Spanie stoi na głowie.

To spanie w ciągu dnia to jakaś porażka.

Zanosiło się na fajną rutynę:

-Pobudka Tosi koło 8mej, gdzieś do 9 max kulamy się wesoło po łóżku, w którym to czasie ja usiłuję otworzyć do końca powieki- mają z rana jakiś taki dziwny zwyczaj zamykać się przy mruganiu na dłużej niż im wypada…

-śniadanko- oczywiście w doskonałym nastroju, bo jakże by inaczej;

-hulanki i swawole w domu, z uwzględnieniem tuptania gdzie popadnie, czytania książeczek, robienia AKUKU, i miliarda innych rzeczy;

-Koło 11:30, po krótkiej walce- SPANIE W ŁÓŻECZKU. No bo przecież już po pierwszym dniu wszystko wskazywało na to, że zaskoczył trybik, i Tosia będzie ładnie zasypiać…

Po jakimś czasie drzemka zaczęła się coraz bardziej przesuwać w czasie (bunt, bunt, bunt na pokładzie!), więc wymyśliłam, że odrobina powietrza powinna dobrze zrobić, i trzeba przed spaniem uskutecznić choć chwilę spaceru. Jednak jak to uczynić, żeby nie zasnęła w wózku, jak to dawniej bywało (to właśnie powód wycofania porannych spacerów z rutyny)? No jak to co? Wyjść na spacer przed dom, i potuptać w siną dal! :) Nie ważne, że koleiny śniegowe wyższe niż Tosia, nie (no dobra, przesadziłam… ale lodu jest co nie miara!)?

Wychodzenie w ten sposób na spacery ewidentnie się Tosi spodobało, zwłaszcza to, jak odwiedzamy nasze KO KO, lub chowamy się przed psem za furtką, a potem dajemy mu oblizywać rączki (piesek robi AM AM!). Dzisiaj to nawet był szał, bo dziewczynki z sąsiedniego domu nam machały przez okno! Ale było fajnie!

Problem w tym, że urozmaicenie nic nie pomogło…

Na początku usypianie wyglądało tak, że po jakimś tam czasie buntu (w najlepszym dniu rekordowo: TYLKO 3 minuty płaczu) Tosia usypiała, na swoją standardową czterdziestkę (UWAGA- naliczanie sekundowe). Od czwartku płacz (z przerwami na uspokajanie) trwa… godzinę, albo i gorzej… po czym Tosia zwyczajnie zaczyna bawić się w łóżeczku!! Gdy zabawa trwa w najlepsze, i już wiem, że ze spania nici, wypuszczam żuczka z łóżeczka, po czym okazuje się, że mój szkrabik POTYKA SIĘ O WŁASNE KOŃCZYNY ZE ZMĘCZENIA! Oczywiście po jakimś czasie woła: CI CI!! Mama przystawia, a dziecko w ciągu dwóch minut potrafi odpłynąć. Za pierwszym razem gdy zaczęła odpadać spróbowałam położyć ją w łóżeczku, co poskutkowało gwałtownym rykiem, i zupełnym rozbudzeniem. I tak w koło Macieju… O LA BOGA, co tu robić?! Dzisiaj Małżon przejął stery, i przez godzinę był ryk, z czego większą część tego czasu Tateł stał koło łóżeczka i przemawiał czule; co z tego, skoro Tosi nie wyjął „na stałe”? Żadne czułe słówka nie powstrzymają gorzkiego żalu biednej uwięzionej w łóżkowej wieży Księżniczki Antoniny… Po stu latach (czy może po pół godziny, nie wiem, już się gubię) Tosia zaczęła się bawić (i co chwila zawadiacko pokrzykiwać: MAMAAA, TATAAA!), po czym zorientowała się, że zamek „drzwi” do łóżeczka jest zepsuty, i dosyć łatwo można się wymknąć. Już po chwili przyszła do nas do kuchni, z miną cwaniaka. Co za życie…

No okej, to jemy zupkę, i lecimy na kawę do Mamy Ewy z Ulicy Spacerowej.

Ulica zwana na potrzeby bloga Ulicą Spacerową jest bardzo niedaleko od naszej Ulicy (nazwijmy ją na potrzeby tego zdania Ulicą Zadupiową), daliśmy więc sobie spokój z wózkami czy autami, ubraliśmy buty, kurtki, i WIO. Trochę nawet Tosia tuptała sobie z nami za rączkę, mimo oblodzenia na Ulicy Zadupiowej :) Po jakimś czasie Tateł wziął ją jednak na ręce, żebyśmy zdążyli dojść przed zmierzchem na tą kawę (bo była już godzina 16 niemal), i wtedy… Tosia zaśpiewała sobie błyskawiczną kołysankę i odpadła. W pięć sekund.

!

!!!!!!!!!!!!

!!!!!!!!!!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie mam słów.

No okej, idziemy, najwyżej pośpi u Mamy Ewy.

Obudziła się, jak tylko weszliśmy za drzwi.

Oczywiście zyskała nowe siły, i zasuwała niestrudzenie jak chomik w kółku przez imponująco długi czas! Zaczęła wymiękać coś przed szóstą. Wyszliśmy więc w stronę domu, i wtedy Tosia ZNÓW ZASNĘŁA! I tym razem nie obudziło jej nawet piszczenie stęsknionego psa, witającego nas tak, jakbyśmy wrócili po pół roku!

Ja się pytam:

CO TEN KOKOS WYRABIA Z TYM SPANIEM? CO JA MAM Z NIĄ ZROBIĆ?

Ręce opadają.

Dobranoc.

 

PS. Gwoli wyjaśnienia: usypianie u nas NIE POLEGA na wypłakiwaniu. Wypłakiwanie jest efektem ubocznym faktu, że Tosia jest w łóżeczku (w celu innym niż zabawa). To na nią tak działa, i nic na to nie poradzę, taka uroda (jakbym wiedziała, co poradzić, to już dawno Tosia spała by w ciągu dnia, a ja miała bym szansę na bezstresowe sprzątanie/gotowanie czy cokolwiek tam te szczęśliwe kury domowe czynią gdy słońce świeci).

PS2. Łudzę się nadzieją, że może to przez zęby. Bo idą następne.

6 myśli nt. „Spanie stoi na głowie.

  1. Padre

    To musiało być bardzo dawno temu, moja mama mi opowiadała, że na larmiyrzy była jedna metoda- do pieluszki dawało się mak, a po związaniu podawało się do ssania, zamiast smoczka. Podobnoż delikwent zasypiał i spał, spał. Musiało to być bardzo dawno temu, bo mama zapewniała, że na mnie tego nie stosowała, w co muszę wierzyć!!!

    Odpowiedz
  2. Nati

    Wspolczuje i Tobie i sobie jednoczesnie :-(
    Moja prawie 9-mies corcia w dzen spi po 15 min do godziny (szczyt mozliwosci i mojego zdumienia) ale to nic, bo najgorsze jest to, ze w nocy budzi sie co chwile ! :-( tzn co godz czasem nawet co pol… koszmarrr i to bez wzgledu na to czy spi obok mnie czy w lozeczku. Tez sobie tlumacze, ze moze w koncu idzie ten trzeci (!) zab i cos wyjsc nie moze :-p
    Powodzonka z Tosienka, moze to tylko taki etap 😀

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Hej hej Nati! Dzięki za komentarz! Rany, też przechodziliśmy takie męki nocne, jeszcze całkiem niedawno… do tej pory sen nocny nie jest w 100% ogarnięty, choć jest o niebo lepiej! W tej chwili jak piszę ten komentarz, Małżon usiłuje spacyfikować Tosię na piętrze, bo koło północy się wybudziła, i za nic nie potrafi się uspokoić…skończyło się tym, że po tajniacku zniosłam swoją pościel na dół, a Tateł wziął Tosię do łóżka, żeby choć cień szansy na wyspanie był, a żeby T nie spała z piersią w dzióbku :( A to chyba wszystko przez te zęby własnie :( Powodzenia dla Ciebie i Twojej kruszynki. PS. Karmisz piersią? Bo 90% ludzi tłumaczy mi, że problemy ze spaniem miną jak tylko odstawię… no nic, będziemy się musieli jeszcze pomęczyć 😉 mam inne priorytety 😀 Ale jeśli u Ciebie to nie to, to pewnie zęby.A wcześniej też były takie akcje? Ciekawa jestem ;)! Uściski!

      Odpowiedz
  3. Ziarenko

    Ja myślę, że porę snu dziennego sobie po prostu zmienia na godzinę późniejszą i tyle. Może też chcieć zasnąć w innym miejscu niż łóżeczko. Ja z Nataszą tak miałam, że w ogóle długo spała mi dwa razy dziennie, a potem zaczęła zasypiać tylko raz i to dopiero koło godziny 15.00….

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Ziarenko kochane, sęk w tym, że Tosinka NIGDY w łóżeczku spać nie chciała :( i ja się zgodzę, że pewnie wolała by gdzieś indziej, ale problem jest w tym, że np: ja nie mam siły już pchać wózka przez zaspy, albo temperatura za niska na wyjścia z podziębionym dzieckiem, albo: nie chcę, żeby nauczyła się, że sypia zawsze w samochodzie, itp. Poza tym ona już od tej 12:00 naprawdę ledwo na oczy patrzy, potyka się o własne kończyny, trze nos i oczka, i popłakuje ze zmęczenia. Bunt jest związany z łóżeczkiem. I nie wiem, jak to pokonać. A niestety nie da rady, żeby T spała wiecznie na moich rękach, zwłaszcza, że kiedyś jednak trzeba będzie wrócić do pracy, i wtedy może być ciężko zostawić ją w sytuacji, że w ogóle nie umie spać :(

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *