Archiwa tagu: powrót mamy do pracy

czy mama wraca do praca?

Jak pewnie zorientowaliście się po ostatnim wpisie o podwójnych urodzinach, minął już rok od czasu, gdy poszłam na urlop macierzyński, czy jak to się tam teraz nazywa po tych wszystkich zmianach. Już na początku wiedziałam, że wezmę cały rok, a nie pół roku, bo nie wyobrażałam sobie zostawić pół rocznego maluszka samego. Minął rok,i Maluszek trochę podrósł, a ja dalej sobie nie wyobrażam…

Przechodziłam różne etapy na temat potencjalnego powrotu do pracy- na samym początku mojego macierzyństwa myślałam sobie: NO JASNE, ŻE NIGDY NIE WRÓCĘ! Będę full time mamą, bo cóż może być lepszego dla dziecka , i bardziej satysfakcjonującego dla mnie (ach, to hormonalne pranie mózgu…zero głębszych przemyśleń, i kupa entuzjastycznej zadyszki)!

Później myślałam, że może jednak wrócę do pracy, bo przecież pieniądze są potrzebne, i takie tam, tylko co z dzieckiem? Babcie na cały etat niestety odpadają (z różnych względów), nie wyobrażam sobie dziecka odesłać do żłobka, niania- też ciężka sprawa; coś trzeba będzie wykombinować. Na tym etapie przeważała strona praktyczna- tzn wolała bym nie wracać do pracy, ale jednak trzeba.

W okolicy jedenastego miesiąca chyba skończył mi się zapas oksytocyny pozostały po porodzie, i głosy w mojej głowie zaczęły krzyczeć: POMOCY!!! JA CHCĘ WRACAĆ DO PRACY! JA CHCĘ DO LUDZIIII!!!CHCĘ ROBIĆ COŚ POZA ZMIENIANIEM PIELUCH I WIELOGODZINNYMI PRZEBIEŻKAMI PRZEZ WIOSKĘ Z OBCIĄŻENIEM NA KÓŁKACH BĄDŹ NA KLACIE!!!! – jednak tym razem strona praktyczna, czy raczej powinnam napisać: aspekt logiczny, spowodował to, że zapadła decyzja- do pracy na razie nie wracam.

Wiadomo, sytuacje są różne, często trzeba wracać do pracy chcąc nie chcąc, ze względów politycznych (utrzymanie dobrych układów w pracy), czy finansowych… u nas „psim swędem” wszystko na razie układa się tak, że głodować nie będziemy bez mojej wypłaty; w razie, gdyby nasze przewidywania i obliczenia okazały się omylne- zawsze można zmienić zdanie. Całe szczęście mój wspaniały Małżon zgadza się z moją decyzją w 100%, a nawet lepiej- powiedział, że wspiera mnie, cokolwiek postanowię w tej kwestii. A co do szefostwa- dadzą radę beze mnie (Jakby co- jesteśmy w kontakcie)!

Muszę przyznać, że moja praca absolutnie nie jest moją wymarzoną robotą (sorry szefowie), ale w sumie nawet nie wiem, co by nią było (teatrzenie mi już wywietrzało z głowy)… tak czy siak, z tego co pamiętam o mojej biurówce: nie raz się wkurzałam i klęłam, wracałam sfrustrowana i zmęczona psychicznie, jeśli jakieś ambicje kiełkowały, często spotykały się z murem systemu, były dzienne potyczki z nieznośnym nieraz klientem…to wszystko mocno zniechęca; były jednak też tematy, które mnie nakręcały, budziły moje zaciekawienie, sprawiały, że z radością skupiałam się na danym projekcie, wiedząc, że dzieje się coś fajnego. Tak czy siak- po tak długim okresie w domu już nawet nie pamiętam dokładnie co mnie tak w tej pracy wpieniało, czy cieszyło- po prostu potrzebuję wyjść do „dorosłego świata”, i praca wygląda, z miejsca w którym stoję, całkiem kusząco.

Jednak… 

Jaki jest sens we wracaniu do pracy po to, żeby połowę zarobionych pieniędzy wydawać na to, żeby ktoś wychowywał za mnie moje dziecko?! Jak dla mnie-żaden. Piszę JAK DLA MNIE, bo są i takie mamy, które po prostu lubią swoją pracę, daje im ona satysfakcję, samorealizację, czego w takim stopniu nie daje im „mamowanie” na cały etat- każdy ma swoje zdanie, i prawo do niego, i trzeba to uszanować.

Mi było by żal nie oglądać tego roześmianego pysiurka, który właśnie „naumiał się” lubić książki, i przerzuca grube karteczki w poszukiwaniu węża czy krowy… żal było by mi przegapić pierwsze kroczki -ta przyjemność jeszcze przed nami, choć zdaje mi się, że mimo opóźnień spowodowanych przez zagęszczenie przy podłodze w ostatnich dniach (będę o tym pisać)- w ciągu tygodnia, może dwóch- wystartujemy „bez trzymanki”. Smutno by było wracać późnym popołudniem, akurat na czas drugiej drzemki, pobawić się chwilę, po czym już by był czas na wieczorną kąpiel a potem sen?

Kolejną sprawą jest to, że nadal karmię piersią, i nie mam w planie z tego rezygnować (żeby uprzedzić pytania DLACZEGO JESZCZE KARMIĘ- odsyłam ciekawych do artykułu, jednego z wielu, który poparł moją wcześniejszą już decyzję o długim karmieniu: http://dziecisawazne.pl/dlaczego-warto-dlugo-karmic-dziecko-piersia/ <-DZIĘKI DAGMARA :* ) , a akurat teraz znowu ząbki dają nam popalić, przez co Tosia kaprysi przy jedzeniu, i trochę jest jazda na ten temat; nie chciała bym więc się z tym wszystkim szarpać, tylko iść na luzaka swoją drogą. Zresztą każdy, kto przejął by moje dziecię z takim nastawieniem do jedzenia, miałby mocno pod górkę, i albo by się męczył, albo wprowadził by musztrę- ja nie zgadzam się ani na jedno, ani na drugie- sumienie mi nie pozwala 😉

Żłobek dla jednolatka to dla mnie w ogóle nie jest opcja; dziecko jest teraz na etapie intensywnego rozwoju, i najfajniej, gdyby ktoś przez ten etap prowadził je za rękę, wskazując co krok cuda natury i ciekawostki świata (ZOBACZ TOSIU, PAWEŁEK ZOBACZYŁ GOŁĄBKA, WIDZISZ? GOŁĄBEK!), a Panie w żłobkach, ile dobrego by o nich nie powiedzieć- fizycznie nie są w stanie podzielić się na tyle części, żeby ogarnąć każdego skrzata w 100%; oczywiście dzieci wchodzą w interakcje między sobą, ale- jak to powiedziała pewna Pani Specjalistka, którą gwiazdy zrzuciły na moją ścieżkę- dziecko uczy się przez zabawę, ale to dorosły pokazuje mu, JAK się bawić.

Niania- w porządku, jest to jeden dorosły na jedno dziecko, ale tu właśnie wchodzimy na temat oddawania połowy wypłaty po to, żeby moje dziecko za jakiś czas mówiło do kogoś innego „MAMO”… No właśnie- to też kłuje; a co, jakby Tosia zaczęła płakać, bo ta „obca” Pani wychodzi, i trzeba zostać z tą „obcą” Mamą? Jak dla mnie- tragedia. Poza tym Nianię trzeba mieć zaufaną, bo tyle się teraz słyszy potworności, a jednak my zajmujemy się naszymi dziećmi z miłości, a nie z potrzeby zysku- to trochę inna relacja. Nie wykluczam tu tego, że i Niania może pokochać dziecko, lub po prostu kochać to, co robi, ale jak już wspomniałam- trzeba tu zaufanej, być może poleconej osoby, lub szczęścia, by na taką super osobę trafić.

 

Mam swoją hierarchię wartości, i w oparciu o nią, oraz w wyniku dobrego układu planet, który sprawia, że mogę sobie na to pozwolić-  stwierdzam jednoznacznie: do pracy w tym roku nie wracam (chyba, że się coś podle sknoci).

Żeby było fajniej- po podjęciu decyzji o pozostaniu na urlopie wychowawczym do drugich urodzin Tosi, dowiedziałam się od Mamy Ewy, że kawałek za moim domem jest prywatny żłobek, do którego przyjmują dwulatki- byle były odpieluchowane, i „odcyckowane” 😉 To taki znak od losu, na potwierdzenie słuszności naszej decyzji ;).

Teraz jestem w trakcie wybierania swojego zaległego urlopu wypoczynkowego, a nazbierało mi się tego trochę, potem mogę wybrać także ten za przyszły rok*, i dopiero wtedy zacząć mój urlop wychowawczy, czyli do pracy wrócę jakiś czas po drugich urodzinach Antoninki.

To tyle z mojej strony.

A jak tam wy, drogie mamy czytające?  Dajcie znać, bo wiem, że wiele z dziewczyn, które się udzielają w komentarzach też dochodzi do czasu, kiedy trzeba podjąć decyzję… A może któryś tatuś wybiera się na wychowawczy? To nieczęste w naszym kraju, ale- nie niespotykane :)

PS. W sumie zaczęłam o tym pisać zaraz po urodzinach Tosi, i tak mi zeszło, ale miałam motywację żeby skończyć, bo jedna z koleżanek zapytała mnie właśnie o moje podejście do powrotu do pracy- Hop Hop! Mam nadzieję, że choć trochę pomogę! Każda decyzja i tak jest w 100% oparta na indywidualnej sytuacji i priorytetach, ale mam nadzieję, że chociaż przedstawiając mój tok myślenia- rozjaśnię choć odrobinę dróżkę :*

 

Buziaki! Papa!

 

*Muszę przyznać, że byłam w niezłym szoku, kiedy moja Przełożona podesłała mi od Pana Z Kadr maila z rozliczeniem urlopu, z którego dowiedziałam się, że mogę wybrać też urlop za 2015r! Myślałam, że zaszło jakieś nieporozumienie, i żeby niepotrzebnie nie robić dymu i nie przerzucać się mailami- zadzwoniłam po poradę prawną do PIPu (hehe, zazwyczaj ludzie dzwonią tam, gdy pracodawca chce ich oskubać, a nie tak jak ja- gdy zdaje mi się, że pracodawca chce mi za dużo dobrego dać), i tam Uprzejmy Pan Prawnik poinformował mnie, że owszem- mogę wybrać płatny urlop za rok do przodu  (wszystko zależy od tego, w którym momencie się wraca z macierzyńskiego/wychowawczego)- CZAD!