Ogarniacz powierzchni płaskich, i mniej płaskich

Jakbyście widzieli, jak Tosinka zasuwa na czworakach! Normalnie jak torpeda!

Bardzo fajna sprawa to raczkowanie! Antosia stała się przez to taka niezależna :) nie jojczy ciągle, żeby przy niej być non stop, tylko ogarnia sobie świat sama; zasuwa, przemierza, odkrywa.

Teraz sama muszę biec do niej, żeby upewnić się, że za bardzo nie broi!

Podchodzi sobie do różnych rzeczy, czy osób, wspina się po nich, opiera i stoi; drepcze wzdłuż mebli, wspina się po krzesłach, na stojąco schyla się nad pojemnikami na zabawki, i po jednej rzeczy wszystko z nich wywala. Albo wyrzuca orzechy z wiaderka w kuchni. Albo cokolwiek.

Do tego jest małym odkurzaczem: wyszukuje paproszki, i natychmiast wsadza je do buzi.

Zuch dziewczynka!

Codziennie robi coś nowego, w tym i takie rzeczy, których lepiej, żeby nie robiła, np:

parę dni temu wsadziłam ją do tego prostego krzesełka i dałam jej chlebek do łapki, żeby zajęła się na chwilę sobą, po czym sama oddaliłam się na jakieś 2,5m żeby coś przy garach pokombinować (że obiad jakiś, czy co). Odwracam się po chwili, patrzę, a Tosiałek siedzi pupką na „podłokietniku”, nóżkami na siedzisku, i macha do mnie obiema łapkami. NORMALNIE GROZA, ZAWAŁ I POPŁOCH! Z prędkością światła znalazłam się obok córci, która zadowolona pomachała mi chlebkiem przed nosem.

Ty głupia mamo, ty! To krzesełko nie ma pasów!-upomniałam się po ochłonięciu- Z resztą i tak ich nigdy nie zapinałaś! Od dzisiaj życie przestało być łatwe…

Albo: znalazła na ziemi piętkę z chlebka, która wypadła mi z woreczka po chlebie krojonym, i której nie umiałam sama namierzyć, i zaczęła sobie nią wygarniać paproszki ze szpary między kafelkami a starym progiem do pokoju, i wszystko razem zjadać… całe szczęście złapałam ją na tym procederze niemal natychmiast 😉

Różne takie niespodzianki nam szykuje, ale to, co zrobiła wczoraj, rozłożyło nas na łopatki!

Wieczór, tuż przed standardową porą kładzenia Tosi do łóżeczka.

Małżon, muszę dziś pieluchy wyprać, idę więc do góry opróżnić suszarkę, żeby tego po ciemku nie robić, jak Tosia będzie spać. Rzzuć tam okiem na Tosinkę, siedzi na macie.-Okej, tylko jeszcze maila wysyłam, ale spoko, idź, będę patrzył.

Wchodzę więc po naszych stromych schodach na pięterko, i słyszę za sobą raczkujące tupu-tupki. Ocho, ktoś mnie śledzi! pomyślałam; lepiej zrobię „akuku”, żeby jej się nie zrobiło zbyt smutno jak zniknę, bo wiadomo, że dziecko zmęczone łatwiej doprowadzić do płaczu i trudniej uspokoić. Pewnie siedzi na dole schodów i zaczyna się smucić, że sobie poszłam. Wyskakuję więc zza rogu w celu zawołania ” A KUKU!”, i zamiast tego wołam…

MAAAŁŻOOOON!! CHODŹ TU SZYBKO! ONA JUŻ JEST NA DRUGIM SCHODKU!!!!

Nie mogłam zbiec z góry, bo gdyby się wyprostowała, żeby na mnie patrzeć, mogła by zlecieć; dlatego zawołałam, żeby Tateł asekurował; on pozwolił jej raczkować za mną, bo nie sądził, że zacznie wchodzić na schody! I znowu mamy nauczkę!

Małżon mówi: ech, wlazła tylko tu, bo tu jest niższy stopień, ale zobaczmy, co zrobi dalej.

Patrzymy, a Tosinka dzielnie wdrapuje się dalej! SZOK! To jest wędrowniczek jeden!

Tateł pyta: masz aparat? -Kurde, nie mam! Poza tym i tak w telefonie bateria mi siada… :( No trudno, innym razem…

Krok po kroczku, w asyście Tateła, który asekurował i czasem podpierał, z przerwami na pokazanie mi swojego roześmianego i dumnego oblicza, panna Antonina wspięła się na sam szczyt! A my pękaliśmy z dumy, i skakaliśmy z radości! Coś wspaniałego!

 

Jak tylko Tosia dotarła do mnie na górę, Małżon poleciał po swój telefon, po czym wziął Tosię znowu na dół; a ona, z wprawą osoby, która robi coś bynajmniej nie po raz pierwszy, zaczęła znowu zasuwać, tym razem bez zbędnych przerw na pokazanie mi swojej cudnej, roześmianej buzi; ten sam dystans pokonała w dwa razy szybszym tempie! No okej, z paroma przerwami na polowanie na paproszki.

Byliśmy na serio w szoku, bo nie spodziewaliśmy się, że tak łatwo jej to pójdzie! Poza tym nasze schody są BAAARDZO strome.

BRAWO TOSIA!

Po tej historii Tosię tak rozpierała energia i entuzjazm, że do 22giej nie było mowy o położeniu jej spać; o dziesiątej mówię do Małżona: ej, już trzeba ją położyć, bo to lekka przesada…weź ją może do góry, a nuż zaśnie…

Tateł wziął ją na łapki, Mameła dała buzi, a Tosieła, wiedząc, co to oznacza, uderzyła w ryk.

No nieeee, niezła lipa! Nie będzie chciała zasnąć!- pomyślałam, i nasłuchiwałam odgłosów kroków na górze. Dotarli do łóżeczka, skrzypnęła podłoga, i…. JAK NOŻEM UCIĄŁ! Padła natychmiast! Uffff….

Umówiłam się z Małżonem, że rano obudzi mnie o 7mej, żebym poszła z Tosią do lekarza (jest podziębiona), po czym sama poszłam spać.

Śpię sobie spokojnie, i w pewnej chwili z jednej strony szturcha mnie Małżon, a z drugiej dochodzi mnie rozbudzeniowe kwilenie Tosi;

-Co jest?- Pytam Małżona.

-Chciałaś, żeby Cię o 7mej obudzić.

-No okej, podaj mi Tosię i mnie obudź o siódmej- odpowiadam mało przytomnie.

-ale już jest siódma!

-Jak to siódma? O co chodzi?- i wtedy do mnie dotarło- ŁOOOOOOOT????????? TOSIA PRZESPAŁA CAŁĄ NOC????!?!?!?!

Za sześć dni Tosia skończy rok. I z wczoraj na dziś pierwszy raz przespała całą noc. Musiała się nieźle utyrać na tych schodach.

No, to chyba mamy nową część wieczornej rutyny! Kilka przebieżek po schodach na dobry sen! 😉

A tak na prawdę- byłam rano taka szczęśliwa, że aż nie mogłam z powrotem zasnąć, kiedy Tosia, po nakarmieniu… ponownie zasnęła! Na godzinę!

Ach! Oby to nie był odosobniony przypadek, tylko początek nowego, szczęśliwego roku 😉

Życzę sobie, Małżonowi i Tosi, a także wszystkim innym niewyspanym rodzicom samych takich nocy!

Buziaki, do wkrótce! :)

 

PS. Tak „umebluję” dom marzeń, w którym wszyscy będziemy dobrze spać 😉

tapety.joe.pl-schody-prowadzace-do-nikad

2 myśli nt. „Ogarniacz powierzchni płaskich, i mniej płaskich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *