Archiwa tagu: Karmienie piersią

O rzezi zwanej odstawianiem.

No muszę, muszę! Inaczej się uduszę!

Łażę po domu, odbijam się od ścian, i łapię się na tym, że jak schizofrenik rozmawiam ze swoim wyimaginowanym przyjacielem… czyli rozmyślam, co bym do was napisała, gdybym siadła do pisania.

A napisała bym dużo. Co dzień coś nowego myślę do was. Bo dzieje się miliard rzeczy.

Zacznę od tego co jest mocno na czasie, a jak kiedyś będzie okazja, to… to się zobaczy.

Najpierw się pochwalę, że właśnie odbębniłam swój pierwszy (PIERWSZY!) okres od… od dwóch lat i ośmiu miesięcy! TYYYYLE WYGRAĆ! Czad, nie?…………… (tu jest miejsce na gratulacje od was, że tak długo mój wychudzony organizm walczył o moją wygodę!). Trochę biłam się z myślami, czy pisać takie coś na forum, ale stwierdziłam, że cały blog jest o cyckach i o małym czymś, co się poczęło w tamtych okolicach co okres, więc piszę. Poza tym- zapewne 99% czytaczy to babeczki, i nic co okresowe nie jest im obce. Chłopy mogą przekrztusić się przez ten fragment, i przeskoczyć do czegoś, co może ich zakrztusić jeszcze bardziej, bowiem będzie znowu o…cyckach.

Czyli:

ODSTAWIANIE OD PIERSI- w toku.

Co to znaczy: odstawianie w toku? Well… zabrałam się za to od zupełnie innej strony, niż było w planach.

Czytaj dalej

Dieta matki karmiącej- rewizja poglądów

Hej hej,

Było ostatnio o długim karmieniu piersią, pora napisać więc coś o diecie matki karmiącej, z perspektywy mego umiarkowanie długiego karmienia.

Gdy ostatnio pisałam o tym, co powinna jeść mama karmiąca swym mlekiem maluszka (TU-KLIK!), sama byłam na etapie poszukiwań, a do tego na etapie kosmicznych kolek u mojego tyciego wtedy jeszcze, i oblanego kochańskimi fałdkami żuczka. W najlepszej wierze, i według mojej najlepszej wiedzy i świadomości- napisałam ściągę, która w dodatku była zrobiona „na zamówienie” dla jednej koleżanki „po fachu”.

I wiecie co śmiesznego się wydarzyło?

Tego samego dnia akurat komentowałam coś na jednym z gloryfikowanych blogów parentingowych, i zostawiłam tam naiwnie swój adres stronki (w myśl hasła: mamy całego świata- łączcie się w internetach!). Następnego dnia na fanpejdżu owego gloryfikowanego bloga pojawił się wpis, że w jakim świecie my żyjemy, że ktoś tam bzdury znowu wypisuje, i że jaskiniowcy i w ogóle ciemnota, bo dieta matki karmiącej nie istnieje! No okej, dzisiaj mogę się pod tym też podpisać, że nie istnieje dieta matki karmiącej, ale wracam z kolei do tego zdania, że świat laktacyjny ma swoje brzydkie oblicze (w poprzednim wpisie o tym miałczałam) – to była moja pierwsza z nim styczność… naiwna chęć pomagania innym mamom, a tu taki strzał w pysk… ech, pobudka, mamo droga… swoją drogą ciekawa jestem, czy owa blogerka tak na lajcie pisała by o jedzeniu wszystkiego, gdyby dziecko płakało by i prężyło się tygodniami, a po niektórych posiłkach stan by się nasilał. Łatwo pisać nam, karmiącym duże zuchy!

Ale jako, że mój zuch już brzuszek ma dojrzały, i na karmienie patrzę trzeźwo, bez panicznych emocji nowicjuszki- mogę napisać o diecie tak (co w zasadzie tak wiele nie odbiega od mojego pierwszego wpisu na ten temat):

DROGIE MAMY! Jedzcie zdrowo! Jedzcie smacznie! Jedzcie tak, żebyście nie chodziły głodne, ani przejedzone ;). Jedzcie dla dwojga, a nie za dwoje. A do tego obserwujcie wasze dzieci, i jeśli coś wywoła wasz niepokój po zjedzeniu jakiejś potrawy- odstawcie, przeczekajcie, spróbujcie ponownie! Choć tak właściwie kłopoty u maluszka wcale nie muszą być związane z jedzeniem.

Dawniej nie wiedziałam, że mleko produkowane jest Z KRWI MATKI, a nie np skądś z przewodu pokarmowego (?). Właściwie zupełnie się nie zastanawiałam, jak funkcjonuje ten mechanizm. Z drugiej strony- jeśli smak czosnku ze zjedzonej przez nas potrawy przenika do mleka, to co będzie przenikać, a co nie? Temat jest rozległy, i pewnie jeszcze sto lat badań nie będzie w stanie go zgłębić do samego dna, ale jasne jest to, że zdrowe jedzenie może wam samym tylko wyjść… no cóż- NA ZDROWIE! :)

Co do alergenów- co by nie pisali w internetach… ja bym była ostrożna. A przynajmniej spokojna i niespieszna, i wprowadzała je do swego menu świadomie (czyt: jem orzechy, mniam mniam, ale PAMIĘTAM O TYM, że je spożywam. tak na wszelki wypadek). Zwłaszcza, jeśli któryś rodzic ma tendencje do alergii. Ale tak na prawdę każdy ma swój rozum, swój instynkt, i może się nim kierować wedle swego życzenia. Zresztą komentarze pod poprzednim wpisem o diecie właśnie o tym mówiły, żeby kierować się rozsądkiem :) ale podarowałam sobie edytowanie tego wszystkiego.

To chyba tyle na temat! Ściski!

A na koniec wrzucam link do fajnej nuty na YT, promującej karmienie. Wpada w ucho! :)

MÓJ MANIFEST- rzecz o długim karmieniu piersią

CZEŚĆ WSZYSCY. MAM NA IMIĘ KAROLINA. KARMIĘ PIERSIĄ OD PONAD 18 MIESIĘCY.

(Tutaj- jak na każdej grupie wsparcia- następuje zachęcające machanie i chóralna odpowiedź wszystkich: CZEŚĆ KAROLINA…)

Pewnie wielu z was nie wiedziało, że dalej karmię. Może część pomyślała: cooo?? DALEJ KARMI? Inni postukali się w głowę, a jeszcze inni przybili mi mentalną piątkę (mam nadzieję, że tych ostatnich było najwięcej!).

Jakoś wcześniej o tym nie pisałam, bo inne tematy były na tapecie. Teraz jednakże postanowiłam wyskoczyć z moim małym manifestem, bo dużo się dzieje w tym temacie.

Od samego początku założyłam, że będę karmić do drugiego roku życia. Czemu?- powód banalny: bo moja siostra tyle karmiła. W sumie to gdy byłam w ciąży niewiele o tym myślałam, no bo jakoś to będzie… nie zastanawiałam się, czy to dużo, czy mało. Generalnie myślę, że otoczenie kobiety bardzo wpływa na to, ile- i czy w ogóle- karmi piersią. Sęk w tym, że teraz otoczenie większości kobiet jest… nastawione na to, że karmienie mlekiem modyfikowanym jest NATURALNIEJSZE- może nie w sensie pochodzenia pokarmu, ale jeśli chodzi o wybór- normalniejsze jest dziś karmienie butelką. A TO MOIM ZDANIEM SMUTNE…ale- jak podkreślam- to MOJE zdanie. Bo to MÓJ manifest.

1 czerwca rusza akcja flashmobowa „KARMIĄCE CYCE NA ULICE” (nazwa kogoś może burzyć, innych nie, kto co lubi): kobiety karmiące zrzeszają się w różnych miastach Polski, i o określonych porach będą… karmić dzieci (chętne aktywistki odsyłam do wydarzenia na fb) :). Akcja ma na celu uświadomienie społeczeństwu, że karmienie w miejscach publicznych jest rzeczą jak najbardziej normalną.

Wiecie co?

Smucą mnie takie akcje.

albo powiem inaczej:

Smuci mnie potrzeba organizowania takich akcji.

Dla mnie karmienie piersią jest tak samo naturalne jak oddychanie (taaak, kaszel też nam się czasem zdarza w tym temacie…), chodzenie, mruganie.

Okej, dla mnie tak jest, dla kogoś może nie być… ale… żyjcie, i pozwólcie żyć innym! Na zasadzie: jak długo nie robię wam krzywdy- pozwólcie mi robić swoje!

Szokuje mnie to, że czasem kobieta karmiąca spotyka się z atakami dotyczącymi karmienia w miejscu publicznym;mnie to całe szczęście nigdy nie spotkało, ale słyszałam już nie jedno. A powiedzmy sobie szczerze: karmienie odsłania mniej piersi, niż noszenie większości modnych teraz bluzek! Byle gazetka reklamowa pokazuje więcej golizny niż karmiąca mama, a przecież reklamy nie wzburzają publiki do takiego stopnia jak temat publicznego karmienia.

Kogoś brzydzi dziecko pijące mleko mamy? Proszę bardzo- mnie mogą na przykład brzydzić obleśnie tłuści- z ewidentnego zaniedbania- ludzie wpieprzający kebaby na mieście, a przecież centrum miasta to miejsce publiczne! Brzydzą mnie niedomyci menele pijący publicznie na ławeczce, a ludzie przecież mijają ich bez komentarza. Brzydzą mnie ludzie wyrzucający filtr papierocha GDZIEBĄDŹ (poza koszem, oczywiście!) i chuchający w moją stronę śmierdzącym dymem… można tak bez końca…

Nigdy nie wytknęłam palcem otyłej osoby zajadającej „Maka”; nigdy nie opieprzyłam menela, ani palacza (może powinnam zacząć tak robić?! hmmm) …

Skąd więc ten jad w stronę publicznego karmienia?

 

Karmię ponad 18 miesięcy; czasem marzę, żeby wreszcie odstawić Tosię, bo mam serdecznie dość jej ciągłego „wiszenia” na piersi. Są też dni, kiedy gdzieś w głębi mojej głowy czai się pomysł do doczekania do samoodstawienia… ale szczerze- tutaj presja społeczna też robi swoje. Mi raczej nikt nigdy wprost nic nie powiedział, ale komentarze są kierowane do… uwaga… TOSI! Spotkałam się już z hasłem, które podniosło mi ciśnienie, rzuconym przez lubianą przeze mnie panią: „KONIEC JUŻ TEGO DOBREGO! NIE MA JUŻ CYCUSIA! ZOSTAW MAMUSIĘ! DAJ JEJ SPOKÓJ!”- Szczerze- Tosinka się trochę przestraszyła, co też ta Pani mówi, i od razu panicznie zaczęła macać pod moją bluzką… bo jak to „nie ma”?

aaa, cofam: owszem, powiedziano mi coś wprost: wizyta lekarska, ok 16 miesiąca życia Tosi, złapałam jakieś tam zapalenie gardła, czy inne coś.

Lekarz: proszę, oto antybiotyk.

Ja: czy mogę podczas karmienia?

L: Tak. Wprawdzie przenika do mleka, ale nic się nie powinno dziać. Jeśli wystąpi wysypka, to należy odstawić dziecko na kilka dni (!). Albo najlepiej w ogóle odstawić (!!). Dosyć już tego dobrego (!!!).

No i sam to lekarz powiedział: dosyć tego DOBREGO. Czy ja mogła bym odmówić mojemu dziecku czegoś naprawdę DOBREGO?

Wrzuciłam ten komentarz do worka z: FAAAAJNIE DUPCYSZ GÓPOTY, zawiązałam sznurkiem zrobionym z: JAAA, MMMHMMM… i robię dalej swoje.

Sęk właśnie w tym, że według mojej wiedzy* mleko matki jest NAJLEPSZYM co mogę dać do jedzenia swojemu dziecku. A że tak się składa, że na temat naszego dziecka to JA i TATEŁ podejmujemy decyzje (a Tateł w dużej mierze mnie popiera), to karmię, i karmić będę, do odwołania. A wszystkie „ciocie dobre rady” mogą sobie te właśnie dobre rady schować… w kieszeń. O!

Pierś jest dla dziecka nie tylko źródłem pokarmu; jest także źródłem komfortu emocjonalnego, synonimem bliskości. Od urodzenia życie dziecka, które jeszcze świata nie rozumiało, kręciło się wokół piersi- to taki mały środek galaktyki dziecka. Nie będę tu wymieniać wszystkich plusów karmienia, bo nie o to chodzi. Tosia szuka piersi nie tylko gdy jest głodna, ale np: gdy dzieje się za dużo, gdy przychodzi ktoś obcy, gdy jesteśmy w obcym miejscu, gdy nasila się ząbkowanie, gdy jest chora. Nie mam zamiaru jej tego odbierać (póki mam jeszcze na to wszystko siłę)!

Z drugiej strony: smutne jest też to, że druga strona medalu (czyt: brygada krzewicielek karmienia) też ma swoją brzydką twarz… należę do pewnej grupy wsparcia na fb, do tego czytam sporo blogów, i po ponad półtora roku mam pewne obserwacje:  w „świecie laktacyjnym” spotyka się nie tylko „siostrzane” wsparcie karmiących, ale także zupełny brak tolerancji dla słabości, niewiedzy, a jeśli ktoś gdzieś wspomni, że nie ma już siły, że myśli o odstawieniu (np po „tylko” roku karmienia), to lepiej nie gadać jakie są czasem reakcje… a szkoda, bo przecież kobieta, która chciała dać poprzez karmienie piersią najlepsze co tylko może swemu dziecku- może zwyczajnie już być zmęczona bezsennymi nocami, obgryzaniem sutków, czy czymkolwiek innym, i podczas odstawiania dziecka może tym bardziej potrzebować wsparcia. Bo odstawienie może być ciężką próbą emocjonalną nie tylko dla dziecka, ale i matki (czasem chyba nawet bardziej dla matki!). A przecież taka mama może mieć następne dzieci, które potrzebowały by piersi, więc traumatyczny na koniec poprzedniego karmienia nie jest dobrze wróżąca na przyszłość… ale co ja tam wiem.

Kolejny punkt: smuci mnie, że kobiety muszą polegać właśnie na takich rzeczach jak facebookowe grupy wsparcia; wsparcie ze strony służby zdrowia jest raczej znikome, kobiety po porodzie częstokroć są zostawiane same sobie, lub dzieci od razu zapychane są mlekiem modyfikowanym, co potem utrudnia rozpoczęcie przystawiania do piersi. Do tego przez to, że nasze matki w większości karmiły nas butelką- zanikła tradycja rodzinnego wspomagania, uczenia karmienia przez starsze Matki rodu. A szkoda, bo to pewnie bardzo by zbliżało pokolenia kobiet, i było wielce pożyteczne dla naszych pociech.

Tutaj koniecznie muszę polecić szpital, w którym rodziłam Tosię, dla każdej mamy chcącej karmić piersią: SIMIN- Śląski Instytut Matki I Noworodka w Chorzowie to Szpital Przyjazny Noworodkowi, czyli spełniający wszystkie warunki w stylu: skóra do skóry zaraz po porodzie/kangurowanie Taty w wypadku cesarki (Tateł był przeszczęśliwy!), pomoc przy nauce karmienia czy kąpieli, i co tam jeszcze tego naszego Noworodka uszczęśliwi ;). Byłam zachwycona, i muszę powiedzieć, że z moim podejściem: jakoś to będzie- pewnie bym nie karmiła, gdyby nie pomocne Panie Położne z noworodkowego w SIMINIe. Jestem im bardzo wdzięczna za pomoc.

Do tego każdej matce zaczynającej karmienie polecam blogi:

HAFIJA – duża wiedza merytoryczna (na tym zakończę komentarz tego bloga)

MLECZNEWSPARCIE – również szacun za dużą wiedzę i wyjaśnienia natury medycznej,

oraz mój ukochany, numer jeden wśród blogów parentingowych:

MATAJA – trzy bardzo mądre mamy piszą z jajem i z potężnym zapleczem jeśli chodzi o źródła 😉 Moja jazda jeśli chodzi o sposób pisania! Polecam!

Drogi czytelniku! Jeśli dotrwałeś do końca tego wpisu, mówię Ci: RISPEKT! Należy Ci się za to uścisk dłoni prezesa, albo bukiet goździków, ale że lubię nagłe zwroty akcji tudzież ataki nonsensu, dostaniesz zdjęcie pt PIĘKNA I BESTIA. Bo tak.

piękna i bestia

Próbowałam usunąć przyczajoną nogę tateła. Nie poszło, nie chciałam psa łap pozbawiać ;)

I mam nadzieję, że DO WKRÓTCE. Bo mam milion tematów zaległych, kwitnących w szkicach 😉

Dziś pożegnam was gromkim okrzykiem tematycznym:
CIIII CIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ciao 😉

*Według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) dziecko powinno być karmione WYŁĄCZNIE piersią (na żądanie) do 6 m-ca życia (wszelakie zupki, papki, marcheweczki i gluteny PO 6 m-cu), a karmienie piersią po rozszerzeniu diety powinno być kontynuowane CONAJMNIEJ do 2 r.ż (czyli można spokojnie karmić dalej).

Dieta matki karmiącej piersią

 

20140609_122736

Talerzyk pełen zdrowia, ale czy odpowiedni dla mamy karmiącej?

Halo Drogie Mamy! I Drodzy Tatusiowie też, a co!

 

2013-11-03 16.15.53

Pure love

Po raz pierwszy piszę post „na zamówienie”; jedna z moich koleżanek jest tuż, tuż przed rozwiązaniem, i powiedziała, że chętnie dokształciła by się w temacie tego, co powinna jeść karmiąc piersią. Post ten skierowany jest głownie do tych mam, które zaczynają swoją „drogę mleczną”, a także do tatusiów, bo ich często afektuje fakt zmiany diety w domu (tego wam życzę, drodzy tatusiowie, bo trochę zdrowego jedzenia wam nie zaszkodzi 😉 ), a także dla tego, że często to właśnie tatusiowie na początku gotują dla zmęczonych porodem i obolałych mam.

Na początku, jeśli to czytasz mamo karmiąca- gratuluję Ci wspaniałego wyboru,
wyboru karmienia piersią! Moim zdaniem jest to coś niesamowicie pięknego, budującego silną więź między Tobą a maluszkiem, a oprócz tego- dajesz dziecku najlepsze, co może dostać na tym etapie życia: zdrowe jedzonko, poczucie bezpieczeństwa i bliskość mamy- przytulenie i posiłek w akompaniamencie bicia Twojego serca. Trzymam za was kciuki, i życzę wielu pięknych chwil podczas wspólnego tulenia.

 

 

UWAGA, Poniższy wpis nie zastąpi porady lekarskiej, może jedynie stanowić sugestie w kwestii żywienia. W przypadku wystąpienia problemów u dziecka (lub matki), sugeruję spotkać się z lekarzem w celu zbadania przyczyny.

A teraz – do konkretów :)

Jeśli chodzi o dietę matki karmiącej, to- generalizując- jest to po prostu dieta lekka, i zdrowa. Prawda jest taka, że każde dziecko ma inny organizm, i na różne rzeczy każde dziecko może różnie reagować, więc w większości rozwijanie naszej diety musi być połączone z wnikliwą obserwacją, jest jednak kilka szczegółów, których możemy się trzymać na początku. Poniżej kilka generalnych uwag, które później nieco rozwinę.

 

Po pierwsze: Jedzmy zdrowo, świeżo, pełnoziarniście, urozmaicenie 😉 Jedzmy kasze, ryże, warzywa, nabiał, mięsa, ryby, czyli prawie wszystko, co na standardowej piramidzie żywienia (wyjątkiem są alergeny i potrawy wzdymające, czytaj dalej).

piramida_zywienia_str_18

piramida ze strony samodzielni.pl

 

Po drugie: Jemy potrawy lekkie; unikamy potraw smażonych, mocno przyprawionych, ciężkostrawnych, używajmy zawsze świeżych półproduktów; brzuszek dziecka jest jeszcze nie do końca wykształcony, a część tego, co jemy my, trafia do niego z mlekiem. Jednak- nie popadajmy w paranoje- jeśli, droga mamo, w ciąży zajadałaś się ostrymi papryczkami, myślę, że czasem możesz użyć pieprzu ;).

Po trzecie: Sposób przyrządzania się liczy; stawiajcie na potrawy z parowara, gotowane, duszone, ewentualnie pieczone raczej niż smażone. Z własnego doświadczenia wiem, że grill też nie za dobrze służy- było nie było: na tradycyjnym grillu cały ten opar z brykietu wchodzi w jedzenie. Natomiast myślę, że patelnia grillowa bez tłuszczu jest OK.

Po czwarte: unikamy potraw wzdymających; małe dziecko nie ogarnia na początku „techniki puszczania bączków”- coś, co nam przychodzi zupełnie bezmyślnie ( 😀 ), dla dziecka jest filozofią nie do ogarnięcia, bo przecież z jednej strony trzeba się naprężać, i pchać (jelitka), z drugiej coś rozluźniać (odbycik), i jak niby można naciskać i rozluźniać na raz?!?!

Po piąte: uważamy na alergeny!! Jest kilka rzeczy, z którymi trzeba uważać, bo mogą mocno uczulić, rozszerzanie swojej diety o te rzeczy musi być powolne, ostrożne, stopniowe, i połączone z wnikliwą obserwacją. Do alergenów może też niestety należeć nabiał, bo wiele dzieci cierpi z powodu nietolerancji laktozy. Unikajmy też owoców pestkowych, pestki niektórych z nich zawierają substancję zwaną kwasem pruskim, która do najzdrowszych nie należy.

Po szóste: Używajmy mało soli. A najlepiej w ogóle. No dobra, niech będzie, że mało 😉

Po siódme: Chemicznemu żarełku mówimy NIE! Darujmy sobie wszelakie fast foody, dodatki chemiczne, wzmacniacze smaku i zapachu, coca cole itp.To karmienie na prawdę nie trwa wiecznie, a waszemu ciału też to zrobi dobrze.

Po ósme: Lepiej często i mało, niż rzadko a dużo! Warto zjeść więcej razy dziennie, niż trzy tradycyjne, duże i zapychające posiłki. Miej pod ręką jabłko, marchewkę, lub np kanapkę, przy częstym karmieniu możesz porządnie zgłodnieć!

Po dziewiąte i ostatnie (wiem, wiem, zupełnie zbędnie to piszę): ALKOHOL???PAPIEROSY??NARKOTYKI??? Sami wiecie… STANOWCZE NIE! 

 

Jeśli chodzi o produkty „mlekopędne”, naczytałam się masy dziwnych rzeczy, jak np: picie bawarki (herbaty z mlekiem), czy piwa Karmi wpływa pozytywnie na produkcję pokarmu. Nie wiem, nie wnikam- najlepszym sposobem na produkcję mleka jest PRZYSTAWIANIE DZIECKA DO PIERSI. Jeśli dziecko przystawione jest prawidłowo- mleko będzie się produkować (chyba, że w grę wchodzi jakiś wyjątek natury hormonalnej, czy fizjologicznej- ale ja piszę o laktacji generalnie). Laktator laktatorem- dziecka w tej sprawie nie zastąpi, bo produkcja mleka to nie tylko ssanie brodawki- mlekopędnie działa na nas zapach naszego dziecka, jego ciepło, widok jego ciałka przytulonego do naszej piersi, dotyk jego łapek. Do tego polecam mieć w domu herbatkę laktacyjną, też pomaga, tudzież herbatkę z kopru włoskiego (u mnie powodowała natychmiastowy nawał, strzelanie mlekiem na pół metra, które nie umiało się uspokoić przez kolejne pięć dni). Najgorsze, co można wtedy zrobić to podać butelkę z MM w zastępstwie. Żeby nie było, że się bezpodstawnie mądrzę- zaliczyłam dwa kryzysy laktacyjne, gdzie mleko zniknęło na jakiś czas- przy pierwszym nie miałam w domu kopru, więc po poczytaniu zabobonów- rzuciłam się na Karmi pozostawione w lodówce przez odwiedzającą nas w poprzednim tygodniu koleżankę (sama nie trzymam takich rzeczy w lodówce, bo nie przepadam), po czym poleciałam z córcią do sypialni, gdzie leżałyśmy godzinami w pościeli, tuliłyśmy się, a Tosia pracowała nad dostawą mleka. Za drugim razem miałam w domu herbatkę z kopru włoskiego, wypiłam więc jeden kubek, popędziłam do sypialni z Tosią, a potem przez kilka dni męczyłam się z kamiennymi piersiami :). Jakby co- zawsze można poradzić się położnej w poradni laktacyjnej, lub położnej środowiskowej- powinny pomóc.

Warto też zawsze mieć pod ręką szklankę/butelkę wody- podczas karmienia bardzo wzmaga się pragnienie!

 

Okej, teraz do rzeczy:

Macie swojego maluszka w domu, pierwsze dni, pierwsze noce razem, jesteście zdane w kuchni na siebie (ewentualnie na „pomoc rodzinną”), a nie na wspaniałą (…) szpitalną kuchnię, i co teraz?

Ano- teraz jecie, karmicie, cieszycie się sobą 😉

Jecie- co? Ano- jecie normalnie! I co ważne- jecie regularnie! Nie dopuście do sytuacji, że mama leży głodna, bo dziecko wymaga uwagi. Mamo, pamiętaj, mleczko robi się z tego, co ty wrzucisz w siebie, a jeśli nie wrzucisz- z tego, co już w sobie masz. Chyba nie chcesz stracić włosów, dopuścić do odwapnienia, popsucia zębów czy anemii? Poza tym szczęśliwa mama=szczęśliwe dziecko. Jedz na zdrowie (i dużo pij, najlepiej wody- spożywanie dużej ilości płynów działa pozytywnie na laktację)! Na początku jednak definitywnie unikaj silnych alergenów, czyli: cytrusów, orzechów, czekolady, truskawek (miód jest w niektórych źródłach podawany jako alergen)- wszystkie te rzeczy wprowadzaj do swojej diety bardzo ostrożnie, w małych ilościach, np dwa kawałki pomarańczy, czy kostka czekolady, jeśli masz na nie wielką ochotę, i obserwuj, czy w ciągu najbliższych kilku dni u dziecka nie pojawi się reakcja alergiczna, np wysypka, zielona lub rzadka kupka, ból brzuszka, czy temu podobna reakcja. Jeśli COKOLWIEK jest nie tak- wiesz, że to jedzenie raczej odpada z Twojej diety. Dla pewności nigdy nie wprowadzaj dwóch nowych rzeczy do diety na raz, tak, by być pewną, która rzecz uczula/nie uczula. Jeśli po jednym dniu nic się nie dzieje- śmiało, możesz spróbować kolejnego dnia ciut więcej- ale bez szału, bez zajadania się, być może w organizmie jeszcze coś nie zaskoczyło, a nie chcemy gwałtownej reakcji 😉 W sytuacji, gdy któreś z rodziców jest na coś uczulone, warto dany produkt też wprowadzać „z głową”. Jeśli chodzi o napoje- słaba herbatka jest OK, z kawą trochę gorzej, jeśli możesz się bez niej obyć- wspaniale; spróbuj zastąpić ją kawą Inką lub bezkofeinową. Pamiętaj, herbata zielona pobudza, nie przesadzaj z jej ilością, bo warto, żeby dziecko czasem spało 😀 .

Jeśli nic się nie dzieje,możemy spokojnie daną rzecz włączyć do jadłospisu.

UWAGA: Odporność dziecięcego brzuszka zmienia się wraz z wiekiem, im dziecko starsze, na tym więcej rzeczy mama może sobie pozwolić, natomiast przy noworodku wszystko próbujemy powolutku i stopniowo, a dla bezpieczeństwa-najsilniejszych alergenów najlepiej na początku unikajmy w ogóle.

Jeśli jednego dnia okaże się, że wasze dziecko ma problem brzuszkowy, zastanówcie się, co jadłyście poprzedniego dnia, i co mogło wywołać reakcję; przeanalizujcie dokładnie swoje ostatnie posiłki, może się dogrzebiecie czegoś, co wyglądało całkiem normalnie, a jednak było niestandardowe. Przykład z mojego doświadczenia: Ja całkiem wcześnie po porodzie zaczęłam zajadać się słodyczami (starając się unikać sklepowych wynalazków, i stawiając na domowe wypieki- w końcu pół ciąży byłam na diecie!), i wszystko było dobrze, chyba, że ciasto było zrobione na proszku do pieczenia- ból brzuszka i wzdęcie u Tosi murowane (za to kokosanki wchodziły jak masło 😀 )! Trzeba wyszukać w swojej diecie potencjalnych sprawców kłopotów, i usunąć „to coś” ze swojego talerza na długi czas.

Jeśli chodzi o zielone kupy (tak, drogie przyszłe mamy, kupy dzieci mają całą masę kolorów 😉 ), kupa w takim kolorze może być odpowiednikiem biegunki, ale nie koniecznie: my pierwszą zieloną kupę zaliczyliśmy po tym, jak rzuciłam się po powrocie ze szpitala na sałatę- po prostu chlorofilowy barwnik przeniknął wraz z mlekiem 😉 i wywołał taki ciekawy efekt.

Jeśli wasze dziecko ma duże wzdęcia już od początku, spróbujcie wyeliminować na dłuższy czas wszelaki nabiał z diety, tak, by wykluczyć skazę białkową; szkoda by było od razu założyć, że wasze mleko szkodzi maleństwu, przerzucić się na mleko modyfikowane, i zaprzepaścić coś tak pięknego i naturalnego jak karmienie piersią.

Na początku mojej kariery laktacyjnej ja wychudłam jak szczapa, bo bardzo musiałam uważać na to, co jem. U mnie (u Tosi) wzdęcia wywoływały nawet ziemniaki i ciemne pieczywo, musiałam więc wrócić na biały chleb (wbrew standardowym poleceniom dietetycznym!), jadłam głównie ryż (biały, mimo, że podobno ciemny zdrowszy-ale nas wzdymał!)  i gotowane mięso z indyka czy kurczaka,do tego marchewka w każdej postaci: surowa, gotowana, tarta, w całości, z jabłkiem (właśnie- z owoców najbezpieczniejszą opcją na początku jest jabłko), bez jabłka…unikałam nawet warzyw z parowara, bo każde warzywo to potencjalne źródło bąków; nie twierdzę, że była to dobra dieta, mocno mnie wycieńczyła, ale bardzo chcieliśmy oszczędzić Tosi cierpienia; nawet muesli nie mogłam z rana zjeść, bo taka ilość błonnika wywołała trzydniowe „oczyszczanie jelit” od brzegu do brzegu pampersa. W okolicy trzeciego miesiąca, gdy Tosia nauczyła się już zawodowo puszczać bąki, zaczęłam rozszerzać swoją dietę, wprowadzając coraz więcej rzeczy (głównie warzyw) do swojego jadłospisu. Teraz (po 7miu miesiącach) jem już niemal wszystko, łącznie z tym, że dwa dni temu najadłam się pierwszy raz od ponad roku KAPUUUUSTYYYY!!! (Uwaga, grzech ciężki u początkującej mamy!) Nie było u Tosi nasilenia bąków, za to kupę zrobiła kwaśną, i pierwszy raz od miesięcy obszczypało jej pupcię- mea culpa, to był taki test i wybryk, aczkolwiek dobrze mi ze świadomością, że to raczej kwaśność dania dała nam do wiwatu, a nie jego „bąkotwórczość”.

 

Poniżej drogie mamy wklejam listę, którą podała mi Mama-Ilonka, którą ta z kolei dostała od dietetyka w szpitalu; uważam, że lista jest całkiem w porządku, jednak wiele osób będzie musiało i tak wprowadzić swoje modyfikacje, poparte swoimi obserwacjami reakcji organizmu dziecka.

 

ZALECANE:

1. produkty zbożowe : bułki grahamki, pieczywo pełnoziarniste, pieczywo z mąki mieszanej, chleb z otrębami, pieczywo orkiszowe, kasza gryczana, kasza jęczmienna, kasza jaglana, płatki owsiane, zarodki pszenne, ryż, makaron

2. warzywa : buraki, dynia, cukinia, marchewka, bakłażan, pietruszka, brokuły ( w ograniczonych ilościach), kalafior ( w ograniczonych ilościach), sałata, pomidor (jeśli nie ma objawów alergii), ogórki ( w ograniczonych ilościach)

3. owoce : banan, maliny, porzeczki, arbuz, brzoskwinie, jabłko (starte na tarce, pieczone, gotowane)

4. mięso i ryby : chude mięsa (królik, kurczak, indyk, cielęcina, wołowina), chude ryby (dorsz, pstrąg, sola), tłuste ryby (łosoś, makrela)

5. mleko i jego przetwory : mleko, jogurt naturalny, kefir, ser twarogowy chudy, ser żółty ( w ograniczonych ilościach)

6. tłuszcze: olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia, olej lniany, oliwa z oliwek do sałatek, masło
7. desery: musy owocowe, galaretki, budyń na odtłuszczonym mleku, sorbet owocowy np. arbuzowy, lody śmietankowe, biszkopty, dżemy, marmolady, ciasto drożdżowe

8. napoje : słaba herbata, bawarka, kawa zbożowa bez cukru, woda, soki domowe, koktajle mleczne np bananowe

9. przyprawy : wanilia, cynamon, bazylia, majeranek, tymianek, papryka słodka, gałka muszkatołowa

 NIE ZALECANE:

1. produkty zbożowe : słodzono mocno płatki śniadaniowe

2. warzywa : kapustne, rośliny strączkowe (ja dodam tu cebulę, u nas powodowała niesamowite sensacje)

3. owoce : wiśnie, czereśnie cytrusy

4. mięso i ryby : tłuste mięso (wieprzowina), ryby (wędzone), mięso surowe

5. mleko i jego przetwory : sery pleśniowe, topione

6. tłuszcze : smalec, margaryny

7. desery : czekolada, batoniki, słodycze zawierające tłuszcze, alkohol, pralinki, cukierki, ciasta z ciężkimi masami, ciasto francuskie, przetwory wysoko słodzone, SŁODZIKI lub produkty z ich dodatkiem (np. jogurty 0%)

8.. napoje: gazowane, kolorowe, mocna kawa, mocna herbata, alkohol

9. przyprawy : chili, pieprz, sól, mieszanki typu kucharek, kostki rosołowe (zawierają glutaminian sodu), musztarda, chrzan


ZAKAZ:

produkty typu fast food, pokarmy smażone i bardzo tłuste.


Mam nadzieję, że artykuł jest czytelny, i że pomoże wam w razie rozterek. Jakby co- chętnie służę radą! Jeśli macie jakieś pytania odnośnie naszych bojów dietetycznych- pytajcie.

A wy, drogie mamy zaprawione już w mlecznych bojach i przeprawach- zapraszam was do dzielenia się w komentarzach waszymi przepisami na dietetyczne smakołyki! :)

Miłego karmienia drogie mamusie! Przytulaski!

Kolka dziecięca

Kolka dziecięca- czyli zmora wszystkich rodziców. Kto przechodził, ten wie.

Kto przechodził, może się udzielić, dając swoje rady dla przyszłych rodziców w komentarzach, bo to właśnie do przyszłych rodziców jest ten wpis.

Zainspirowana pojawieniem się maleńkiej dziewczynki w otoczeniu postanowiłam zebrać do kupy wyniki swoich poszukiwań, żeby ułatwić życie tym ludziom, którzy właśnie zarywają kolejną noc, bo dziecko płacze; a nuż rady, które tu zamieszczę pomogą jakimś rodzicom ulżyć ich maluszkowi.

Czytaj dalej