranoję.

ZDRÓWKA ŻYCZĘ WSZYSTKIM!

 

PS. Siostra ma poinformowała mnie (a doświadczenie w chorobach dzieci ma, oj ma…), że jeśli katar nie minie do trzech dni, to i tak lepiej iść do lekarza. U nas trzeci dzień to była sobota :/ Pilnujcie nosków waszych maluchów! :)

3 myśli nt. „NOŻ CHORRROBA…….!

  1. Ola

    Karolcia, głowa do góry, nie jest źle. Poprostu, Młoda szykuje Cię na karnawał chorób, który rozpocznie się wraz z wiekiem przedszkolnym. Ja bym Ci radziła za wczasu uodpornić małą (i siebie) na takie sprawy. Sobie zaordynuj Persen, a Tośce, jakiś wspaniały preparat, typu ribomunyl, czy coś tam. Inaczej będziesz miała przedszkolny system odliczania 1 na 2: tydzień w przedszkolu, dwa tygodnie choroby. Na pocieszenie Ci napiszę, że karmienie piersią nie robi tu większej różnicy

    Odpowiedz
  2. Paulina

    Trochę mnie przeraziłaś tym zaleceniem UNIKANIA kontaków. Jest bakteria, która trzeba wybić antybiotykiem i nie rozprzestrzeniać, przeczekać trochę w domu, a potem dalej w świat!!
    Nie wyobrażam sobie dłuższej kwarantanny. Nie chce atakować pani doktor, ale ciekawa jestem co by poleciła dziecku, które chodzi do żłobka/przedszkola lub ma starsze rodzeństwo?
    ZDRÓWKA życzę, dla Maluchów zwłaszcza, bo one są najbardziej bezradne =(

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Noo, właśnie to mam na myśli, że trąci hardkorem… ale wiesz, to jest zdanie bardzo empatycznej i ciepłej Pani Doktor z bardzo długim stażem, która w życiu naoglądała się chorych dzieciaczków, i myślę, że chętnie by je wszystkie schowała za szybkę witrynki, byle nie musiały chorować… co do żłobków- mówiła, że najlepiej by było, gdyby dziecko mogło ich uniknąć, bo to po prostu wylęgarnia, ale mówiła to pod kątem zdrowotnym jedynie. Wiesz, wszystko przez pryzmat swojej pracy. Ja też życzę zdrówka Twojemu maluchowi :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *