Znowu o spaniu

 

Halo halo!

Nie odzywam się, siedzę cicho, chodzę trochę na paluszkach. Boję się głośniej odetchnąć, żeby nie zapeszyć. Ćśśśśś, Tosia śpi…

 

20140525_182806

 

Temat się pojawia, myślę, ostatni raz. Pisałam już przecież o spaniu, pierwsze podejścia do samodzielnego usypiania Tosi (o, tutaj!), i w sumie chyba powinnam teraz ugryźć się mocno w język (czy raczej trzepnąć po łapkach, skoro piszę, a nie mówię 😀 ), albo co gorszego sobie zrobić za to poprzednie psioczenie na książkowe mądrości ;).

Doszliśmy znowu do momentu, kiedy „tonący brzytwy się chwyta” jeśli chodzi o usypianie maluszka. Wszystko przez początki ząbkowania… A było to tak:

Tosinka, jak być może wiecie (Ci, co czytali wcześniejsze wpisy pewnie wiedzą 😉 ), jest dzieckiem zupełnie bezsmoczkowym. Odrzuca wszelakie smoczki, również takie z butelki, bo po co sobie silikonem po buzi machać, skoro jest cycuś mamy na zawołanie. Od początku byliśmy przekonani, że nie chcemy smoka wprowadzać, łapaliśmy za niego tylko w przypadkach czarnej rozpaczy (np wielogodzinny płacz po szczepieniu), ale wtedy już i tak było za późno, bo Antoninka nie chciała go tknąć. Myślimy se: fajnie, nie trzeba będzie odzwyczajać! I postanowiliśmy zarzucić próby oswojenia córeczki z tym sprzętem.Nadszedł jednak czas ząbkowania, i na naszym wieczornym cudnym niebie pojawiły się chmury rozpaczy. Tosia była smętna, rozdrażniona, więc jak to ja- tuliłam, tuliłam tuliłam. Wieczory bywały trudne, smarowaliśmy dziąsełka żelem, ale czasem po prostu żałość była taka, że żel sam czarów nie zrobił- całe szczęście pierś mamy jest dobra na wszystko. W tym czasie Tosia zaczęła się często budzić w nocy, a jak już wcześniej pisałam- usypiała mi tylko przy piersi, więc żeby ją uśpić z powrotem- podawałam pierś. I tak wiele razy w ciągu nocy. Po jakimś czasie doszło do takiego hardkoru, że Tosia UZALEŻNIŁA SIĘ od piersi! Zupełnie jak te dzieci, które zasypiają ze smoczkiem, i płaczą, kiedy przez sen wypadnie im z buzi! Bywały noce, kiedy spała zupełnie normalnie, ale bywały i takie, kiedy np od 1:30 co chwila szukała piersi; żeby dziecko przespało noc, ja musiałam być na baczność, i pilnować, żeby cycek był w zasięgu! Oczywiście w tej chorej sytuacji nie wysypiałam się ani ja, ani Tosia. Powiedziałam więc sobie, że pora na drastyczne akcje, byle tylko przywrócić naszemu życiu jakąś normalność.

 

Mój Małżonek jest akurat w trakcie pewnych zmian zawodowych, i od zeszłego piątku jest na urlopie. Mieliśmy zaplanowanych kilka spraw na ten czas, kiedy oboje będziemy w domu, najważniejszą z nich było NAUCZENIE ANTONINKI SPAĆ. Wiecie, że tzw metoda 3-5-7 to masakra, tylko dla ludzi o mocnych nerwach- jest bardzo bliska wypłakiwania dziecka, na co ja się całkowicie nie piszę. Akcję więc musiał przeprowadzić Małżon, człowiek o ciepłym sercu, acz stalowych nerwach.

Dla tych, którzy się nie orientują, szybko i ogólnie nakreślę o co chodzi w metodzie 3-5-7. Jest to metoda uczenia dziecka spać samodzielnie- może dla niektórych jest to zwyczajnie normalne, i naturalne, że dziecko zasypia sobie samo w swoim łóżeczku- dla tych wszystkich GRATULACJE, trafiliście na dobry model, bo niewiele dzieci tak ma :) Anyway, metoda idzie tak: kiedy widać po dziecku pierwsze oznaki zmęczenia, np tarcie oczu, ziewanie, kładziemy dzieciątko w łóżeczku, mówimy dobranoc, papa, buzi w czółko, czy co tam jeszcze chcecie, po czym zostawiamy malucha w łóżeczku. i wycofujemy się z pokoju. Dziecko, które do tej pory przywykło zasypiać przy rodzicach/przy piersi/we wspólnym łóżku, na początku czuje się zdradzone, nie wie, co jest grane, więc zazwyczaj okazuje to strasznym, żałośliwym płaczem. NIE WCHODZIMY OD RAZU by je pocieszyć, odczekujemy 3 minuty, i dopiero wtedy wracamy do niego. Zasada jest taka, że nie wyciągamy dziecka z łóżeczka, żeby je pocieszyć i uspokoić; możemy więc do niego mówić, głaskać je, śpiewać mu, tłumaczyć, że je kochamy, i to dla jego dobra, ale NIE WYCIĄGAMY Z ŁÓŻECZKA. Po około 2 minutach wychodzimy znowu (nawet, jeśli dziecko płacze nadal). Następne wejścia są po 5 i po 7 minutach. Potem wchodzimy co 7 minut, zawsze na ok 2 minutki. Po jakimś czasie dziecko zasypia. Zazwyczaj. Nasza pierwsza próba dowiodła, że nie działa to zawsze, my wymiękliśmy po ok godzinie- pewnie, mogliśmy wtedy zacisnąć zęby, i dać dziecku płakać drugą godzinę ( i tak ostro, że wytrzymaliśmy aż tyle, czułam się jak wyrodna matka!), i zobaczyć co się stanie, ale serio- kto wytrzyma coś takiego??!! Prawda jest taka, że niekiedy trzeba odłożyć tą metodę na półkę, i wrócić do niej kiedy dziecko jest starsze. Owszem, w książce, którą przeczytałam na ten temat była taka wzmianka, ale wiecie, jak to jest, jak baba napakowana po ciąży hormonami słucha, jak jej dziecko płacze, i wyklina na wszystkich, którzy coś takiego wymyślają, jakimi to są nieludzkimi draniami, którzy pewnie w życiu dziecka nie mieli!!!!!!

Pewnie nigdy nie wróciła bym do tej metody, gdyby nie zrodziła się wraz z ząbkowaniem ta patologiczna zależność od piersi… było to hiper przerysowanym dowodem na to, że Tosia nie potrafi się sama wyciszyć, i że naprawdę trzeba coś z tym zrobić.

Klamka zapadła. Od piątku bierzemy się za usypianie! (Piątek- ten przedwczoraj :D)

Standardowo w okolicy 15stej Tosia zaczęła trzeć oczka, i stawać się małym zmierzłym ludzikiem, czyli mówić niewerbalnie: jestem zmęczona, mamo, idziemy się potulić. Standardowo wzięła bym ją na ręce, poczłapała schodami do sypialni, wpakowała bym nas obie do łóżka, wyciągnęła cycka, zapakowała go Tosi do dziobka, walczyła przez jakieś 20-40 min z zadowoloną, wiercącą się pociechą, po czym nadszedł by sen. Oczywiście ten sen nie powodował by uwolnienia cycka, to by się stało (przy dobrych wiatrach) po jakiejś godzinie, gdy sen byłby mega głęboki.O ile w ogóle…

Ale tym razem nie było STANDARDOWO. Tym razem mamusia po nakarmieniu Tosi pocałowała ją, oddała Tatusiowi w ręce, po czym Tatuś skierował się na pięterko, a mamusia poleciała w te pędy po swoje gigantyczne słuchawki, i włączyła audiobooka na cały regulator, żeby nie słyszeć tego płaczu. Szczerze, to wyemigrowałam do ogródka, pomodlić się za powodzenie całej akcji, i zająć się czymkolwiek, żeby tylko nie myśleć, jaka krzywda dzieje się mojemu dziecku. W ten sposób odchwaściłam okolice krzewu różanego, ogarnęłam podkaszarką trawę przy płotku warzywnika, i pokonałam jaskółcze ziele atakujące nasz rabarbar. Po tym czasie stwierdziłam, że mam zjarane ramiona, połamane plecy, i że mam dosyć roboty. Podniosłam się z pozycji pokrzywiono-zgiętej, i mym oczom ukazał się tata, niosący w ramionach lekko zapłakaną Tosiałkę.

NO I JAK PANIE TATO? Było mocno strasznie? Była tragedia? Była lipa?

Pan Tata zdał sprawozdanie, że Tosia po ok 15 min płaczu zasnęła, po czym obudziła się po jakichś 40 minutach, i rozdarła, zrozumiawszy, że to wstrętne traktowanie to nie był sen. Całe szczęście pojawił się tata-rycerz na niebieskim koniu, i uratował Tosię ze szczęk złego łóżeczka.

Uff, 15 min to nie tak źle, pomyślałam (znowu- wyrodna matka!), zwłaszcza w kontekście naszej pierwszej próby, oraz tego, że samej Tosi udało się zasnąć dużo szybciej, niż zazwyczaj usypiała ze mną. Okej, gramy dalej, jeśli tylko Pan Tata się zgadza.

Pan Tata się zgodził.

Nadszedł wieczór. Po kąpieli i wieczornym mleczku z mamusinej piersi, Antoninka ponownie udała się z tatusiem do sypialni. Nie zdążyłam jeszcze dobrze założyć słuchawek, a już słyszałam łamiące serce krzyki. Czy my aby dobrze robimy? Czy dziecko nie będzie miało traumy? Czy gra jest warta świeczki? – zgłośniłam odtwarzacz dźwięków na maxa, i poszłam, w głębokim stresie, sprzątać kuchnię, i- wbrew moim zwyczajom, nakazującym mi garnki omijać szerokim łukiem- zaczęłam szykować jutrzejszy obiad.

Po jakimś czasie nasłuchuję- kurde, cisza! Piszę smsa do Małżona: JAK JEST? On: Jest OK, właśnie zasnęła, trochę w poprzek łóżeczka, ale śpi za płytko, żeby ją ułożyć. Ja: Chcesz tosty z serem? On: Kusisz. Późno jest, ale zjem.

Zapiekłam kanapsy, i popędziłam na paluszkach schodami. Zastałam tatę również ze słuchawkami w uszach, siedzącego w mroku na fotelu w pokoju obok sypialni. Poinformował mnie, że skoro Tosia śpi, to mogę wziąć tosty na dół, bo zaraz zejdzie i zje na spokojnie. Zeszłam na dół, i po jakiejś minucie usłyszałam płacz, który wbił tysiąc sztyletów w moje serce. Olaboga, no przecież spała! Czy będzie się co chwila tak budzić z płaczem, jak sto nieszczęść?

Ku mojemu zdziwieniu, oraz uldze, po jakichś pięciu minutkach nadciągnął Pan Tata, i powiedział, że to był tylko „płacz kontrolny”: czyli Tosia uchyliła oka,jak zawsze szukając cycka, po czym stwierdziła, że ktoś go ukradł! Rozpłakała się, Tatuś pocieszył, a ona przemyślała sprawę, i doszła do tego, że cycka nikt nie ukradł, bo przecież nie było go od początku, czyli- wszystko w najlepszym porządku, można spać- i ZASNĘŁA SPOKOJNIE!

Małżon poszedł z Piesełem na wieczorny spacer, zapodał szybki prysznic, i poszliśmy do góry, koło 23ciej. Dyskutowaliśmy chwilę, jak mamy poznać, że dziecko płacze, bo jest głodne, a nie dlatego, że się obudziło zupełnie samo, ja stwierdziłam, że przy okazji następnego płaczu biorę ją do łóżka na karmienie, bo Mama Tośka mi mówiła, że Tosiek (kolega i rówieśnik Tosi) budzi się na amciu koło 24:00- uznałam to za dobry wyznacznik. Tosia jednakże nie obudziła się do pierwszej :)! O pierwszej nakarmiłam ją, po czym obudziłam Małżona pytaniem, czy mam ją odłożyć, czy zostawić w łóżku. Małżon, zaspany, powiedział, że mogę zostawić ją w łóżku (ewidentnie nie miał siły się dobudzić na dalsze zmagania), jeśli tylko chcę. Na to ja spróbowałam wyjąć Tosi pierś, co skończyło się standardowym polowaniem, dokładnie takim samym jak w ostatnich tygodniach, skutkującym zazwyczaj naszym niewyspaniem- Tosia CHCE SPAĆ Z PIERSIĄ W BUZI. Dokonałam szybkich obliczeń w swojej głowie, i stwierdziłam: NIE MA BATA, nie po to płakała już tyle w ciągu tego dnia, żebyśmy teraz zaprzepaścili to wszystko. ODKŁADAM JĄ! powiedziałam tylko teatralnym szeptem, położyłam Tosię w łóżeczku, i wcisnęłam głowę w poduszkę broniąc się przed straszliwym płaczem. Mąż poczekał 3 minuty, wstał, pogłaskał po rączce, poszeptał coś do Tosinego uszka, i mimo niecichnącego płaczu wrócił do łóżka. Po kilku trwających sto lat minutach mówię do niego: No weź, idź, pociesz ją, ja nie mogę się ruszyć, bo ją wezmę w ramiona, i tyle tego było! M na to:zostało jeszcze 20 sekund! (TWARDZIEL!). Wstał, poszeptał, pogłaskał, położył się… 30 sekund później Tosia już spała!!!!!! Wzięłam ją do łóżka dopiero koło 5tej, nakarmiłam na pół śpiąco (słyszałam, że się zaczęła wybudzać, i zareagowałam przed rykiem), wyjęłam pierś, i czekałam co się stanie. Chwile poszukała, po czym olała temat, i zasnęła głęboko!

I TAK SPAŁA DO SAMEGO RANA!!!! Normalnie SZOK! Rano, pierwszy raz od tygodni, po przebudzeniu zobaczyłam uśmiechnięte dziecko, zamiast małego, niewyspanego, niezadowolonego, umęczonego elfiątka. Jeśli wcześniej zastanawiałam się, czy to wszystko jest coś warte- ten widok upewnił mnie, że na pewno dokonaliśmy dobrego wyboru, podejmując kolejną, jakże trudną próbę.

Dzień drugi był podobny, uczymy się czytać z płaczu Tosi, zasypia dużo szybciej niż ze mną…. zasnęła koło 20:40, koło 22 był „próbny płacz” trwający koło minuty, a kiedy na wpół senna brałam Tosię do karmienia pierwszy raz od wieczora, stwierdziłam ze zdumieniem, że jest już szósta rano!!! Tosia grzecznie zjadła hektolitry mleka (piła naprawdę długo), po czym mlasnęła, przeciągnęła się, i… zasnęła z powrotem, i spała do 7:30! OMG!!!!! NAGRODA NOBLA DLA TATY!!! Byłam tak ucieszona, że strzeliłam smsa do mamy, po czym popędziłam na dół włączyć pranie, naszykować stół do śniadania, wyjąć masło z lodówki, żeby zmiękło, posprzątać co mi wpadło w ręce, i dopiero po chwili, po wyładowaniu radosnej energii mogłam wrócić do łóżka.

Dzisiaj przy popołudniowej drzemce Tosia pomarudziła jakąś minutę, góra dwie (ja w ogóle nic na dole nie słyszałam), po czym przespała bite dwie godziny!
DROGIE MĄDRE KSIĄŻKI! ZWRACAM HONOR! KŁANIAM SIĘ W PAS, DZIĘKUJĘ STOKROTNIE!

Mam wrażenie, że od teraz zawsze będzie obiad na stole (będzie kiedy go ugotować), pranie zrobione, chałupa ogarnięta, a ja będę dyszeć z nudów przy takiej ilości wolnego czasu :D!

Dzisiaj zrobiłam np kurczaka pieczonego w jabłkach, i aż chciałam to udokumentować i wrzucić dla was z przepisem, ale byłam tak podjarana, że zrobiłam tylko jedno, mało atrakcyjne zdjęcie surowych ćwiartek „kurzęcych”, a potem siadłam do pisania. Takie zdjęcie to na pewno furory nie zrobi, więc wam podaruję tę wątpliwą przyjemność  😉

Mam nadzieję, że pod koniec urlopu Pana Taty, czyli do końca miesiąca, będę mogła wam się pochwalić tym, że już osobiście kładę szczęśliwe, niepłaczące dziecko do snu 😉

 

20140525_184406

 

23 myśli nt. „Znowu o spaniu

  1. Mama Tośka

    Brawo, brawo :):):) No i tu mnie zaskoczyła nasza Tosinka, przespała całą noc?! Oj zazdrościmy :):):)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Nas też zaskoczyła 😀 Warto spróbować… a wiesz, że jestem ostatnią osobą, która polecała by metody pro-płaczące… ale widzę, że Antosi to służy.

      Odpowiedz
      1. Mama Tośka

        Ja nie muszę próbować, mamy to za sobą, niech mnie tylko ktoś zmusi do odkładania Antka w nocy z powrotem do jego wyra 😀

        Odpowiedz
  2. Anka

    Super, że walczycie o lepszy byt Tosi i Wasz;). Ja byłam przeszczęśliwa jak Miśka załapała smoka na amen gdzieś w okolicy 3 miesiąca, by pożegnać się z nim ok 2 roku życia. Na szczęście obyło się bez scen i histerii co przy małej raczej trudne od pocZątku;). Czasem aktualnie żałuję, że nadal go nie ma:P;). Pieluszkę tetrową ma do dzisiaj nawet zabiera ją ze sobą do przedszkola:). Nie mam serca jej zabrać, choć wygląda już raczej podobnie do mojej szmaty do podłogi. Ze snem samodzielnym miała problem tylko w dzień i wtedy ratował nas tylko spacer. Wieczorami zaraz po mleczku odkładana była do łóżeczka, zero płaczu, błogi sen. No ale nic co piękne nie trwa wiecznie i jak poszła do przedszkola to się zaczęły nocne spacery do łóżka rodziców. Na początku troszkę z tym walczyłam, ale w końcu zlałam. No bo chyba do 18-tki spać z nami nie będzie, nie?… 😉 pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Haha!! 😀 No pewnie, że nie będzie! Ja sama mam wspomnienie widoku własnych malutkich stóp wędrujących ciemnym przedpokojem w nocy, wdrapywania się na łóżko rodziców, i mówienia: Mamusiu, miałam zły sen… A wiesz, u nas w domu była nas spora ekipa, więc jakby tak każdy się wdrapywał, to spali byśmy jak śledzie 😉 ale myślę, że każdy z mojego rodzeństwa w jakimś momencie wczesnego dzieciństwa to przerabiał 😉
      Jeśli chodzi o spacery- Tosia jest śpiochem nr jeden- śpi prawie zawsze na spacerze, a bywa, że chodzimy sobie dwa razy dziennie! Zaczęłam się nawet ostatnio zastanawiać, czy wszystko z nią OK, że tyle śpi. Chyba po prostu ma tak po tacie :) Ściski!

      Odpowiedz
  3. Beata H.

    Gratulacje ! Dla Małżona szczególnie. Ja przy nauce spania stosowałam metodę podnieś-połóż opisana w książce pt. Zaklinaczka dzieci Tracy Hogg (polecam , opisuje też rytuał usypiania, który jest dla dzieci bardzo ważny). Radziłabym, biorąc pod uwagę moje doświadczenia, jeśli Tosia będzie się przebudzać w środku nocy to daj jej szansę samej się uspokoić, poszeptaj do ucha, złap za rękę. Niemowlę w tym wieku ma koszmary senne, więc płacze przez sen. Jeśli chodzi o karmienie to od 6 miesiąca dziecko powinno przesypiać w nocy od 8 do 10 godzin bez karmienia. Musisz wyczuć czy płacze na jedzenie czy na koszmar. Jeśli karmisz w nocy to staraj się jej nie budzić, najlepiej karm na rękach gdzieś blisko łóżeczka, żeby ją potem łatwo i sprawnie odłożyć, bo jak się bierze do swego łoża to potem nikomu się nie chce dziecka odnieść 😉 Płacz to nic złego. Ja nie stosowałam metody czasowej, bo nie chciałam Dory samej zostawiać w płaczu. Wolałam utulić, pocałować i odłożyć, i tak ze 100 razy pod rząd, aż zadziałało. Dora od kilku dni przesypia 9-10 godzin, średnio 2 razy się budzi z płaczem, wtedy do niej biegnę, głaszcze, szepcze do uszka i usypia, czasem daje jej kilka łyków wody z kubka niekapka. Karmie ją dopiero o 7 rano, bo już wyczaiłam, że nie jest w nocy głodna, a wcześniej to przeze mnie się nauczyła budzić kilka razy w nocy. Zamiast uspokajać dawałam cyca, to się nazywa nawykowe budzenie, też opisane w tej książce. Powodzenia w spaniu tylko we dwoje;)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Dzięki! Wiesz, czytałam o Tracy Hogg masę sprzecznych informacji, chciałam kupić sobie jej książkę, ale jakoś ten temat zakwitł bardzo szybko, i użyliśmy to, co było „pod ręką”, czyli znane nam z innej książki 3-5-7. Jako, że wygląda na to, że zadziałało, bo w ciągu 3 dni są niesamowite zmiany, chyba przepękamy jeszcze te parę dni popłakiwania (a może to był już ostatni płacz? kto wie 😉 ), i będziemy kontynuować raz obraną ścieżką. Co do budzenia w nocy- wygląda na to, że mamy w domu mega śpiocha, i jeśli tak dalej pójdzie, to po prostu będziemy kłaść ją spać, i karmić rano 😉 Taką mam przynajmniej nadzieje. Jeśli tak będzie- z przyjemnością będę ją o 6 rano brała do łóżka na ostatnie 1,5h wspólnego snu, bo brakuje mi tego tulenia się :) Ale tak naprawdę to czas pokaże. Dzięki za rady, jeśli coś się pokomplikuje- na bank do nich wrócę. A gdzie dorwałaś książkę Zaklinaczka dzieci? Szukałam, jak dotychczas tylko w necie, ale i tak nie umiałam namierzyć.
      PS. Spanie we dwoje od lat wychodzi nam doskonale 😀 Buziaki dla was i dla Dorotki! :*

      Odpowiedz
      1. Beata H.

        Książkę dostałam w prezencie, ale nie dawno widziałam ją w jakimś markecie, tylko w którym… Książka dała mi kilka dobrych rad, a jeśli coś uważam za głupie to po prostu nie stosuje :) jak się chcesz poprzytulać to dobre są poobiednie wspólne drzemki:)

        Odpowiedz
  4. Kinia - mama Marianny

    Mnie sie trafił chyba ten „lepszy model” 😛 Mia za tydzień kończy 4 miesiące i od co najmniej półtora miesiąca przesypia 6-8 godzin w nocy, budzi się coś zjeść i śpi dalej (czasem zdarza się 9-10 godzin przespanych 😀 ) Smoka lubi pocysiać, ale tylko w dzień – w nocy nie zasypia ze smokiem. Co prawda całe spanie jest zasługą jedzenia z butli… Otóż Marianna przez pierwsze dwa tygodnie nie przybierała na wadze, toteż musiałam unormować karmienie i dawki, przez co odciągałam (i nadal odciągam) mleko i odpowiednią dawkę podaję w butli a pierś traktuje jako uspokajacz i rodzaj utulenia. Mała od początku zasypiała przy piersi momentalnie lub bawiła się przez co mało jadła. Po drodze przyplątała się skaza białkowa więc musiałam wprowadzić mleko dla hipoalergików i mieszam, raz hipo raz moje – przynajmniej nie ma takich przebojów żołądkowych a i skórka się poprawiła :) Tak więc Mia po kąpieli (która jest ok 19:30) o 20:00 dostaje butle lub pierś i butle i po rytualnym „odbiciu” (tudzież bez gdy po prostu padnie) kładziona jest do swojego łóżeczka i nyny 😀 nie ma zabawy, agu gi, czy innych takich :) oczywiście w domu od tej pory jest pełny zakaz robienia czegokolwiek głosno – bezgłośnie jak najbardziej prosze ;P I tak sobie śpi z 7-8 godzin (no czasem zdarza się 6 żeby za pięknie nie było 😛 ). Wszystko ładnie – pięknie ale jak to bywa, zawsze są te minusy. Otóż mała śpi a mama musi co 3 godziny wstawać odciągnąć papu…. No cóż, ktoś pracuje, by ktoś mógł spać 😉 Tragedii nie ma dopóki moje odciąganie zgadza się z pobudką małej na karmienie. Gorzej już, gdy w godzinę po odciąganiu Mia zaczyna przez sen ssać swoją rączkę – co jest oznaką, że do pół godziny będę miała obok w łóżeczku głodomorrę…. no i trzeba wstać ale na szczęście zdarza się to już coraz rzadziej :) Tak więc córcia ma śpi super i od początku w swoim łóżeczku ale wszystko ma swoje radości i koszmary :)

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Kinia, POZAZDROŚCIĆ! 😀 Oczywiście odciąganie co trzy godziny to żadna zabawa, ale przynajmniej dziecko Ci się wysypia! My już też coraz bliżej końca przyzwyczajania, Tosia wczoraj zakwiliła może z minutkę, tak pro forma 😉 Problem pojawia się w nocy, kiedy znowu są bączki, jak przez dwie ostatnie noce :/ ale i tak jest o niebo lepiej :) Zdrówka dla Marianny! i buziaki dla całej rodzinki!

      Odpowiedz
      1. Kinia - mama Marianny

        My z bebąkami walczymy od początku i mamy jak dotąd sprawdzony jeden sposób – przed jedzeniem wieczornym podajemy jej Infacol. Zawiera on symeticon, który jest wydalany w całości z organizmu i nie wchłania się więc nie jest taki niebezpieczny a efekt jest taki, że mała rano po obudzeniu puszcze salwy bąków bez zbędnego napinania się :) Moje dziecie słodko śpi a jest już 8:30 😀 padła wczoraj o 20:15, obudziła się o 5:20 rano , przekąsiła coś i dalej śpi tyle że w bujaczku, bo po tak długim spaniu w łóżeczku nie chce jej się już leżeć więc chytra mama bach dziecko do bujaczka i po 10 minutach znów nadchodzi słodki sen :)
        Dziękujemy bardzo i cieszymy się, że Tosia mądra dziewczyna i też szybko się uczy 😉
        Pozdrawiamy :*

        Odpowiedz
  5. magosiaa

    hey, zacznę od tego, że bardzo lubię Twojego bloga:) ja mam miesięczną córeczkę i jesteś dla mnie swoistym przepowiadaczem co mnie czeka:) ponieważ opowiadasz o normalnych życiowych aspektach, chciałam Cię o coś zapytać vel doradzić się. Nie znalazłam na stronie maila do Ciebie, więc zapytam w komentarzu: pisałaś że Tosia usypiała przy karmieniu, jak wtedy wyglądała kwestia odbicia i przewijania? nie wybudzała się? pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. OhKaralajna Autor wpisu

      Cześć Magosiu! Bardzo się cieszę, że lubisz bloga- wpadaj częściej ;)! Jeśli chodzi o usypianie, odbekiwanie i przewijanie, sprawa miała się tak: Jak Tosinka była malusia, oczywiście zaraz po karmieniu odbekiwaliśmy ją, a jeśli np sprawa działa się w nocy, a ja po cesarce nie ogarniałam, to kładłam Tosię w pozycji bezpiecznej- na boczku. Natomiast przewijanie… hmmm… Tosia po/podczas każdego posiłku robiła kupkę; czasem małą, czasem dużą (bardzo :D). Problem był taki, że po przewijaniu znowu chciała do piersi, znowu zasypiała, znowu była kupka- tak by to szło w nieskończoność. Położna (jeszcze w szpitalu) poradziła nam, żeby czasem dać jej spać mimo kupki, bo jak tak dalej pójdzie, to dziecko nie będzie w ogóle spało (może i kontrowersyjnie, ale to była jedyna słuszna opcja wtedy…). Tak więc czasem Tosia spała nie przewinięta… tylko, jeśli słyszeliśmy, że kupa nie była duża, no i oczywiście pilnowaliśmy tego, jak wyglądała jej skóra na pupci. Taki stan rzeczy trwał jednak niedługo, kupek było mniej (nie co każdy posiłek), za to zaczęły się kolki (już po 15 dniach :( ), więc żeby uniknąć nadmiernego połykania powietrza- karmiłam Antoninkę w pozycji na brzuszku (opisane we wpisie o kolkach), przez co Tosinka bekała spokojnie przez sen, albo nawet w przerwach w jedzeniu ;). Przewijanie nocne było ostrożne, w półmroku, delikatne- Tatuś był specjalistą, i nawet, jeśli Tosia się obudziła, to zaraz potem usypiała dalej ;). Jeśli masz jakieś pytania, pisz bez skrępowania 😉 Myślę nawet, że lepiej w komentarzach, bo jeśli inna mama szuka podobnych wyjaśnień, to może je znaleźć :) Natomiast faktycznie, dodam chyba maila na stronie, dziękuję za pomysł :) Napisz czasem jak tam Twoja córcia! ściskam i pozdrawiam!

      Odpowiedz
      1. magosiaa

        dzięki
        no bo właśnie w szpitalu kazali przewijać przed karmieniem, ale jak dziecko głodne to bardzo płakała na przewijaku, no i w czasie karmienia coś do pieluchy dorzucała, przeszłam na system po karmieniu i odbiciu, w nocy przewijam tylko raz, bo zauważyłam ograniczone wydzielanie:)
        Olga jest generalnie „dzieckiem książkowym” oprócz kolek, chyba nikt nie dopatrzyłby się problemów, na kolki podziałały osławione niemieckie kropelki, (bobotic nie działał),
        gorzej jest ze mną, mam wszystkie syndromy Baby blues:( nie kojarzę u Ciebie wpisu jak się czułaś (psychicznie) po porodzie, wiem, że 80% kobiet ma podobnie i nie od razu ma wybuch miłości do dziecka, ale ta świadomość nie tamuje mi łez, jeśli któraś z Mam miała podobnie, to niech napisze kiedy jej minęło, ja zastanawiam się czy nie szukać już pomocy u specjalisty, tylko jakiego? w przyszłym tygodniu mam wizytę kontrolną u ginekologa, może ona coś doradzi…

        Odpowiedz
        1. OhKaralajna Autor wpisu

          Zacznę od tego, że dziękuję za maila 😉 jeśli chodzi o baby blues niestety Ci nie pomogę, bo mnie ominęło. Ja miałam doły przez niewyspanie i to, że przez ciężkie dochodzenie do formy po cesarce nie umiałam nic zrobić przy dziecku, no i oczywiście raz na jakiś czas typowo hormoniaste porykiwania z nikąd (takie: źle mi, ale nie wiem czemu), ale na tyle rzadko, że nie rzutowało to na mój generalny stan rozanielenia i przyćpania endorfinami. Jedyne co mogę to trzymać kciuki, żeby Ci szybko minęło, i żebyś mogła zacząć w pełni cieszyć się macierzyństwem. Ściskam Cię mocno!

          Odpowiedz
        2. Beata H.

          100 dni płaczu, a potem wszystko jak ręką odjął. Uczucia do dziecka przyjdą jak się hormony uspokoją i zaczniesz się wysypiać. Pierwsze 3 miesiące to masakra, a potem już coraz lepiej. Poproś bliskich o wsparcie i rozmowę, niech Cię odciażą trochę od obowiązków. I nie staraj się być idealna 😉 powodzenia!

          Odpowiedz
  6. Mama Tośka

    Karo, podeślesz mi potem również książkę?
    Co do babyblues niestety też za wiele się nie wypowiem, bowiem temat mi obcy.
    Ale magosiaa możesz tu liczyć na nasze wsparcie ewentualnie.
    Pozdrawiamy

    Odpowiedz
  7. Kinia - mama Marianny

    Baby – blues – taaaaaa :) ech, ciężki temat :) Jak pisałam wcześniej, na temat karmienia i spania – odciągam pokarm co 3 godziny i mój „dołek” zaczął sie właśnie od tego – niewyspanie, masakryczne zmęczenie i ból palców, dłoni, ręki całej ze względu na ręczny laktator (jedyny plus to to, że mam teraz ręce jak Terminator 😛 ). Drugim powodem było zmęczenie przysłowiowymi czterema ścianami – siedzisz całymi dniami sama z dzieckiem na czwartym piętrze – wyjście na spacer to jak wyprawa do Ameryki Południowej, jedynymi osobami, które widzisz są Twój kolega małżonek (wracający zmęczony wieczorem z pracy), teściowa, czasem siostra i moja mama no i Pan listonosz tudzież kurier – MASAKRA! Ale na całe szczęście dla mnie mam cudowną rodzinę i już od drugiego tygodnia życia naszej pociechy, ciotka i babcie nie dawały mi zwariować nad to – otóż zostawały z małą na godzinkę lub dwie żebym mogła iść do fryzjera, sklepu czy też spotkać się z przyjaciółmi na szybką kawę – to naprawdę najważniejsze w takim czasie :) Oczywiście zawsze ktoś wpadał do mnie w odwiedziny ale to nie to samo – trzeba wyjść z domu! Ze spacerami w końcu sobie poradziłyśmy – wózek stoi u dziadków męża ulice dalej – mieszkaja na parterze więc nie ma tyle noszenia :) Co prawda czasem włącza się zmęczenie siedzenia z małą, zwłaszcza gdy marudzi, ale w końcu mija, gdy tylko mała się uśmiechnie :) Zresztą nikt nie obiecywał, że będzie łatwo…. :)

    Odpowiedz
    1. magosiaa

      Dziękuję za zainteresowanie i pocieszanie. Trzymam się tej myśli, że nic nie trwa wiecznie, a ja też pewnie jeszcze mam burzę hormonów.
      Nie wiem jak sobie tłumaczyć mój „smutek”. Olga jest bezproblemowym dzieckiem, poród, chociaż nie był romantycznym przeżyciem, to jakoś już go przebolałam, mam cudownego męża, który był ze mną przy porodzie, potem wziął urlop, uwielbia Olgę i robi wszystko co trzeba, na dodatek mieszkamy z moją Mamą, która bardzo chętnie zajmuje się Olgą. Właściwie mogłabym nie robić nic oprócz karmienia a i tego nikt ode mnie nie wymaga.
      Wyrzucam sobie, że to dlatego, że nigdy nie chciałam mieć dzieci, ale zdecydowałam się ze względu na Męża i mój wiek (34), Wiedziałam, że On i Mama otoczą dziecko miłością nawet jeśli mi jej zabraknie. Ciążę zniosłam świetnie, pracowałam do 34 tc a w 36 byliśmy jeszcze na wycieczce w Tatrach, wierzyłam, że jak zobaczę, przytulę wreszcie dziecko to zwariuję na jej punkcie, niestety to nie nadchodzi.
      Najbardziej się boję, że skrzywdzę tą Istotę moim chłodem.
      tyle o nas

      Kinia, ja odciągałam pokarm przez 2 tygodnie, bo miałam bardzo podrażnione sutki i nie byłam w stanie karmić, ale wypożyczyłam silniczek do laktatora, nie wiem czy mieszkasz przy jakmiś większym mieście (ja pod Krakowem, łatwo o taką usługę), my kupilśmy laktator ręczny Medela (ok 75 zł) i do niego wypożyczaliśmy silniczek, kosztowało to 35 zł za tydzień, pokarm odciągał się dosyć szybko w kilka minut było 100 ml. polecam jeśli masz taką możliwość.

      Odpowiedz
      1. Kinia - mama Marianny

        Magosiaa, będzie dobrze! :) Ja też bałam się, że może nie wiem jak opiekowac się naszą Marianną i do dziś gdy wspomnę, jak pierwszy raz miałam w szpitalu przewinąć ją, ciarki przechodzą mi po plecach :) Prawda taka, że gdy mała miała miesiąc – dwa inaczej ją traktowałam ale z czasem, gdy zaczęła się uśmiechać i poznawać nas, wszystko sie zmieniło. Najcudowniejsze uczucie na świecie to gdy rano obudzi się a ja powiem do niej dzień dobry a mała śmieje się tak cudnie 😀 zobaczysz, wszystko przed Tobą.
        Jeśli chodzi o laktator to mam z Aventu, silniczka raczej nie da sie dokupić. Ale teraz to już nie taki duży problem. Przywykłam i już coraz rzadziej bolą mnie ręce, zresztą juz nie długo planuje przestać karmić, bo mała rośnie, szczepienia będą za nami, a skaza białkowa dalej jest – moje mleko ją uczula, a ja nie jem tak jak powinnam, przez co brakuje mi witamin i juz powoli zaczyna odbijać mi sie to na zdrowiu, także nie będziemy się już maltretować :) Chociaż mam mieszane uczucia i myslę, że to może zbyt samolubne z mojej strony i tak zwlekam z ta decyzją… Pożyjemy zobaczymy…
        Wytrwałości a zobaczysz, że popatrzysz na swoją córeczkę z miłością, jakiej nie znałaś :)

        Odpowiedz
  8. Pingback: Co umie Tosia 11 miesięcy po przyjściu na świat | e-Mama pisze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *