Ogarnianie codzienności

Kontynuując szaloną passę minionego tygodnia- dodaję kolejny wpis, korzystając, że Tosinka śpi :)

 

Na piątkowym spacerze z Mamą Asią usłyszałam słowa, które połechtały mnie miło, ale i wprowadziły w stan sporego szoku: Asia powiedziała, że podziwia, że ja tak wszystko OGARNIAM; że pieluchy wielorazowe, że bloga piszę, mimo, że Tosia ciągle na piersi, i ząbkuje i w ogóle.

Trochę mnie to stwierdzenie uderzyło, bo przez całe dotychczasowe życie byłam raczej królową chaosu, jeśli się za coś zabierałam, to musiałam najpierw zapisać sobie na kartce plan w punktach, żeby się nie potknąć i nie poobijać. Generalnie- do ogarniających nie należę 😉 I oto nagle ktoś mówi mi, że podziwia to, że tak ogarniam. WOW, Dzięki Asieńko za taki komentarz, miło mi, że ktoś z zewnątrz tak mnie (błędnie?) postrzega 😀 !

Te słowa wywołały we mnie refleksję: no właśnie, jak to jest, że wszystko się nie sypie?!

Zacznę od tego, że w sumie owszem, nie jest źle 😉  ale prawda jest taka, że to, że dziecko potrzebuje rutyny jest duuużym plusem, bo sami możemy wtłoczyć siebie w jakieś ramy, jak tylko dziecko rutynę jako tako załapie. To dużo ułatwia.

Po drugie: ja nie ogarniam :D! bo tak naprawdę to OGARNIAMY. Gdyby nie mój wspaniały Małżon, i nasze partnerskie podejście do życia- było by chyba ze mną krucho 😉 żyła bym w syfie, i była bym 100 razy chudsza niż jestem teraz- a może właśnie dużo grubsza, bo żarła bym fast foody. Chociaż w sumie może i bym jakoś sobie radziła, bo bez jego pomocy musiała bym się bardziej sprężyć… całe szczęście nie muszę tego sprawdzać.

Do tego dochodzi też pomoc ze strony rodziny- nieocenione Babcie i Dziadkowie, wpadający potulić wnusię, i pospacerować z nią; albo to, że brat lubi prace ogrodowe, dlatego jeszcze nie zniknęliśmy w chwastach, a w tym czasie Bratowa bawi się z Tosiaczkiem. To wszystko sprawia, że mam czasem czas dla siebie- czytaj: MAM CZAS POWALCZYĆ ZE STERTĄ CIUCHÓW DO PRASOWANIA, albo posprzątać coś na szybko.

Jeśli chodzi o pieluchy wielorazowe- to zupełnie nie pochłania więcej czasu! Po prostu zamiast do śmietnika wrzuca się do pralki 😀 a potem rozwiesza wraz z pozostałym praniem na suszarce.

Ostatnio wpadłyśmy z Antoniną w „cug” chustowy, co oznacza, że córcia wisi na mnie większą część dnia; z tej okazji mogę porobić trochę więcej rzeczy niż wcześniej :) np mogę skosić trawnik (ach! moja największa ogrodowa przyjemność z czasów ciąży :D), czy spokojnie rozwiesić pranie, bo z wszelakich czynności odbywających się w pozycji stojącej i w ruchu obydwie czerpiemy przyjemność- Tosia nie musi upominać się o moją uwagę, a ja nie muszę się spinać, bo dziecko jęczy.

 

Oprócz tego Antosia wreszcie wróciła do swojej dłuższej drzemki popołudniowej, co sprawia, że mogę coś napisać 😀 Dawniej pisałam z dzieckiem śpiącym „na cycku”- ona często nie wypuszczała piersi z buźki, nawet przez sen, siedziałam więc uziemiona, za to z kompem pod ręką! I w ten sposób miałam czas na blogowanie :). Teraz Tosia czasem łaskawie mnie puści, ale co chwila łypie oczkiem czy jestem obok- siłą rzeczy siedzę obok i piszę 😀 Myślę, że gdyby Antosia spała przykładnie jak inne dzieci- tzn w łóżeczku, zupełnie sama, chatę miała bym na błysk, ogródek ukwiecony, za to blog by nie istniał :) A szczerze mówiąc- pisanie przynosi mi kupę radości.

Mamy z Panem Tatą całkiem fajną ustawkę sprzątaniową, która sama z siebie się utworzyła, i jakoś to leci.

Jedyna rzecz, która mi całkiem umyka to gotowanie- zawsze było to moją piętą achillesową, do robienia obiadu szykuję się jak do olimpiady, obkładam przepisami i planuję pół tygodnia każdy ruch. Całe szczęście mój Małżonek Szacowny ma gotowanie w małym palcu, i wypasione dania robi od niechcenia, zupełnie bez wysiłkowo, i dzięki temu jeszcze nie skonałam z głodu. Pewnie gdybym przed ciążą nie należała do grona tzw „chujowych pań domu” (wybaczcie ten przyjęty już społecznie slogan) było by dużo łatwiej; jednak zanim zaszłam w ciąże w kuchni nie robiłam nic, co nie było herbatą, jajecznicą czy porządkami, więc mimo, że później polubiłam pichcenie, nadal przychodzi mi to z wysiłkiem. Aż drżę na myśl co to będzie, jak skończę karmić piersią, i trzeba będzie gotować dla dziecka :( Z drugiej strony ja jestem istotą zupełnie nie wymagającą pod względem kulinarnym, najlepiej jest dla mnie wrzucić papu do parowara, i wrócić po nie jak maszynka zapiszczy- zdrowo, łatwo i przyjemnie 😉 i coś takiego też jest dobre dla dziecka. Może jednak nie będzie tak źle… 😉

I tak to sobie po kawałku radzimy- krok po kroczku, jako drużyna. I nie ma w tym nic niezwykłego, ba- na pewno inni radzą sobie bez porównania lepiej! Jednak my układamy sobie świat według pewnej ważnej dla nas hierarchii- wolę, żeby sterta prania rosła a podłogi czasem się kleiły, byle by dziecko miało dosyć uwagi z naszej strony, i uśmiech na twarzy 😀

Dzielcie się mamusie i tatusiowie swoimi patentami na ogarnianie świata: czy macie tradycyjny podział ról damsko-męski? czy może jako partnerzy razem pchacie ten wózek z maleństwem, a gary zmywacie na zmianę? Czekam na wasze komentarze :*

Sciskam was mocno, i miłej niedzieli!

5 myśli nt. „Ogarnianie codzienności

  1. Anka

    :) ja porządku w domu nie ogarniam od kiedy Michalinka jest z nami, no chyba że szykuje się wizyta gości;). Jeszcze rok temu kiedy drzemka trwała 2-3godzinki w ciągu dnia, szyłam, robiłam kartki, czytałam książki a spać szła ok 20 to było tyle czasu;). A teraz czasem zdarza mi się zasnąć z nią w naszym łóżku, a właściwie zdarza się i przed nią (21.30). Ale NIGDY nie będę matką typu „idź się pobaw bo mama musi posprzątać”, tysiąc razy bardziej wolę usiąść z Misią na podłodze i pobawić się klockami nawet jeśli podłoga prosi o umycie a zlewozmywak żyje własnym życiem:D. A jak oglądamy bajki to rączka w rączkę, nóżka w nóżkę i razem komentujemy. Ooo, ale się rozpisałam ;). I perfekcyjną panią domu raczej nie zostanę, ale tak nam dobrze;).

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Zazdroszczę Ci tego zasypiania o 20:00 😀 Przedwczoraj zasnęła o 1:30, a wczoraj zasnęła owszem, o 20:00,ale o 23:30 już szukała piersi, i złapała mnie na całą noc!! A jakby mnie przypadkiem nie było- obudziła by się z płaczem, i usypianie zaczęło by się całkiem od nowa… ale dzięki temu mogę powiedzieć, że nigdy w życiu tak wcześnie nie chodziłam do łóżka 😀

      Odpowiedz
  2. Ania

    „(…) my układamy sobie świat według pewnej ważnej dla nas hierarchii- wolę, żeby sterta prania rosła a podłogi czasem się kleiły, byle by dziecko miało dosyć uwagi z naszej strony, i uśmiech na twarzy :D”.

    ogarniasz kochana pięknie. Jak dla mnie to jesteś mistrzem :)

    Odpowiedz
  3. Pingback: Syzyfowe prace | e-Mama pisze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *