Archiwa tagu: rozwój mowy u dwulatka

Na temat rozwoju mowy- po miesiącach.

Pamiętacie, jak pisałam o tym, że martwię się, że Tosia nie mówi (o TU)?

Od tamtej pory WIELE się zmieniło.

Tosia nawija :)

Fakt faktem- jeszcze po dzidziusiowemu, czasem nie wyraźnie, ale zawsze da się z nią dogadać. Przy tym teksty, jakie sypie, nie raz doprowadzają nas do łez ze śmiechu: ostatnio na przykład znienacka wykrzyknęła: KOCIE! LADACO! czym nas zupełnie rozwaliła- a przecież to nic innego, jak hasło z jednego z wielu wierszyków czytanych wieczorem („pies warknął: Kocie- Ladaco! Ty zająć masz się tą pracą!”). Często też snuje opowieści: „Tosia małym dzidziusiem była, pieluszki nosiła! Teraz- majty!”.

Jej zabawy- jeśli już skusi się na zabawę samej, co przez ostatnie tygodnie zdarzało się nieczęsto- polegają na odgrywaniu scenek zabawkami, często wymieniamy z Małżonem uchachane spojrzenia, słuchając : „Pani Jajoś mamusiom jest! Memuś dzidziusiem! Skaczą! Hahaaa! Bawić, bawić się! Basen. Choć! PLUM PLUM! Rysować! Choć! Bam. Buuuuu! (Memuś płacze).” Czytaj dalej

Toś ma głos

Tosinka zaczęła mówić.

Wiecie, co to znaczy?

TO ZNACZY ŻE PRZESTAŁAM JĄ ROZUMIEĆ!!!

Łapie te słowa mój mały bąk, jedno za drugim! Sęk w tym, że z dokładnością wymowy różnie bywa. W rezultacie wygląda to tak, że jeśli dane słowo wyczai przy mnie, to mogę klaskać z zachwytu, bo wiem, co autor miał na myśli, ale jeśli jakieś słowo naumie się np przy Małżonie, a on nie zdąży mi streścić że np jedli razem pomelo (MELOOOO!!!!) to mogę mieć ciężko…

Czytaj dalej

Parę słów o mowie-ponownie

Jako, że ostatni wpis zyskał kilka komentarzy, postanowiłam rozwinąć temat:

Wiecie, gdyby nie rozmowa z Mamą Ewą, pewnie bym się w ogóle nie spięła (czyli dokładnie tak, jak skomentowała Ola- gdyby nie logopeda „w domu” 😉 ). Myślę, że Ewa patrzy na to wszystko pod innym kątem, bo pomijając fakt, że jej synek jest hiper zdolny językowo (przedwczoraj recytował coś o koniach i chorągwiach… podejrzewam, że ma w pamięci szerszy repertuar poezji niż ja!), to przecież ona sama ciągle ma styczność z dziećmi, które mają problem z mową, i po pierwsze: jest bardziej wyczulona na pewne znaki, po drugie: jest bardziej przeczulona, bo wie, do czego można doprowadzić.

Jestem jej bardzo wdzięczna za to, że zwróciła moją uwagę na rozwój mowy Tosi, bo obojętnie jak potoczyła by się ta sprawa dalej, mogę przecież mieć wpływ na ten akurat aspekt jej nauki. Zwłaszcza, że głównie ja spędzam z nią całe dnie, i patrząc na poziom rozwinięcia naszego systemu porozumiewania- można powiedzieć, że Żuk nie ma potrzeby nauki mówienia… Od paru dni stawiamy Tosince wyzwania, i widać, że największym problemem będzie właśnie oduczenie jej tych wyrazów, które sobie sama obrała za zamienniki. Czytaj dalej

Tosia potrafi dochować tajemnicy.

Hej hej!

Wiecie, czemu Tosia potrafi dochować tajemnicy?

BO NIE UMIE MÓWIĆ!

Haha.

Okej, to nie jest śmieszne.

Spotkałam się niedawno z naszą kochaną Mamą Ewą, która zawodowo pracuje z dziećmi z problemami mowy. Wpadłyśmy do niej znienacka, objadłyśmy krzaczki poziomek (taka się tworzy nowa świecka tradycja, że sobie różne rzeczy wyjadamy w ogródkach), oraz załapałyśmy się na spacer po jej synka- P. (mój Ci on! <3). Potem nastąpiła błyskawiczna rewizyta, podczas której Mama Ewa i P. kurtuazyjnie poobjadali nam co nieco w naszym ogródku, żeby nie wyjść na niewychowanych, którzy nie potrafią się odwdzięczyć. I gdy tak sobie podgryzaliśmy pomidorki, tudzież jeżyny prosto z krzaczków, dwie Stateczne Matrony (tu słychać me tubalne: hahaha!) plotkowały O DZIECIACH, bo o czym by innym. Chociaż w sumie można by to bardziej podpiąć pod konsultację logopedyczną z mojej strony…

Muszę przyznać, że zachowałam się jak jakiś prostak, nie zaproponowałam nawet kawy, ni herbaty (Wybacz Ewa, WYBACZ ME NIEOKRZESANIE!), bo gdy usłyszałam fachową opinię na temat Tosi, w mojej głowie nagle zrobiło się tak:

gif znaleziony na http://www.awesomelyluvvie.com

Otóż Ewa powiedziała- delikatnie (bez obrazy itepe)- że wg niej (czyt- fachowym okiem)- Żuk jest nieco do tyłu w temacie mowy! Czytaj dalej