Tosia potrafi dochować tajemnicy.

Hej hej!

Wiecie, czemu Tosia potrafi dochować tajemnicy?

BO NIE UMIE MÓWIĆ!

Haha.

Okej, to nie jest śmieszne.

Spotkałam się niedawno z naszą kochaną Mamą Ewą, która zawodowo pracuje z dziećmi z problemami mowy. Wpadłyśmy do niej znienacka, objadłyśmy krzaczki poziomek (taka się tworzy nowa świecka tradycja, że sobie różne rzeczy wyjadamy w ogródkach), oraz załapałyśmy się na spacer po jej synka- P. (mój Ci on! <3). Potem nastąpiła błyskawiczna rewizyta, podczas której Mama Ewa i P. kurtuazyjnie poobjadali nam co nieco w naszym ogródku, żeby nie wyjść na niewychowanych, którzy nie potrafią się odwdzięczyć. I gdy tak sobie podgryzaliśmy pomidorki, tudzież jeżyny prosto z krzaczków, dwie Stateczne Matrony (tu słychać me tubalne: hahaha!) plotkowały O DZIECIACH, bo o czym by innym. Chociaż w sumie można by to bardziej podpiąć pod konsultację logopedyczną z mojej strony…

Muszę przyznać, że zachowałam się jak jakiś prostak, nie zaproponowałam nawet kawy, ni herbaty (Wybacz Ewa, WYBACZ ME NIEOKRZESANIE!), bo gdy usłyszałam fachową opinię na temat Tosi, w mojej głowie nagle zrobiło się tak:

gif znaleziony na http://www.awesomelyluvvie.com

Otóż Ewa powiedziała- delikatnie (bez obrazy itepe)- że wg niej (czyt- fachowym okiem)- Żuk jest nieco do tyłu w temacie mowy!

Jak strzał w pysk (nie sposób komunikacji, tylko fakt taki strzelający!)!

Moja pierwsza reakcja to gruba panika. Że jak? Że co? Jak to do tyłu z rozwojem? O co chodzi?

Rozwinęłyśmy ten temat trochę, usłyszałam co nieco o rozwoju mózgu czy inne rzeczy, o których na co dzień się raczej nie myśli obcując z małym wesołym człowieczkiem (bo na co dzień myśli się o tym, czy kupa wpadnie do nocnika czy spadnie na podłogę, czy drzemka wypadnie jak należy, i czy na placu zabaw będzie ktoś fajny), po czym pożegnałyśmy z Tosinką naszych miłych gości, a ja zostałam (prawie) sam na sam z myślami:

Po głowie tłukły mi się wszystkie rzeczy powiedziane przez Mamę Ewę… no i nie zagłębiając się w szczegóły ile słów dwulatek powinien mieć opanowanych, dotarło do mnie, że Kokos świetnie się porozumiewa, ale… bez słów!

Mea Culpa. Zaiste.

Wiele osób (wliczając babcie tudzież znajome mamy) mówi, że dwa lata to taki wiek, w którym dziecko zaczyna mówić. Ale jak to działa? Świeczka z dwójką zdmuchnięta, i nagle słychać: „no, spoko, mamo, ale tort mogłaś zrobić czekoladowy, bo słabią mnie te Twoje śmietankowe paprajstwa”? Bo „czary mary” i dziecko mówi? Nie sądzę…

Wiadomo, że dziecko rejestruje masę słów, gdzieś je sobie na twardym dysku zapisuje, ale przecież ćwiczyć też kiedyś trzeba! A ja się tak zakręciłam w tym naszym zamkniętym świecie, gdzie dialog między nami jest płynny i zrozumiały, że przegapiłam fakt, że Antosia w ogóle nie ćwiczy narządu mowy. Ma te swoje ileś tam słów, którymi manewruje, dodając do tego gesty, znaczące dźwięki, postękiwania i chrząknięcia, i-jak dla mnie- wszystko jasne! Sęk w tym, że pewnego dnia dziecko „pójdzie w świat”, i sapanie i wskazywanie ręką nic nie załatwi.

Do tego Tosia nadal jest na… hmmm… nazwijmy to „nietypową stymulacją oralną w zakresie nie-mowy” czyli: na piersi. Co też może mieć wpływ…

Podczas naszej rozmowy z Ewą zaczęłam głośno rozważać możliwość niedosłuchu. Wpadło mi to do głowy przez historię jednej fajowej dziewczynki w mojej rodzinie, która miała niedawno operację usuwania płynu z uszu; sprawa zaczęła się w gabinecie logopedy, przeszła przez pediatrę, laryngologa i kogoś tam jeszcze, i skończyła się na stole, bo dziewczynka wprawdzie mówiła, ale miała problem z jakimiś głoskami (czy to było SZ czy kwestia ubezdźwięczniania- nie jestem w tej chwili pewna). Teraz, po oczyszczeniu kanału słuchowego, dziecię dzięki ciężkiej pracy zaczyna wreszcie osiągać eleganckie efekty (ciocia jest taaaka dumna!). Anyway- Ewa powiedziała, że rzeczywiście dobrym pomysłem było by sprawdzić słuch, żeby upewnić się, że nic technicznego nie stoi na przeszkodzie w nauce mówienia mojej Tosinki. Mama Ewa zaproponowała pomoc w ogarnięciu badania lekarskiego, i tak oto….

…dziś byliśmy zbiorowo kibicować z Tosinym badaniu słuchu.

Sęk w tym, że Żuk zrobił taki raban, że nic z tego nie wyszło. Pierwszy raz w życiu widziałam taką furię u naszej spokojnej dziewczyneczki! Normalnie szok! Nic jej nie było w stanie uspokoić! Nawet klocki z misiem, które tateł zakupił w prezencie*, nie były w stanie zająć jej na tyle, by nie poczuła setnej próby wsunięcia sondy w ucho… niezły cyrk! Pani Doktor** zostawiała nas samych na moment, żebyśmy spacyfikowali miotającą się małą czarownicę, ale Jak tylko wracała do pokoju, rzeź zaczynała się od nowa! Krzyk, płacz, lament, czepianie się mamy, czepianie się Tateła, odpychanie się od powyższych, wskazywanie na drzwi, wykręcanie się od drzwi… ostra jazda.

Jedyne, co Pani Dr zdołała zrobić, to stwierdzić, że u Antosi nie ma żadnych „problemów wysiękowych”, czyli ucho wolne od płynów. No, taka informacja też mnie satysfakcjonuje! Tak więc- dziękujemy Mamo Ewo! Sto Buziaków***

 

Zważywszy na stres, jaki wywołała u Żuczka wyprawa do „Pani od uszu”, oraz to, że jest szansa, że po drugich urodzinach cud się zdarzy- postanowiliśmy z Małżonem na razie dać se spokój z konsultacjami specjalistycznymi w gabinetach. Co nie znaczy, że nie będziemy kładli nacisku na naukę mówienia!

Co do nauki mówienia: od kiedy Mama Ewa otworzyła mi oczy, zaczęłam z Tosią mozolną pracę, a Małżon dołączył do naszych ciężkich robót (w kamieniołomach), i już po dwóch dniach były efekty! Powoli nasz „HA” zamienia się w MIŚ’ia, MIMIMI jest już MYSZą, zamiast wszędzie pasującego DAM jest DAJ, i tak powolutku, powolutku… myślę, że wkrótce nagramy razem z Antoninką nasz pierwszy rodzinny kawałek rapowy. Ach, no i jesteśmy na drodze powolnego odwyku piersiowego, to też może wiele zmienić. No, i stanowcze odstawienie bajek na płaskim ekranie- to jedna z tych rzeczy, które bardzo, ale to bardzo źle wpływają na rozwój mowy.

Trzymajcie kciuki za naszą złotoustą 😉

Uściski!

PS. To wszystko tylko tak źle brzmi. Kokos w dalszym ciągu jest inteligentnym żukiem 😉

PS2. Tytuł tego posta jest kłamstwem. Spróbujcie puścić przy Tośce głośnego bąka- od razu wszystkim rozpowie!

 

*Żeby było jasne- nie, nie przekupujemy dziecka prezentami. Po prostu Tateł nie mógł się oprzeć, gdy zobaczył klocki z Kubusiem Puchatkiem, a że jechaliśmy do lekarza, wziął je ze sobą, i w krytycznym momencie przypomniał sobie o nich.

** Podejrzewamy z Małżonem, że styl pracy Pani Dr mógł mieć spory wpływ na reakcję Żuka- Pani Dr podeszła do niej jak do dorosłego- po prostu bez gadania zabrała się do rzeczy. Tosia należy do dzieci, którym można wiele wytłumaczyć, i myślimy, że nagły atak znienacka mógł u niej spowodować taką reakcję; podejrzewam, że gdyby Pani Dr pokazała Tosi urządzenie, i wytłumaczyła, że zaraz włoży je jej do ucha, było by, cóż… może nie idealnie, ale przynajmniej na tyle spokojnie, żeby dało się wykonać badanie. Trudno, może innym razem będzie lepiej, a może po prostu nie będzie trzeba tego badania robić.

*** Tak, tak, dzisiaj też byłam taka zmotana po tym traumatycznym badaniu, że nie byłam kulturalnie rozmowna…

11 myśli nt. „Tosia potrafi dochować tajemnicy.

  1. Ola

    Karolina, moje dziecko do zdmuchnięcia 2 świeczek na torcie było prawie totalnie nieme. Mówił w kółko tata (jak Ci pisałam wcześniej, nie oznaczało to jednak rodzica płci brzydszej) oraz w zabawny sposób nazywał biedronkę (i-haaaa). Poza ym była wyciągnięta w pożądanym kierunku rączka i stękanie yyyy, aby coś uzyskać. Martwiło mnie to setnie, bo ja opnoć mówiłam, zanim osiągnęłam rok (według legend rodzinnych). Niee panikowałam jednak (może tylko dlatego, że nie miałam w domy logopedy), a pytając Panią Doktor, byłam uspokajana, że wszystko jest ok. Jedyny test słuchu, jaki nam P. Dr przeprowadziła, to poprosiła Pawła, żeby podał jej misia, który leżał na leżance, co synek ochoczo uczynił (to miał być dowód, że Młody słyszy i rozwija się pod wzgledem mowy). No i przyszedł magiczny dzień 2 urodzin. Siedzieliśmy my, dumni rodzice, przy stole z Juniorem na kolanach, a Babcia wniosła tort. Dzieć zapytał „tata?”, na co ja odpowoedziałam „Tort, synciu”. „Tot?” powtórzył Młody, i tak już poszło. Paweł się odblokował i od tej pory mówił pięknie, wyraźnie i całymi zdaniami (nie muszę dodawać, że po tygodniu puchnięcia z dumy, miałam tej jego nowej umiejętności „dość”). Mlody mój w jeden dzień dokonał ogromnej przemiany i z małej niemowy został wielkim gadułką. Tak więc, droga Mamo prawie dwuletniej Królewny, cierpliwości. Jeszcze kiedyś zatęsknisz za niemówiącym Żuczkiem. Czego Ci z całego serca życzę ?

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Dziękuję :) Właśnie tego się boję… ja też zaczęłam mówić bardzo wcześnie, i prawdziwa ze mnie była złotousta. Do tego Mama opowiedziała mi niedawno, że moi bracia dokładnie w dzień drugich urodzin zaczęli sypać pełnymi zdaniami, pomimo wcześniejszego okrojonego repertuaru. Mnie bardziej wystraszyła świadomość doskonałości naszego systemu zastępczego, której wcześniej nie dostrzegałam. Pewnie Kokosek zacznie niedługo terkotać, i jedynie nocą będzie u nas cicho :) Uściski!

      Odpowiedz
  2. Magdalena z Kingą

    Kuzynka miała prawie identyczną sytuację ze swoją córką M, z tym, że Młoda nawet nie gaworzyła wtedy, gdy „inne dzieci dawno już to robiły”, wydawała z siebie jedynie pomruki i chrząknięcia. Makąc półtora roku nadal tylko posługiwała się pomrukami i pokazywała na wszystko palcem wydając przy okazji dźwięki godne jaskiniowca. Nie obyło się bez wizyty u logopedy. Nawet kilku. My obserwujący M. z boku podejrzewaliśmy, że ma coś z językiem, jakkolwiek głupio to brzmi – M. miała ogromny jęzor. Na szczęście okazało się, że wszystko ok. Trzeba było tylko z młodą ćwiczyć mówienie :) trochę jeszcze potrwało, nim się rozkręciła. A teraz w wieku ponad trzech lat?! Dziecko! Weź się zamknij chociaż na minutę! 😉 nie dość, że non stop gada, to jeszcze godzinami wyje coś w stylu arii operowych!

    Buziakujemy :)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Hehehe :) Im więcej czytam waszych komentarzy, tym bardziej się boję, zamiast się uspokajać :) Hałasu oczywiście! Buziaki dla Ciebie i małej królewny!

      Odpowiedz
  3. Ilona

    Karola niewiem czym sie martwisz moja Ania ma pare slow ktorymi i operuje i i pokazuje raczka co chce i sie jakos dogadujemy chociaz wiadomo chcialam zeby cos wiecej mowila, kazde dziecko w swoim tepie sie rozwija znam mase dzieci ktore po 2 roku zaczely mowic nawet pozniej dzis maja po 6 lat i piekny zasob slow takze uwazam to za przesade martwic sie ze tosia mi majac jeszcze 2 lat nie mowi Karola zanim sie obejrzysz Tosia cie zagada buziaki i nie szukajcie sobie zmartwien na sile ??

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Hej Ilonko! Nie szukamy zmartwień, zbyt jesteśmy na to niewyspani 😉 Rozwijanie się we własnym tempie jest OK, tylko np na podstawie dzieci mojej siostry mogę stwierdzić, że można wielu błędów uniknąć, jeśli się je w porę zauważy- Moja siostra sama powiedziała po pracy z córcią i logopedą, że mogła wiele rzeczy wcześniej zacząć i uniknąć problemów. A to, że Tosia mnie kiedyś zagada jest więcej niż pewne 😉 Całuski dla całej trójki!

      Odpowiedz
  4. Kinia - mama Marianny

    Spokojnie, każde dziecko jest inne – moja siostra do 3 roku życia słowa nie powiedział, bo leń był i tylko hmmm – pokazywała co chce. A potem buzia jej sie nie zamykała :) Marianna mówi dużo, czasem za dużo 😛 ale to też z naszego powodu, bo stale coś mówimy do niej, pokazujemy, mówimy, żeby powtórzyła i nawet oglądanie bajki to ciągłe opowiadanie, co, gdzie i jak. Ma swój własny język, bo małe to to jeszcze i wszystkich literek nie umie ale „k” mówi rewelacyjnie :) i ogólnie bez problemu można zrozumieć, o co jej chodzi. I jak na swoje 19 miesięcy ( za 4 dni), mówi bardzo dużo i porozumiewa się dobrze, ale to nie świadczy o tym, że będzie mówiła wyraźnie kiedyś – czas pokaże, nie ma co naciskać :)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Kiniu, ja też z Tosią ciągle rozmawiam, bajki też jedynie z moją narracją, duuużo śpiewania, miliard książeczek, mówię powoli, wyraźnie, często z „wyolbrzymiam” słowa… myślałam, że to starczy, i że po prostu pewnego dnia zacznie powtarzać. Kiedyś miała czas, że chętnie powtarzała, i np umiała powiedzieć jak pies ma na imie (ventis); teraz Ventisa nie chce nazywać, powtarza jakieś dziwne sylaby, i w ogóle ciężko ją było namówić do powtarzania; raczej reagowała: nie, to jest tak i tak, a nie tak, jak wy mówicie. Co do literek- u nas właśnie „K” nie ma 😀 Tosia zna dużo słów, ale to słowa z tego podstawowego worka: Mama, Baba, Tata, itp, uparcie nie chciała powtarzać np: TAM, PIĆ, JEŚĆ, dopiero teraz się rozkręca, od kiedy zaczęliśmy kłaść na to nacisk… i zaznaczam, że to jest lekki nacisk, a może raczej stymulacja, żaden terror 😉

      Odpowiedz
  5. Pingback: Parę słów o mowie-ponownie | e-Mama pisze

  6. Pingback: O rzezi zwanej odstawianiem. | e-Mama pisze

  7. Pingback: Na temat rozwoju mowy- po miesiącach. | e-Mama pisze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *