wolny dzień i dzieciowa paranoja

Hej mamy, tatusiowie, i inni!

Wiecie, jaki miałam dzisiaj super dzień laby?!

Rano (koło siódmej) zawieźliśmy z Małżonem dzieciątko do Babci na trening bycia bez mamy 😉 a na wieczór- czyli na teraz- Tateł zabierał Tosię na randkę taneczną. ŻYĆ, NIE UMIERAĆ!

Po odwiezieniu Żuczka Małżon, w drodze do pracy, zawiózł mnie do pobliskiego CITY, gdzie miałam pewną sprawę do załatwienia, a potem… WOLNOŚĆ! Robiłam fajne rzeczy: na początek, by podkreślić fakt, że nigdzie mi się nie spieszy, wzięłam wycieczkowy autobus do domu (jadący baaardzo długą trasą, za to zatrzymujący się zaraz obok domu). Potem cały dzień się byczyłam! Grzebałam w internecie, czytałam książki, spacerowałam z psem, dzwoniłam do kosmetyczki, planując w wyobraźni cudowne metamorfozy (czemu nie ma pogotowia kosmetycznego „robienie na bóstwo last -minute?), i inne takie przyjemności.

Potem zaliczyłam kilka obowiązków: skoczyłam na duże zakupy spożywcze, umówiłam parę zaległych spotkań (kurna, brzmię jak jaka byznesłómen!), przeniosłam pińcet kilo drewna kominkowego, obrałam ziemniaki, wymyśliłam obiad na jutro (najtrudniejsze i najbardziej niewdzięczne zajęcie świata :/)i rekreacyjnie- niemal z nudy- umyłam podłogi.

Teraz siedzę w necie, i piszę wam o mojej dziecio-paranoi. Fajny dzień.

W przyszły czwartek wracam do pracy. BARDZO SIĘ CIESZĘ, że wreszcie wracam do pracy (i równie bardzo dziwi mnie ta radość :D). Bardzo bym nie chciała, żeby coś pokrzyżowało mi plany.

ale…

Ostatnimi dniami, a nawet tygodniami, coś mnie uwiera, mam jakieś dziwne symptomy:

1.różne rzeczy brzydko mi pachną;
-np dezodorant, którego używam od wieków (nie tego samego opakowania, ofkors, i zaznaczam, że na umyte pachy!) zaczyna mi „walić”;
-albo ostatnio: siedziałam przy stole, na którego odległej krawędzi leżał worek z chlebem krojonym, kupionym „z braku laku”, na szybko; o mało się nie przekręciłam z obrzydzenia, czując zapach zakwasu chlebowego, na którym był zrobiony!
-albo ziółka, które generalnie nie pachną źle- odpychają mnie z odległości pięciu metrów.

2.Do tego ostatnio miałam jakieś jadłowstręty na rzeczy całkiem normalne, jedzone przeze mnie regularnie, np. jajka na miękko…

3. Do tego jakieś historie z częstym lataniem do kibelka (na tzw „jedynkę”, żeby było jasne…;) )- to chyba „nerwo-sik”!

Dodałam dwa do dwóch, i…

Zgadnijcie, co mi przyszło do głowy!

Wpadłam w dygot: CIUNŻA?! TERAZ? NIEEEEE! (nie wnikając w fakt, że do ciąży trzeba podjęcia pewnych kroków w pewnych konfiguracjach losowo/nierozważnościowych/tudzież planowych)!!!

Lecę więc po test do sklepu.

Sikam na patyk.

PASEK JEDEN, jak wół! I to jak bardzo samotny wół!

Odetchnęłam z ulgą. No, mogę wracać do świata dorosłych.

 

Moje „symptomy” nie minęły. Ba- nawet dręczą mnie tak nachalnie, że musiałam znowu lecieć po test, jakiś tydzień po pierwszym teście! A dziwne uczucie w brzuchu wcale nie pomaga…

Siknęłam sobie przed chwilą znowu, ciąży brak.

 

I taka refleksja mnie naszła: jak to człowiek inaczej podchodzi do pewnych nowin w różnych sytuacjach… pamiętam, jak prawie trzy lata temu siedziałam w kibelku jak na szpilkach, zacieszając, że chyba jestem w ciąży. A dziś?

Rany, ja chcę do pracy.

 

PARANOJA :D!

8 myśli nt. „wolny dzień i dzieciowa paranoja

  1. Ola

    Też mi to przyszło do głowy ?
    Tak bardzo, że zamiast czytać po kolei, od razu przebiegłam tekst oczyma na sam dół z łopoczącym sercem (co dwa kokosy do obczytania, to nie jeden ?)
    W sumie, ja żałuję, że jednak nie… ale jak zaszlam z Juniorem, to 3 testy były negatywne, a ciąża była piękna i zdrowa. Zrobiłaś z rannego moczu, czy jakiego bądź?

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      emocje jak szerszeń, co? :) Mocz jaki był pod ręką, nie był ranny, blizn też nie miał 😉 Ale to bez znaczenia, bo to było tylko po to, żeby się upewnić, bo poza schizami nie mam podstaw natury technicznej 😉 ale jak się drugi kokos wysypie z palmy (jeśli, a nie „jak”), to będzie uciechy co nie miara- będę opisywać całą ciąże! Czujesz to? 😀

      Odpowiedz
  2. Ola

    Nie mogę się doczekać kolejnego kokosa. Ja z przyczyn technicznych więcej berbeci mieć nie mogę, więc tym bardziej cieszą mnie cudze ciąże ?
    Masz rację, powinnam napisać poranny, bądź pierwszy ?

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Niee! ty sobie nie myśl, że się czepiam, po prostu tak mi to się wesoło skojarzyło :) a ja się póki co do drugiej ciąży nie garnę… chcę życia poza domem poużywać! Ach, te radosne poranki w biurze… 😉

      Odpowiedz
  3. Kinia - mama Marianny

    😀 od razu wiedziałam czego dotyczą te Paranoje :-) pociesze Cię, że sama całkiem niedawno też przezywalam takie schizy i też jakoś nie mogłam sobie wyobrazić mnie znowu w ciąży :-) ale okres przyszedł po 5 dniach opoznienoa. A tekst mojego Gina, gdy mu opowiedzialam o tym – bezcenny – eee tam, organizm se zrobił przerwę dłuższa :-) A ja wariowalam tyle… :-)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Kinia, ale mi się nawet okres nie spóźnia! Tylko te węchy, i te niesmaki… dokładnie jak w ciąży! :) ale u mnie to się pojawiło dopiero koło 8mego tygodnia poprzednim razem, a to się już w ogóle nie zgadza 😀

      Odpowiedz
  4. Paulina

    Haha, nieźle się wkręciłaś…
    Ja miałam dwa razy w życiu taką właśnie sytuację i myśl w głowie: „cholerka, chyba jestem w ciąży” i zrobiłam za każdym razem kilka testów i wychodził brak, brak, brak, wynik niejednoznaczny (czyli na pierwszy rzut oka brak, ale pod lupą minimalny przebłysk drugiej kreski, z tym, że to już po czasie odczytu). W obu przypadkach okazało się, że jednak byłam w ciąży 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *