Week end w robocie

Hej hej!

Postanowiłam wam opisać jak wygląda moje week end w pracy.

Nie to, że będę wam opowiadać, co dokładnie obejmuje praca na moim stanowisku, nie, nie!

Raczej opowiem wam, jak rodzina sobie z tym radzi.

 

No okej- jeśli chodzi o mnie, to radzę sobie z tym doskonale! W pierwszą sobotę pracującą Tosia próbowała wywlec mnie z łóżka o 6:30, ale szturchnęłam Tateła w ramię, on zamruczał, powiercił się, i powiedział zaspanym głosem: Chodź, Tosiu, pójdziemy razem na dół.

Tosia nie oponowała, bo od dawna mamy taki system, że w sobotę odsypia Mama, a w niedzielę Tateł.

O godzinie 7:50 zadzwonił mój budzik, zwlekłam się więc z łóżka i poszłam uruchamiać machinę piekielną (komputer służbowy). Potem skoczyłam na dół po herbatkę, i o ósmej byłam już na warcie.

Po jakimś czasie na dole wybuchły zamieszki: JA CHCĘ IŚĆ DO MAMUSI!!
Wychyliłam głowę na schody, i zawołałam: „możecie mnie czasem odwiedzać, ale jak zadzwoni telefon, musicie być cichutko”.

Już po chwili usłyszałam tuptanie na schodach, i cichy monolog: Tosia będzie cichutko, tak! Będzie bardzo, bardzo cichutko! Bardzo, bardzo!

Obie byłyśmy zadowolone z odwiedzin Tosi w „biurze”, ale gdy zadzwonił telefon Tosia została odciągnięta przez Tatełka do jej pokoiku.

 

W sobotę w porze drzemki Tosia była nieźle wykamana, więc zabrałam swoje rupiecie służbowe i zeszłam na dół, by nie przeszkadzać im w zasypianiu. W skrócie powiem tak: Tateł walczył dzielnie, co jakiś czas słychać było niezadowolone jęki/ryki (bynajmniej nie Tateła!), aż wreszcie, po półtorej godziny Małżon, z czołem zroszonym potem nadludzkiego wysiłku, zszedł na dół, z triumfalnym: „ZASNĘŁA”.

Spała jakieś 40 minut… ech… przyzwyczai się.

Następnego dnia Kokos obudził się z pytaniem: Mamusiu, ale nie będziesz pracować?- tu musiałam ją srodze rozczarować, co spotkało się z buntem. Bunt jak bunt, teraz to chleb powszedni.

Zeszłyśmy na dół. Małżon szybko do nas dołączył, więc zjedliśmy wspólne śniadanie, po czym ja poszłam na piętro, do pracy.

Tatełek gimnastykował się, żeby Pyza za bardzo do mnie nie ciągnęła. Wszystko jakoś dobrze się kleciło do pory snu; wtedy ja zniosłam „przenośne biuro” na dół, a Tosia i Tateł wywędrowali na górę, by szykować się do drzemki. Sęk w tym,  że z drzemki były NICI! Kokos to darł się wniebogłosy, to wołał: Mamusiu! Zrób MOJA MOJA(przytul)! To żądał piętnastej/dziewiętnastej/trzydziestej bajki od umęczonego Tateła.

W końcu, pod koniec mojej zmiany, Tateł się poddał, i zeszli na dół.

Nie, nie będzie dzisiaj dziennej drzemki.

Małżon do mnie rzecze:

-musimy coś wymyślić na te Twoje week endy, musisz gdzieś jeździć…- nie dokończył zdania, bo w tym momencie mało nie odgryzłam mu głowy:
– Z JAKIEJ PAKI MAM REZYGNOWAĆ Z CZEGOŚ TAK EKSTRA JAK MOŻLIWOŚĆ PRACY Z DOMU??!?!?! NIE MA MOWY!!!! &*^#$(#5#^$(*#&!!!

Gdy emocje opadły rozpoczęliśmy dyskusję, w której ja przypomniałam, że dawniej, gdy to on Tosię usypiał, ja zostałam nagle w sytuacji gdzie on zostawiał nas wyjeżdżając na delegacje, i też musiałam Kokosa „oswajać” z tym, że zasypianie wygląda inaczej. I dało się! Po prostu trzeba Tosię przyzwyczaić, że teraz życie wygląda tak, a nie inaczej. I TEGO BĘDĘ SIĘ TRZYMAĆ.

Wczoraj dla odmiany było WZOROWO- czyli miałam rację, temat do przeforsowania.

Ciekawe, jak im dzisiaj pójdzie…

 

Podsumowując:

UWIELBIAM PRACĘ Z DOMU

TOSIA I TATEŁ WRĘCZ PRZECIWNIE.

Well, nie da się uszczęśliwić całego świata, prawda? 😉

Buzi, do zaś!

 

 

4 myśli nt. „Week end w robocie

  1. Ewa

    Podziwiam, ja nie bylabym w stanie pracowac w domu. Poza tym dziecku łatwiej zaakceptować fakt, ze mama jest w pracy (poza domem), niż jest w domu, ale nie można się z nią bawić. My meczymy się mega, jak muszę popracować w chacie- dotyczy to zarowno mnie jak i Piotrka. Paweł zawsze chce czegoś ważnego od bardziej zajetej osoby ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *