Toś ma głos

Tosinka zaczęła mówić.

Wiecie, co to znaczy?

TO ZNACZY ŻE PRZESTAŁAM JĄ ROZUMIEĆ!!!

Łapie te słowa mój mały bąk, jedno za drugim! Sęk w tym, że z dokładnością wymowy różnie bywa. W rezultacie wygląda to tak, że jeśli dane słowo wyczai przy mnie, to mogę klaskać z zachwytu, bo wiem, co autor miał na myśli, ale jeśli jakieś słowo naumie się np przy Małżonie, a on nie zdąży mi streścić że np jedli razem pomelo (MELOOOO!!!!) to mogę mieć ciężko…

Dzisiaj do snu opowiadałam jej bajeczkę o Misiu i Zającu (BIŚ! JAJOŚ!!). W dzisiejszym odcinku Miś i Zając poszli na spacer do lasu, by nad leśnym jeziorku karmić kaczki chlebem. No i masz ci los… przypałętał nam się ten PEP, i tak go przeżywała, że zaśnięcie przesunęło się o dobre 30 minut.

Do tego Tosia nie wymawia „K”, we wszelakich słowach zawierających tę literkę posiłkuje się innymi głoskami, więc np słowo TAK można wymówić jako TAĆ (to Ć jest takie niewyraźne trochę, żeby bardziej przypominało K), albo np DAT, bo przecież T jest bardziej do K podobne… ale nie pasuje dwukrotnie w TAK używać T (a przynajmniej ja sobie tak kombinuję i tłumaczę jej dziwne wymowy). Z tego, co czytałam taki motyw z niewymawianiem K jest spotykany, i mija z czasem. No, chyba, że nie mija, to wtedy się martwimy 😀

Śmieszne są też akcje z naszą „walką” o poprawność wymowy. Jako przykład podam tu słowo PASY (takie samochodowe, albo w wózku).
Tosia mówi: PABYŚ.
Tateł mówi: PASY.
Tosia poprawia więc: PABYŚ.
Tateł sprostowuje: PASY.
Tosia kiwa ze zrozumieniem, mówiąc wyraźnie: PABYŚ.
Tateł próbuje od innej strony: „Tosiu, powiedz PA”
– Tosia mówi: „PA”.
A teraz Tosiu, powiedz „SY”
– Tosia mówi „SY”.
-Super!-cieszy się Tateł- A teraz powiedz PASY.
-PABYŚ- Odpowiada Tosia.

JAK TU NIE SCHRUPAĆ? Oboje są razem słodcy jak miód („MIOJ!”)!

Do tego od jakiegoś czasu Tosia mówi do mnie przesłodko: MAMINIA! Jakoś tak po Czesku to brzmi. A mi serce rośnie w chuderlawej piersi! Cudowności!

Wczoraj z nowych słów był TALERZ, i pewnie tysiące innych, których nie zapamiętałam. Dzisiaj było PYSZNE. Do tego słowa, które niedawno mówiła po swojemu zaczynają być coraz bardziej w mowie ogólnoludzkiej*.I tak po kawałku, po kawałku, rośnie Antonina Złotousta.

Stresy gadaniowe zażegnane.

No, to tyle na dziś.

Buziaki!

Szuru-buru- SPAĆ!

*np jeszcze niedawno imię jej ukochanej przyjaciółki z placu zabaw brzmiało: DODADOL, a dziś już jest TORIA; za jakiś czas spodziewam się usłyszeć całość- WIKTORIA.

4 myśli nt. „Toś ma głos

  1. Ewa

    ??? Brawo Tosia! Brawo Mama!!

    A apropo Zlotoustych- Paweł wczoraj:
    – Chce miec kota. Proszę…
    -TAAAK? A jak sie bedzie nazywał?
    – Rutinoskorbin.

    Odpowiedz
  2. Kinia - mama Marianny

    No proszę 😀 BRAWO! A nie mówiłam 😉 Ech Marianna też łapie wszystko w tempie kosmicznym i też różnie z wymową – u nas króluje CYTA (cytryna), BEBEK (chlebek), HIPOTAM lub HIPOTATAM (chyba widomo), BABUSIO (jabłuszko), MĘSIO (mięso) i BOBUSIA (podusia) :) i co dziwne, sama sobie zdrabnia, bo my raczej staramy się nazywać wszystko „twardo”, bez zdrobnień. Ale to przecudny czas i szybko minie i zacznie te swoje „Ależ mamoooooo….”. Także cieszmy się póki mamy :)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Ja zauważyłam, że zdrobnienia są po prostu bardziej skomplikowane! Małżon zdrabnia zdrobnienia po trzykroć, taki z niego typ 😀 A ja staram się mówić normalnie. u nas chleb to PEP 😀 a mięso to MESIO. W sumie co dzień jest kilka nowych słów, sama łapie, kózka moja kochana :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *