Tata Pomyślunkiem Wymiata, czyli lekcja tańca

Hej hej!

Dzisiaj trafiło mi się wolne popołudnie, ponad dwie godzinki; akurat tyle czasu by: ugotować zupkę na jutro, zapełnić stojak drewnem (moje plecyyy!), zataszczyć do kur 25-cio kilowy worek paszy (OJJJ!!! MOJE PLEEECYYYY!) i oporządzić pierzaste dziewuchy, sprzątnąć chałupę z grubsza i odkurzyć. Normalnie „hajlajf”.

A skąd tyle „wolnego” czasu na te wszystkie przyjemności, pytacie?

Ano TATEŁ ZABRAŁ TOSIĘ NA DANSING.

Kolega z pracy Małżona, ojciec chłopca starszego o pół roku od Kokosa, zapodał temat zajęć tanecznych dla małych Bąków. Tateł coś tam o tym opowiadał od jakiegoś czasu, ale to dziś wreszcie się zebrał w sobie, i wyciągnął Tosię na tańce. Byłam ciekawa, co z tego wyjdzie,
i nawet przez chwilę (króciutką!) chciałam jechać z nimi, ale Małżon delikatnie powiedział mi, żebym się klupnęła w głowę: przecież jak ja pójdę, Żuk nie zejdzie mi z rąk, i cała akcja na nic. Zostałam więc w domu, i przez cały ten czas „piłowałam i malowałam paznokcie”. Tjaaa…

Nie spodziewałam się wielkiego szału, bo przecież w Klubie Malucha Kokosanka nie przejawia wielkiego entuzjazmu na temat tańców z „ciociami” czy dziećmi; no, owszem, czasem ruszy w tany, ale nie z jakąś ekstatyczną radością- ot, tak sobie ruszy, dla świętego spokoju. W domu, ze mną, tańczy czasem entuzjastycznie, ale żeby godzinę miała hulać…. no, zobaczymy.

Tateł i Tosia wrócili.

Kokos, jeszcze zanim zdjęłam jej kurteczkę, i zanim Tateł zdążył do końca powiedzieć zdanie „Tosiu, powiedz mamusi gdzie byłaś”- czy coś w ten deseń, wyskoczyła na środek kuchni jak na parkiet zwany Dęsflorem, i zaczęła wygibasić z bananem niemal dookoła głowy!

Ja potajemnie zerkam na Małżona (cichcem, żeby nie przerwać „performance” Antosi), a Małżon na to: KCIUKI W GÓRĘ, i ruchem ust: STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ!

Tosia zasnęła dziś o 21:40, a to dlatego, że nie dała się zapędzić do wanny; musiała mi WSZYSTKO pokazać, a było co!

Z pomocą Tatełka zilustrowała mi między innymi:

-jak tańczy strach na wróble,
-jak uciekają przed nim ptaszki,
-jak kłaniają się strusie,
-jak misiu tupiąc szukał miodu,
-jak opalała brzuszek jadąc przy tym na rowerku, i jak potem obracała się do opalania plecków,
-jak krasnoludek skakał
-jak uderzali rękami o udka, klaskali, i machali rączkami nad głową,
-jak tańczyli w kółeczku,
-jak tańczyli na boczki machając rączkami,
-jak jechali autobusem,

…i wiele, wiele innych!
Normalnie nie mogłam się napatrzeć na jej entuzjazm! Podobno bitą godzinę jechała z koksem, czasem trzeba jej było pomóc, ale potem łaziła za Panią krok w krok, żeby dobrze przyjrzeć się pokazywanym „krokom”. Nie miała też obiekcji przed tańczeniem z obcymi ludźmi, bo zdarzyło się nie raz, że Tateł wylądował jakimś dziwnym trafem na drugim końcu sali.

W życiu nie sądziłam, że to Tateł zaproponuje takie zajęcia dodatkowe- on raczej tylko na weselach tańczy, „z musu”; jakoś nie przejawiał nigdy-w odróżnieniu ode mnie- fascynacji tańcem, muzyka go w pięty nie uwiera…

…Tym bardziej więc: ukłon w stronę Małżona za pomysł roku! 
I brawo dla mojego roztańczonego Robaczka!

A na koniec:

WIWAT MOJE NOWE WOLNE PONIEDZIAŁKI! 

 

 

6 myśli nt. „Tata Pomyślunkiem Wymiata, czyli lekcja tańca

  1. Kinia - mama Marianny

    Rewelacja 😀 a gdzie takie Tany, Tany prowadzą? Może kiedyś Mateusza z Marianna bym zmobilizowała, bo u nas podobnie – małżonek taniec traktuje jako przymus :-)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *