O symbolach (nie)religijnych słów kilka

Hej hej!

Ku mojemu zdziwieniu, wpis o religii w przedszkolu (ten) spotkał się z bardzo wesołym przyjęciem… postanowiłam więc podzielić się z Wami także opowiastką dla mnie kompletnie nie religijną, ale…jak się okazało z drugim dnem.

 

A wszystko zaczęło się od samochodu. W samochodzie Tośka zawsze usiłuje wciągnąć nas w interakcje. Jak wiecie, nie jestem zwolenniczką puszczania dziecku bajek dla świętego spokoju, więc zamiast tego w naszym samochodowym odtwarzaczu nieodmiennie króluje składanka fasolkowo/baby TV-iowa. Sęk w tym, że czasem to za mało…

Kokos żąda uwagi, i jest przy tym mistrzynią wspinaczki po zboczu upierdliwości, doprowadzając nas nie raz do szału.

Potrzeba matką wynalazku…

… I tak właśnie powstał WĄŻ.

Poznajcie WĘŻA:

Wąż jest okropnie upierdliwy, i genialny zarazem, bo ZAWSZE JEST Z NAMI.

Wąż woła w każdym tunelu: OJEJUUUU! KTO ZGASIŁ ŚWIATŁO??!! – a jeśli nie woła, Tosia mu przypomina: WĘŻU, JEST CIEMNO!!
Wąż śpiewa piosenki zamieniając słowa na : KWA KWA KWA, a potem dziwi się, gdzie jest ta kaczka, która śpiewała,
(„a kiedy dzień nadchodzi,
KWA KWA KWA KWA!
idziemy na jagody,
KWA, KWA, KWA, KWA!!!)
A jeśli przypadkiem ręka, która jest wężem, należy do kierowcy… wąż zjada bezczelnie kierownicę lub drążek zmiany biegów; (z tyłu słychać wtedy: WĘŻU! Nie zjadaj drążka zmiany biegów!!).

Wąż jest.

Pewnego dnia, po pracy, odbierałam Pyzę od babci. Wiozłam w samochodzie wyjątkowo apetycznie wyglądające jabłko malowane na zielono (znacie te piękne, wielkie, malowane, importowane, prawdopodobnie niewiele wartości posiadające jabłka jak z reklamy? No, takie właśnie wiozłam). W pewnej chwili jedziemy sobie z Tosią i z Wężem, a Tosia mówi:
-Jestem głodna, Wężu! – Wąż na to:
-Czekaj, mam tu gdzieś schowane takie fajne, wielkie, zieloniaste jabo, chcesz?
-Jasne, Wężu!- Radośnie odpowiada moje dziecię.
Przetransportowałam jabłko do tyłu jedną łapą, drugą dzierżąc kierownicę, zadowolona, że może szczęście dopisze, i dzieć na chwilę zamilknie.

Dojechałyśmy pod dom. Wygrzebujemy się z auta, a mój mega towarzyski Bąk wypatrzył Starszą Panią Sąsiadkę pielęgnującą swój wypieszczony do granic możliwości ogródek (jej pasja! Zna się na ogrodach jak mało kto!), i postanowił złożyć jej szybką sąsiedzką wizytę.

Kokos dziarsko maszeruje, ja tarabanię się za nią z naręczem dobytku : niosę torby moje pracowe i torby Tosine ubraniowo-zmianowe. Tak objuczona niezbyt mam opcję by w razie potrzeby zapakować berbecia chwytem strażackim na ramię, tudzież zwinnie i niewinnie zakneblować… a- jak się okazało- szkoda….

Tosia podchodzi do Pani Sąsiadki, wita się pięknie, pokazuje swoje jabłko malowane, i rzecze:

A TO JABŁKO TO MI WĄŻ DAŁ!!!

Pani Sąsiadka, Kobieta starej daty, która kojarzy w inną stronę niż większość mojego pokolenia, złapała się za usta, z których wymknęło się przerażone: OJ…..

Ja zbladłam, i pomyślałam sobie:

Rany, żeby Kokos nie postanowił przedstawić jej swojego drugiego samochodowego przyjaciela, zająca z chrypą!

A OTO ZAJĄC:

20160928_210758

Mój mózg działa w innych kategoriach- mamowych po prostu!

….

Ktoś na mnie proboszcza naśle.

Na dzisiaj tyle. Dobranoc!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *