Pierwszy kalendarz adwentowy Tosi (i kolejny Tateła)

Witam moi drodzy!

Dzisiaj, na szybciutko, wpis spóźniony o jeden dzień.

Tak naprawdę cała sprawa była spóźniona o jeden dzień… a sprawa, o której mowa to

KALENDARZ ADWENTOWY.

Każdy z nas pamięta z dzieciństwa kolorowe kalendarze z okienkiem na każdy dzień adwentu; w okienku- czekoladka, a na 24 grudnia- wiadomo- największa! Rany, jak ja marzyłam za dziecięcia żeby mieć taki kalendarz na własność… ale nie dość, że wychowywaliśmy się w innych czasach, gdzie takie kalendarze mieli głównie tylko szczęściarze z wtykami za granicą, to jeszcze ja, jako najmłodszy berbeć w sporej gromadzie, mogłam sobie pomarzyć o czymkolwiek „tylko dla siebie”*…

Parę lat temu postanowiłam po raz pierwszy uszczęśliwić Małżona kalendarzem własnej roboty. Przeczesałam net w poszukiwaniu gotowców, do których wkłada się tylko drobiazg na każdy dzień, ale niestety nie znalazłam nic ciekawego. Zamiast tego naoglądałam się przeróżnych cudeniek w stylu ZRÓB TO SAM, i po długim kombinowaniu- wybrałam jeden wzór, który mogła by wykonać taka łamaga w temacie DIY jak ja. Poprosiłam o pomoc dwie koleżanki z pracy, i w wolnej chwili wyprodukowałyśmy 24 kolorowe pudełeczka. Zapakowałam do nich łakocie i drobiazgi, i muszę przyznać- efekt był dosyć fajny, a Małżon był zachwycony! -Ja zresztą też, widząc na jego twarzy uśmiech i błysk w oku jak u małego dziecka za każdym razem gdy rano wyszukiwał pudełko z odpowiednim numerem.

Małżon z pudełkami obszedł się łagodnie, więc ten sam kalendarz mogłam wykorzystać kilka lat z rzędu. W zeszłym roku za to upolowałam mój wymarzony gotowy kalendarz z przegródkami! Wyczaiłam go w gazetce reklamowej jednego ze sklepów, po czym od razu pojechałam go nabyć!

DSC_0990 (2)

Mam teraz dwa kalendarze… i dwa dzieciaki (licząc Małżona, ofkors!) do obdarowania!

Dziś miałam „wychodne”- Kokosek u Babci. W te pędy poleciałam do sklepu, i z wielką przyjemnością wymyślałam, co też mogę mojej małej Pyzie schować do kalendarza! Dla Tateła… no cóż, niech ma, będzie się opychał czekoladkami 😉

DSC_0977 DSC_0984

W moich kalendarzach znalazły się:

czekoladki (dla Tateła),cztery świeczki „tea light” zapachowe- na stroik adwentowy, bakalie i suszone owoce, sezamki, czekolada gorzka, ciasteczka typu „bebe”, naklejki (dwa arkusze), puzzle, bombka- Mikołaj, plastelina, papier kolorowy, słoiczki z owocowymi deserami (coś, czego Tosia właściwie nie zaznała w wersji gotowej), i kolejna książeczka z ukochanej serii Tosi (o tych ksiązeczkach muszę kiedyś napisać osobny post!).

Zabrałam się do roboty.

Pakowanie dla Małżona było szybką piłką:

DSC_0995 (2)

Jeśli chodzi o kalendarz dla Tosi- okazało się, że rozplanowanie drobiazgów wcale nie było łatwe, i zajęło mi sporo ponad godzinę. Chciałam, żeby wszędzie było coś dobrego, ale i jakiś drobiazg. Koniec końców stwierdziłam, że zakupione puzzle potraktuję jak zadanie na cały adwent, i co parę dni w pudełeczku znajdzie się fragment układanki! Do tego doszło zawijanie zdrowych słodkości (suszone owoce, bakalie) i słodkości ciut mniej zdrowych (kilka ciasteczek maślanych i dwie kostki gorzkiej czekolady! Takie grzeszki! 😉 ).

DSC_1005

Mój „warsztat”

Potem, gdy przyszło do pakowania tego wszystkiego, okazało się oczywiście, że… pudełka są za małe! Puzzle miały większy rozmiar, niż mi się zdawało. A może na odwrót- pudełka były mniejsze, niż pamiętałam 😉 Tak czy siak- upchałam co się dało, do reszty zrobiłam „odnośniki”, np mały rysunek przedstawiający słoiczek z deserkiem, albo ulepionego z plasteliny bałwanka, żeby wszystko było jasne (przynajmniej dla mnie, już ja Tosi wytłumaczę, jak będzie trzeba).

DSC_1009 (2)

No, wszystko rozplanowane, gotowe do pakowania!

DSC_1006

Na koniec- trzeba było gdzieś pudełka „zamontować”. Stwierdziłam, że patent, który stosowałam w poprzednich latach, powinien się Tosi spodobać; w ten sposób, jak co roku, w sypialni zawisł sznur lampek, a na nich kolorowe pudełeczka! A oto efekt:

DSC_1011

DSC_1013DSC_1018

Podoba się wam? Tosia, gdy dziś przywiozłam ją od Babci, oszalała z radości! Narysowałam jej na kartce cyfrę „2” i razem przechodziłyśmy od pudełka do pudełka porównując te dziwne znaczki, szukając tego właściwego. Gdy już rozpakowałyśmy, Tosia z radością wpakowała do buzi wszystkie cztery suszone miechunki, i zaczęła biegać dookoła z pierwszą adwentową (spóźnioną) świeczką. Zrobienie tego kalendarza trochę czasu mi zajęło, ale dla takiego widoku- warto było!

A wy jak, drogie mamy, drodzy tatusiowie- szykujecie dla swoich pociech kalendarze? Kupujecie czekoladowe z wesołym Mikołajem? Robicie sami? Macie gotowe? Co do nich wkładacie? Piszcie, piszcie! Uściski dla was!

*Musowa nauka dzielenia się… a nie, tak jak teraz- „kupię ci takie samo, dobrze?”

3 myśli nt. „Pierwszy kalendarz adwentowy Tosi (i kolejny Tateła)

  1. Paulina

    Tym razem Mama pomyślunkiem wymiata =) Bardzo mi się podoba, może chcesz mnie adoptować?
    Ja mam troszkę inny kalendarz adwentowy, zamiast cukierków dostaję uśmieszki za każdy dzień bez słodyczy. Taka forma motywacji, żeby zrzucić nadprogramowe kilogramy pociążowe.

    Odpowiedz
  2. Kinia - mama Marianny

    No to kalendarz dotarł do końca swego użytkowania dziś i z tej okazji pragnę zyczyc Wam w ten świąteczny czas zdrowia, uśmiechu, rodzinnej atmosfery oraz niespiesznego trwania w te ostatnie dni roku :-) :-*

    Odpowiedz
  3. Kinia - mama Marianny

    Cos za długa ta cisza … Mam nadzieje, że u Was wszystko w porządku? Czekam na kolejne wiadomości z Waszego żywota :-) pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *